Na nasze pytania odpowiada Dariusz Łukaszewski, trener LKS Stara Jastrząbka-Róża, który zajął szóste miejsce w klasie okręgowej, i Legionu II Pilzno, który po barażach awansował do klasy A.
Spotykamy się po zakończenie sezonu ligowego 2025-2026. Co udało się Panu w nim osiągnąć?
Na pewno awans z bardzo młodą drużyną Legionu II Pilzno do klasy A. Średnia wieku w tym zespole ledwo przekracza 17 lat. Awans z tak młodymi chłopakami nawet z klasy B jest sukcesem. Prowadziłem też LKS Stara Jastrząbka-Róża w klasie okręgowej w rundzie wiosennej. To była bardzo spokojna runda, nie mieliśmy przez cały ten okres żadnego zagrożenia z tyłu. Chcieliśmy zająć jak najwyższe miejsce i odbiór w klubie jest taki, że to szóste miejsce jest dużym sukcesem jak na pierwszy rok gry w okręgówce.
Od kiedy jest pan trenerem Legionu II?
Teraz mija trzy lata, skończyłem trzeci sezon. Do tej pory cały czas w klasie B.
A w Starej Jastrząbce?
Tu jestem od 1 stycznia, kontynuowałem to, co zaczął Piotrek Mikulski i udało się to fajnie dograć.
Zatrzymajmy się na chwilę przy Piotrze Mikulskim, bo tu pojawia się ciekawy wątek. Przejął Pan po nim prowadzenie drużyny w Starej Jastrząbce, a ostatnio miał Pan z nim okazje rywalizować w bezpośrednim starciu. Co to był za dwumecz?
To było barażowe starcie Legionu II i Strażaka Lubzina, gdzie Piotrek jest trenerem. Tak się te nasze losy przeplatają i jak graliśmy w piłkę też żeśmy się spotykali. W życiu prywatnym też mamy bardzo dobry kontakt, więc częściej niż tylko na meczach się widzimy. Mieszkamy na jednym osiedlu bardzo blisko siebie.
To, że Legion zagrał w barażach, które wygraliście, to jest też efekt tego, że nie awansowaliście bezpośrednio. Czego zabrakło do bezpośredniego awansu?
Główną przyczyną, co widać już jak się statystyki przeglądzie, było to, że u siebie wygraliśmy wszystkie mecze ligowe, ale mieliśmy problem z wyjazdami. Moja bardzo młoda drużyna, jest jeszcze troszeczkę słabsza fizycznie, choć bardzo dobra technicznie i taktycznie. Na takich boiskach jak Stasiówka, Zasów, Korzeniów ciężko nam było udowodnić swoją przewagę techniczną, w nich fizyczność brała górę.
Czy za miniony sezon chciałby Pan kogoś wyróżnić w tej drużynie?
Chciałbym na pewno wyróżnić kapitana Krystiana Gliwę, który wszystko spaja. No i całą grupę juniorów z roczników 2009-2010. Co najważniejsze dla nas i też dla klubu ta grupa fajnie się rozwija i liczymy, że właśnie z niej w ciągu dwóch, trzech lat kilku chłopaków - trzech może czterech - znajdzie się w kadrze w IV lidze. I nie tylko będzie w kadrze, ale będzie też grało.
Mówiąc o młodych zawodnikach trudno nie wspomnieć o najmłodszym członku drużyny, który regularnie grał w tym sezonie. Kto to był?
Mamy w składzie ósmoklasistę Bartosza Kasprzyka. To jest chłopak z rocznika 2011. Bardzo duże postępy robi. Jest bardzo odporny na wszystkie zewnętrzne rzeczy. Nawet jak się pojawia u niego stres przedmeczowy, to fajnie z niego wychodzi. No a piłkarsko jest bardzo dobry motorycznie, technicznie, bardzo szybki. To jeden z tych, o których wcześniej mówiłem, że jeżeli będzie się dalej tak rozwijał, to na pewno w Pilźnie albo i nawet wyżej będzie z niego duży pożytek.
Wróćmy jeszcze na chwilę do dwumeczu barażowego. Po pierwszym spotkaniu w Pilźnie było trochę dziwnych komentarzy z trybun od kibiców drużyny przyjezdnej, że wygraliście niezasłużenie, że sędzia wam pomógł i tak dalej. Co Pan o tym sądzi?
Ja z takimi komentarzami z racji tego, co robiłem wcześniej, już jestem oswojony i w ogóle to na mnie nie wpływa. To jest tylko oznaka słabości i swego rodzaju prostactwa ludzi, którzy nie potrafią docenić i pogratulować sukcesu. W dwumeczu mieliśmy bilans 11-4, to naprawdę sędzia musiałby na uszach stawać, żeby to jakoś w inny sposób się potoczyło. Nasza przewaga i piłkarska, i taktyczna, i fizyczna była zdecydowana. Kto na tych meczach był, a trzeba zaznaczyć, że i w Pilźnie, i w Lubzinie było około 300 osób, to jeżeli cokolwiek zna się na piłce, widział, że ta różnica piłkarska była duża.
Na co się nastawiacie w klasie A?
Chcemy przede wszystkim stawiać na tych młodych zawodników i ich szkolić, żeby nie grać typowo na wynik. Ale też na pewno będziemy chcieli być w pierwszej połowie tabeli. Muszę tutaj zaznaczyć, że w klasie B nie mieliśmy żadnej pomocy z pierwszej drużyny w żadnym meczu. Tak było z góry ustalone, że klasa B to nie jest poziom nawet dla tych zawodników, którzy w IV lidze tylko z ławki wchodzili. Teraz jesteśmy po rozmowach z zarządem i na pewno byśmy chcieli, żeby jeden, dwóch, może trzech zawodników, jak się mecze nie pokryją, pomogli tym młodym chłopakom swoim doświadczeniem. Im byłoby też łatwiej, lepiej by się czuli na boisku. Może też przy nich byłoby im się łatwiej rozwijać.
Druga drużyna, którą Pan prowadzi grała dwa poziomy wyżej. Czy różnica pomiędzy tymi zespołami była widoczna?
To było takie super doświadczenie dla mnie, bo tutaj była klasa B klasa, tu piąta liga i biorąc pod uwagę różnicę poziomów na treningu, w meczach można było fajne wnioski wyciągać. Te pół roku dla mnie trenersko to jakby dwa lata doświadczenia mi dodało. A wracając do pytania, różnica była na pewno. Nie da się ukryć dwa poziomy rozgrywek to jest dużo. Inna organizacja gry, zawodnicy indywidualnie lepsi w Starej Jastrząbce. Natomiast tak patrząc przyszłościowo myślę, że na pewno kilku chłopaków z Legionu, którzy mają teraz po 15, 16, 17 lat, poziomem albo dorówna, albo przeskoczy chłopaków ze Starej Jastrząbki. Chociaż tam też jest bardzo młoda drużyna jak na piątą ligę. Średnia wieku między 25 a 26 lat i też są chłopaki, którzy jeszcze się rozwijają. W tym okienku między sezonami jest duża obawa, bo jest duże zainteresowanie zawodnikami naszymi, którzy duży postęp zrobili.
A kto wyróżniał się w Starej Jastrząbce?
Powiedziałbym, że na pewno drużyna, atmosfera, kolektyw. No ale na pewno Maciek Szewczyk, który w pierwszej połowie rundy zagwarantował nam dużo bramek, później ze względu na dużą ilość kontuzji musiał zostać przesunięty na środek obrony i też sobie z tym bardzo dobrze poradził. No i dwóch skrzydłowych, Emilian Mitek i Szymon Kłak, młodzieżowcy, którzy w tej rundzie mieli najlepsze liczby u nas, najwięcej asyst, najwięcej bramek, grali w zasadzie wszystko.
To był pierwszy sezon Starej Jastrząbki w piątej lidze. W środowisku piłkarskim mówi się, że po awansie drużyna idzie siłą rozpędu. Co trzeba zrobić, żeby w drugim sezonie ta siła nie osłabła?
No dokładnie, jest takie stare powiedzenie, że drugi sezon dla beniaminka jest najcięższy. To prawda. Pracujemy bardzo mocno, żeby było dobrze. Nie tylko ja i piłkarze, ale mamy dużą pomoc ze strony zarządu. Chcemy, żeby doszło do nas kilka osób, żeby uzupełnić nie tylko ewentualne luki, jeżeli ktoś odejdzie, ale żeby jeszcze kadrę wzmocnić. Wiemy, że jest reorganizacja rozgrywek po nowym sezonie. Naszym celem jest miejsce w pierwszej piątce, żeby grać w nowej piątej lidze.
A jak trener Dariusz Łukaszewski radzi z obowiązkami prowadzenia dwóch drużyn jednocześnie?
Zawsze byłem przeciwnikiem takiej opcji łączenia pracy. No ale w zimie dostałem propozycję nie do odrzucenia. Chciałem wrócić na piątoligowy poziom, bo miałem chwilę przerwy od czasu prowadzenia Czarnovii. Da się to poukładać, jeśli się jest pracowitym i poważnie podchodzi do obowiązków. Trzeba tylko to zbalansować między pracą w klubach a rodziną, żeby żadna ze stron nie ucierpiała za mocno.
Ile razy w tygodniu popołudniami nie ma Pana w domu?
No nie ma mnie ani razu. W każdy dzień tygodnia są treningi po południu na przemian w Starej Jastrząbce i Pilźnie. A w weekend są dwa mecze. Jeżeli zdarzy się tak, że obydwa są w sobotę lub w niedzielę, to mam jeden dzień wolny. Nie zdarzyło mi się też tak, żeby ktoś zastępował mnie na ławce trenerskiej w którymś meczu, tak sobie wszystko zorganizowałem, że nie było takiej potrzeby.
Jak długo jest już Pan trenerem?
Jako pierwszą w 2015 roku prowadziłem Czarnovię. Przejąłem drużynę, która wtedy spadła do klasy A i zacząłem z nią pracę. Zresztą z dobrym skutkiem, bo w pierwszym sezonie awansowaliśmy do klasy okręgowej i przez cztery sezony byliśmy w ścisłej czołówce piątej ligi. Nawet raz brakło nam dwa punkty do awansu. Zanim trafiłem do Legionu prowadziłem jeszcze UKS Śmigno w piątej lidze tarnowskiej przez rok.
Największe sukcesy to awanse z Czarnovią i Legionem II?
Z Czarnovią awansowałem nawet dwa razy. Tak się złożyło, że jak odchodziłem z Czarnej, to oni spadali, a jak wracałem to awansowaliśmy do piątej ligi. Na pewno ten sezon pandemiczny był bardzo dobry. Przegraliśmy wtedy awans do czwartej ligi z Czarnymi Trześń o dwa punkty.
Jest jeszcze jedna można powiedzieć branża piłkarska, w której próbował pan swoich sił, czyli ta sędziowska.
Tak, tutaj bardziej już hobbistycznie. Ale to już jest za mną, bo ze względu na wiek chciałem postawić na trenerkę. W niej coś jeszcze mogę osiągnąć i na niej się teraz skupiam. Sędziowałem przez 15 lat, ale z taką mniejszą intensywnością, jak byłem dyspozycyjny, to jechałem na mecz. Tam można sobie na to pozwolić. No a tutaj jednak jak się bierze dwie drużyny i zobowiązuje do czegoś, to już trzeba się skupić w pełni na pracy.
A jakie są Pana trenerskie marzenia?
Chciałbym w najbliższym czasie zrobić kurs UEFA, co pozwoliłoby mi trenować co najmniej czwartą ligę. No i chciałbym, żebyśmy awansowali do nowo tworzonej piątej ligi ze Starą Jastrząbką i zagrali bardzo fajny sezon w klasie A z młodą drużyną Legionu II.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze