W Pilźnie znają ją wszyscy. Nie tylko jako właścicielkę cukierni, ale też malarkę i wielbicielkę sztuki.
Spotykamy się właśnie w tym lokalu, przy pilzneńskiego Rynku. Wokół pachnie świeżymi drożdżówkami, ciastami i lodami. Danuta Desoń zamawia małą kawę i wraca myślami do chwil, kiedy po raz pierwszy sięgnęła po pędzel. Miała wtedy 5 lat i mieszkała jeszcze w Krakowie.
– Zaczęłam malować wszystko, co widziałam. Moja ciocia hodowała kury, więc je malowałam, a moja babcia mi wtedy mówiła – ty tego nie maluj. Bo ładnie malujesz, ale Matkę Boską lepiej namaluj, albo Chrystusa. Ale nie, żeby malować kury i króliki, bo przecież Pan Bóg ci tego nie daruje – śmieje się wspominając te chwile.
Widocznie jednak darował, bo mała Danusia malować nie przestała. Również już jako uczennica liceum ogólnokształcącego, w którym uczyła się z m.in. z Ewą Demarczyk czy Janiną Paradowską.
Więcej na temat Danuty Desoń przeczytacie Państwo w artykule, który ukazał się w ostatnim numerze Obserwatora Lokalnego, w ramach cyklu "Kultura z sąsiedztwa w powiecie dębickim". Opowiada w nim o tym, dlaczego musiała zrezygnować ze studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, co wspólnego miał jej mąż z chórem Lutnia, dlaczego stara się promować lokalnych artystów, do czego młodzieży przydały się smartfony i co jest dla niej najważniejsze w sztuce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze