2 lutego 1967 roku, czyli dokładnie pół wieku temu, ukazał się drugi numer Echa Załogi. Gazeta była zakładowa, ale pojawiały się na jej łamach także informacje z życia miasta.
Echo Załogi wydawane było przez tzw. samorządy robotnicze Zakładów Przemysłu Gumowego, Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego i Zakładów Tworzyw Sztucznych Pustków-Dębica. W praktyce wydawcą były komitety zakładowe PZPR.
50 lat temu na czołówce gazeta informowała m.in., że nowym przewodniczącym Zarządu Klubu Techniki i Racjonalizacji w Pustkowie został inż. Tadeusz Choiński. Także o konferencji samorządu robotniczego w ZPG z udziałem wiceministra przemysłu gumowego Konopackiego i o obchodach 25-lecia Polskiej Partii Robotniczej, jakie odbyły się w Komitecie Powiatowym PZPR, którego I sekretarzem był wówczas Kazimierz Kamiński.
W gazecie był też krótki wywiad z Józefem Stróżykiem, dyrektorem ds. technicznych ZPG-um o jego planowanej wizycie w Anglii i zwiedzaniu tamtejszych zakładów oponiarskich. Trzeba pamiętać, że w Dębicy trwały już wtedy przygotowania do produkcji tzw. opon radialnych.
Z życia WSK gazeta informowała o zebraniu zakładowej organizacji Związku Młodzieży Socjalistycznej i przygotowaniach do obchodów 10-lecia tej organizacji oraz o reformie w gospodarce materiałowej tego przedsiębiorstwa.
„Dyrektor naczelny inż. Władysław Dywoniak jesienią ub. roku powołał zespół w składzie: Leszek Zygmunt, Kazimierz Czerny i Krzysztof Pluta, który otrzymał jako zadanie opracowanie nowej struktury organizacyjnej służb zaopatrzenia. Należy tu wyrazić zadowolenie, że pracami zespołu bardzo żywo interesował się z-ca dyrektora d/s Administracyjno-Handlowych mgr Eugeniusz Golemo” - informował K.Derlęga.
O problemach ZTS pisał dyrektor tej firmy inż. Zdzisław Kondrat.
„Toteż w zdolnościach produkcyjnych zakładów produkujących tworzywa sztuczne, a m.in. i naszego zakładu występują okresowo niewykorzystane zdolności produkcyjne z jednej strony i jednoczesny ich brak - z drugiej” - wyjaśniał dyrektor.
Edward Lewtak zajął się modnym wtedy problemem fluktuacji, zastanawiając się m.in. skąd się bierze porzucanie pracy. Radził także:
„Prawdziwie socjalistyczny styl kierowania jest oparty na żywej współpracy z całym podległym kolektywem i wymaga dużych umiejętności, taktu i kultury osobistej”.
Cóż, dziś styl już nie jest socjalistyczny, ale z taktem i kulturą w wielu firmach nadal trudno się spotkać.
Nas najbardziej zainteresował tekst Konstantego Kopfa - Klika. Można sobie, czytając jego fragment, zadać pytanie, czy kliki są jeszcze na świecie?
„Jednym z patologicznych przejawów współczesnego życia społecznego jest zjawisko tworzenia się klik. (...) Powstają one wokół ludzi, którzy podejmują zamierzenia czysto osobiste, skierowane na szkodę czy to środowiska, czy instytucji. Więzią takiej grupy jest wspólna dążność do osiągnięcia osobistych korzyści materialnych i dlatego też cała działalność kliki jest otoczona tajemnicą. (...)
Innym elementem więzi kilki są metody jej działania. Metody te mają zwykle charakter przestępczy - i w rozumieniu prawa, i w rozumieniu społecznym. By osiągnąć zamierzony cel klika posługuje się plotką, intrygą, anonimem. (...) Celem plotki jest odwrócenie uwagi od machinacji kliki, dezorientacja załogi oraz urabianie gruntu do jakichś poczynań przestępczych. W dalszym ciągu grupa ta stosuje anonim lub intrygę, które zwykle zwrócone są w kierunku pewnych osób, niewygodnych dla niej.
Ostrze knowań kliki często wymierzone jest w dyrektora zakładu pracy. (...)”
Możemy się tylko domyślać, że tekst, a raczej jego temat, nie był efektem przypadkowych przemyśleń autora, a raczej anonimowych doniesień na działalność dyrektora którejś z firm.
Z życia miasta - z krótkiej notki, dowiadujemy się o kłopotach rynkowych.
„Chcesz kupić w dębickich aptekach „Kapsiplast”, smoczek dla dziecka czy butelkę z podziałką dla karmienia niemowląt? Cóż z tego, skoro takimi artykułami dębickie apteki nie dysponują. Żeby kupić smoczek musisz niestety jechać do Rzeszowa, Tarnowa czy Krakowa. Ale według informacji uzyskanych w ostatniej chwili, prawdopodobnie artykuły te ukazały się w sprzedaży w Lublinie.”
Trudno pewnie w 2017 roku młodzieży zrozumieć, o czym jest ten tekst.
W Pustkowie (wtedy jeszcze nie Osiedlu) gościł... Dziadek Mróz, a z mniej radosnych informacji gazeta informuje o śmierci pracownika ZTS, który raczył się z kolegą prawdopodobnie kradzionym w fabryce skażonym spirytusem, wykorzystywanym do produkcji.
Ostatnia strona to ciekawostki i satyra. Anonimowy autor pisze w niej m.in. o wizycie w mieście Belphegora. To demon odkryć i pomysłów, leń, a dla innych jeszcze bóg rozpusty. Tak ów jegomość pisał o Dębicy.
„Proszę spojrzeć: ciemno, ponuro, a ilu tu młodzieńców mi bliskich. Albo te wystawy sklepowe. Zmuszono mnie do przebywania w Louvrze, parząc więc teraz na te wystawy, oddycham pełną piersią. Misie podobne do mnie, szyldy z błędami ortograficznymi, a te blachy z mobilizującymi napisami. Panie, na nich powinien być napis „Piekło”, a te ziemniaczki podawane w restauracjach! - szeptał w upojeniu.”
Niestety, o co chodziło z tymi kartofelkami, autor nie wyjaśnił. Zapowiedział jednak powrót w kolejnym numerze, może wtedy się dowiemy.
I jeszcze na koniec fraszka Jana Maślanki, lidera kabaretu Skra, na Spółdzielnię Lokator:
„Aby zlikwidować mieszkaniowe straty
pomniejszono metraż,
powiększono wpłaty.”
Echo Załogi ukazywało się przez 32 lata, od 1993 roku pod nazwą Gazeta Dębicka - Echo Załogi.
Cały 2 numer Echa Załogi z dnia 2 lutego 1967 czytaj niżej w galerii.