Najpierw miał być wydział jazzu i muzyki rozrywkowej, ale za pierwszym razem się nie udało. Kolejne podejście zakończyło się sukcesem, ale Patrycja Kurcz wybrała inną drogę.
Od małego miała w duszy muzykę. Śpiewała, brała udział w konkursach, ale z tańcem miała wspólnego tyle, co przeciętny człowiek.
- Tańczyłam na imprezach, ale to wiadomo - dwa na jeden i na tym się kończyło - mówi Patrycja Kurcz.
Na uczelni musiała jednak wybrać jakąś aktywność. Kiedy w gąszczu ofert dostrzegła zajęcia z tańca ludowego, w jej głowie narodził się genialnie prosty plan: a co to, parę razy podskoczę, zaliczę i pójdę do domu. Rzeczywistość zweryfikowała te plany już podczas pierwszych zajęć. Zamiast luźnego skakania w kółeczku, zderzyła się z surowymi podstawami baletu klasycznego.
- To ułożenie rąk, nóg i ta synchronizacja nóg z rękami, to było... no, to było piekielnie trudne - wspomina dzisiaj.
Z sali wyszła zmęczona i z jedną, jasną myślą: dobra, to nie jest dla mnie.
Ale zaraz potem włączył się jej upór. Pomyślała: a co, nie dam rady? Dam radę! Poszła na drugie zajęcia, potem na trzecie... i tak oto rozpoczęła się trwająca już jedenaście lat przygoda.
Więcej na temat Patrycji Kurcz przeczytacie Państwo w artykule, który ukaże się w jutrzejszym wydaniu Obserwatora Lokalnego, w ramach cyklu "Kultura z sąsiedztwa w powiecie dębickim". Dowiecie się Państwo m.in. o zabawnych wpadkach podczas występów, z czym tancerka miała największe problemy na początku swojej tanecznej drogi, ale i o tego, jakie ma plany nie tylko na najbliższe miesiące, czy lata, ale na całe dziesięciolecia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze