Reklama

Trzy spotkania z Wojciechem Młynarskim - Spotkanie pierwsze

04/03/2022 16:24
04

godz: 16:30

Warszawa, 15 marca 1975

Nie pamiętam w jaki sposób udało mi się kupić bilet na ostatnie przedstawienie Teatru Satyryków „STS”. Było to „Solo na perkusji” rumuńskiego autora Aurela Barangi. W oryginale rzecz nazywała się „Opinia publiczna” i działa się w redakcji postępowego pisma młodych „Płonąca Żagiew”. Postępowego to znaczy popierającego budowę ustroju powszechnej szczęśliwości. Do polskich realiów sztukę przysposobił Stanisław Tym.

Główną rolę grał redaktora naczelnego pisma grał Stanisław Tym. Ponadto grali m.in.: Piotr Garlicki, Jerzy Karaszkiewicz, Ryszard Pracz, Andrzej Fedorowicz.

Reklama

Siedziba Teatru Satyryków STS mieściła się w zabytkowym pałacyku przy ówczesnej ulicy Świerczewskiego. PRL-owska władza bardzo nie lubiła tego teatru. Grano tam sztuki krytykujące komunistyczną władzę, choć nie postulowano jej zniesienia. Na to było jeszcze za wcześnie.

Na zamknięcie teatru władza nie mogła sobie pozwolić. Wymyślono zatem, że pałacyk będzie remontowany a ekipa STS zostanie przeniesiona do Teatru Rozmaitości. Wszyscy jednak wiedzieli, że chodzi o zmarginalizowanie niepokornych artystów i „wklejenie” ich do innej ekipy.

Reklama

Miałem miejsce z boku, gdzieś na końcu widowni. Sala wypełniona była po brzegi. Na wejściówki wpuszczono wielu młodych ludzi: studentów i młodzież licealną. Już po rozpoczęciu spektaklu do sali przyszedł Wojciech Młynarski. Wysoki, szczupły, lekko przygarbiony, sylwetka bardzo charakterystyczna. Wolnych miejsc siedzących już nie było, siadł na schodach. Miałem niespełna 21 lat i bliskość artysty onieśmielała mnie. Zaproponowałem mu moje miejsce. Nie skorzystał, ale zamieniliśmy kilka zdań.

Przedstawienie aktorzy przedłużali, nie mieli ochoty go zakończyć wiedząc, że jest to ich ostatni występ w tej sali i koniec STS-u w tej formule. Po przedstawieniu publiczność nie miała ochoty na wychodzenie i brawom wydawało się nie być końca.

Reklama

Wojciech Młynarski miał zaproszenie na pożegnalne spotkanie na zapleczu teatru. Dwuosobowe, skoro jednak był sam zaproponował, abym także z niego skorzystał. Trwało kilka godzin.

Warszawa w tamtych latach miała bardzo słabą komunikację nocną. Poza tym chciałem się przejść, aby odpocząć po tym spotkaniu towarzyskim i odświeżyć głowę.

Z ulicy Świerczewskiego (obecnie Aleja Solidarności) w pobliżu placu Dzierżyńskiego (obecnie Bankowy) na ul. Czerską na Dolnym Mokotowie było i jest sporo kilometrów. Nie ma się co zatem dziwić, że wróciłem nad ranem.

Reklama

P.S. Oryginalny program z przedstawienia zachowuję do dzisiaj

Andrzej Janiec

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stańczyk - niezalogowany 2022-03-04 20:09:41

    dębicka elita z sędziami piłkarskimi na czele nie miały szans na udział w takich wydarzeniach ... można tylko gdybać , czy ich światopogląd byłby inny , a także ich decyzje ...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Piotr - niezalogowany 2022-03-05 19:44:22

    Panie, kogo to dzisiaj obchodzi...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Siła i Dąb - niezalogowany 2022-03-07 12:22:19

    Panie Janiec, Pan Młynarski, gdyby żył toby teraz na pewno zagrzewał pieśniami do boju Obrońców Ukrainy i Polaków drżących o swoją przyszłość, szczególnie tych z Podkarpacia i NASZEJ Dębicy. A gdyby jeszcze raz dane mu było przycópnąć na schodach obok wielkiego Redaktora Jańca to zapewne poradziłby mu żeby również w swojej działalności pisarskiej zajął się czymś adekwatnym do obecnej sytuacji, a nie tylko wizytami w teatrach, nawoływaniem do płacenia na Owsiaka ect.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama