Postawił na nogi wszystkie służby ratunkowe. Nie potrafi powiedzieć, dlaczego zadzwonił na numer alarmowy.
Przedwczoraj wczesnym popołudniem strażacy, pogotowie i policja powiadomieni zostali o wypadku w Dębowej. Na drodze gminnej miał przewrócić się rowerzysta. Ze zgłoszenia wynikało, że upadając, doznał urazów głowy.
Na miejsce wyruszyli strażacy z Dębicy, a także druhowie ochotnicy z OSP KSRG w Jodłowej i z OSP w Dębowej - w sumie 15 osób. W Dębowej lądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku, który miał przetransportować rannego do szpitala. Okazało się, że ekipy ratunkowe śpieszyły się niepotrzebnie, bo we wskazanym miejscu nie było śladu po wypadku. Strażacy OSP sprawdzili jeszcze drogi w sąsiedztwie, ale i tam nie natrafili na nic niepokojącego. W międzyczasie ratownicy próbowali się skontaktować z osobą, która powiadomiła o wypadku. Jednak pod numerem telefonu, z którego dzwonił wzywający pomoc, nikt nie odpowiadał.
Policjanci szybko dotarli do osoby, która zadzwoniła z informacją o rannym rowerzyście. Okazał się nim mieszkaniec gminy Jodłowa.
- To chłopiec w wieku 13 lat. Przyznał się, ale nie potrafił wyjaśnić, co skłoniło go do tego wybryku - mówi sierż. szt. Magdalena Baran z Komendy Powiatowej Policji w Dębicy.
Z uwagi na wiek chłopca, sprawa została skierowana do Sądu Rodzinnego. Prawdopodobnie rodzice 13-latka zostaną obciążeni kosztami akcji ratunkowej.
- To na pewno będzie poważna suma - mówi Magdalena Baran.
Czytaj także: Rodzina ze Żdżar trafi do więzienia. Wyrok jest prawomocny