Na miejsce, gdzie na pomoc oczekiwać miał ranny rowerzysta przybyli strażacy, policja oraz śmigłowiec z Sanoka, który miał zabrać poszkodowanego do szpitala.
Wczoraj wczesnym popołudniem strażacy, pogotowie i policja powiadomieni zostali o wypadku w Dębowej. Na drodze gminnej miał przewrócić się rowerzysta. Upadając, doznał urazów głowy.
- Z informacji osoby, która zadzwoniła pod numer alarmowy wynikało, że z rannym jest utrudniony kontakt - mówi bryg. Wiktor Porada z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Dębicy.
Na wskazane miejsce wyruszyli strażacy z Dębicy, a także druhowie ochotnicy z OSP KSRG w Jodłowej i z OSP w Dębowej - w sumie 15 osób. Jak tłumaczy Wiktor Porada, konieczne było wysłanie tam strażaków mających przeszkolenie w zabezpieczeniu lądowiska dla śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który został skierowany na miejsce wypadku przez centralę ratownictwa medycznego w Rzeszowie.
Okazało się jednak, że w miejscu rzekomego wypadku nie ma ani osoby poszkodowanej, ani żadnych śladów, ze mogło tu dojść do takiego zdarzenia. Dla pewności strażacy OSP sprawdzili jeszcze okoliczne drogi, ale i tam nie natrafili na nic niepokojącego. W międzyczasie ratownicy próbowali się skontaktować z osobą, która powiadomiła o wypadku. Jednak pod numerem telefonu, z którego dzwonił wzywający pomoc, nikt nie odpowiadał. Alarm okazał się fałszywy.
- Ktoś sobie zrobił idiotyczny żart. Mamy numer telefonu, będziemy ustalać sprawcę - mówi asp. Jacek Bator, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Dębicy.
Czytaj także: Służba na czterech łapach w więzieniu