Z okien redakcji widzimy wiele sytuacji, które dzieją się za starymi szaletami miejskimi. I w zasadzie wydawało nam się, że nic nas nie zaskoczy. Do dzisiaj.
Przed godziną dwunastą, za starymi szaletami zjawiła się para. Piwko w ręce - dzień jak co dzień. Ale nie tym razem. Okazało się, że to bardzo czuła schadzka. W końcu dolne części ubioru obojga wylądowały na ziemi. W szczegóły nie będziemy się wdawać, ale działo się. Tyle tylko, że zbliżenie zostało przerwane przez patrol prewencji. Amant został przez policję wylegitymowany, partnerka była bardziej czujna i na widok mundurowych czmychnęła najpierw w krzaki, a następnie do Rynku. Jej zatrzymanie i ukaranie za nieobyczajne zachowanie to tylko kwestia czasu, gdyż kobieta jest świetnie znana dębickiej policji. Dobrze, że przed ucieczką zdążyła wciągnąć spodnie.
Działka na której działa się cała sytuacja to teren prywatny. Z imprezującymi tam osobami walczy jej właściciel, przyjeżdża też policja, czy Straż Miejska. Niestety imprezowicze ciągle wracają, a ostatnio załatwili sobie nawet krzesła ogrodowe, na których spokojnie popijają różne trunki. Warto by było, aby przejeżdżające ul. Żeromskiego patrole na chwilę stawały przy szaletach, a mundurowi zerknęli, czy ktoś się za nimi nie chowa. To, że z ulicy nikogo nie widać nie znaczy, że nikogo nie ma. My to świetnie z góry widzimy.