Była godz. 10, kiedy Szela i jego krwawa kompania dotarli do Głobikowej. Tu ich ofiarą padł Konstanty Leliwa Słotwiński. Opis wydarzeń w oryginalnej pisowni pochodzi z książek Antoniego Tessarczyka pt. Rzeź Galicyjska 1846 r., czyli szczegółowy opis dokonanych morderstw, rozbojów i łupieztw, wraz z ważniejszemi wypadkami, jakie tym okropnym scenom towarzyszyły w związku z intrygami biórokracyi.
GŁOBIKOWA
Podczas okropnej rzezi Galicyjskiej, która morzem krwi niewinnej zbroczyła naszą nieszczęsną krainę, pomiędzy tysiącem ofiar po szatańsku rozjuszonego chłopstwa ojciec mój Konstanty Leliwa Słotwiński były c.k. komisarz cyrkułowy, później dyrektor zakładu narodowego imieniem Ossolińskich, członek czynny towarzystwa naukowego Krakowskiego, we wsi swej Głobikowy dolnej, poniósł śmierć męczeńską.
Dnia 21 lutego 1846 o godzinie 10 rano, niezliczona tłuszcza rozbestwionych katów, nabechtana krwiożerczymi zasadami wściekłego potwora, nazwiskiem Jakób Szela, z przeraźliwym wyciem i przekleństwami na ustach obległa dziedziniec i wtłoczyła się w sień dworu.
Długo jednakże wahali się rabusie położyć rękę zbrodniczą na siwą głowę bogobojnego starca, którego wszędzie w okolicy za świętego uważano, i który swym przykładnym żywotem i dobrodziejstwami, którymi obsypywał swoich morderców, na tę nazwę zasłużył.
Pierwszy dopiero Szymon Siwiński poddany sąsiedniej wsi Gębiczyny, ogromnym drągiem wywalił drzwi pokojowe, i nim tak silnie uderzył w głowę swoją ofiarę, że uderzony natychmiast upadł na ziemię i przytomność utracił.
Gdy tymczasem inni rabunkiem pieniędzy, książek i kosztowności się zatrudniali, okna tłukli, podłogi niszczyli i cały dworzec z ziemią równali, Paweł Szczepanik i Wojciech Wielgus, obydwa poddani z Południka, wioski do hrabstwa Dębickiego należącej, Tomasz Niens poddany z Gębiczyny, cepami, pałkami i kosami tak bić i siekać nieszczęśliwego zaczęli, że w całym słowa znaczeniu we krwi swej strumieniach pływać począł.
Ale te męczarnie zdawały się za łagodne jego oprawcom. Dla tego Tomasz Ryba, herszt szatańskiej wyprawy, żelaznymi widłami przebił bok męczennikowi, a gdy tenże ręce zemdlone do modlitwy, i błagalnym ku niebu wzniesionym głosem polecał Bogu ducha swojego, Mikołaj Polański poddany wsi Głobikowy dolnej, pałką zadał mu cios śmiertelny.
Tak zakończył jeden z najgodniejszych obywateli, najgorliwszych chrześcijan, najuczeńszych mężów, jakich wydała Galicya, a krew jego dotąd niepomszczona, woła o zemstę do nieba.
BRZOSTEK, NAWSIE BRZOSTECKIE, KOPALINY,
W d. 21 Lutego b.r. widziano z kościoła, gdzie wszyscy bezbronni wraz z kobietami i dziećmi bezpieczeństwa szukali, jak banda rabusiów Szeli na zrabowanych koniach jeździła i zrabowaną bronią uzbrojona, krążyła po górach wedle Brzostku i popełniała dalsze w Kopalinach zbrodnie.
Około 9 godziny z rana, banda ta zamierzyła napad na kotlarza Gumińskiego w Brzostku, została jednak strzałami z palnej broni mieszczan odpartą, przyczem zrabowano niektóre naczynia kotlarskie.
O godzinie 3, po południu Szela napadł z całą bandą na miasto Brzostek, dzwoniono i bębniono na gwałt: w tej chwili przybyło od Opatrzności zesłanych 5 żołnierzy do Brzostku, którzy wraz z 5 ludźmi z straży finansowej i uzbrojonemi mieszczanami sformowali szeregi, i maszerowali pod przywództwem kontrolującego pisarza urzędowego Stokłosińskiego przeciwko rabusiom już konno wtargającym do miasta.
Za zbliżeniem się tychże mieszczanie pięć razy wystrzelili, a rabusie niespodziewając się zastać tam żołnierzy, przyjęci strzałami, cofnęli się i rozsypali. Przez całą noc patrole utrzymywano, a bezbronni w kościele byli zgromadzeni z postanowieniem bronienia się.
Jak długo podpisany niżej mógł rachować na wierność, rzetelność i przychylność obywateli Brzostka i kameralnych poddanych z Nawsia, z pola nie ustąpił; lecz już 21 wieczór zaczęło się rozszerzać głuche szemranie mieszczan i powyższych poddanych, a w nocy tegoż podniosły się nawet jawne głosy, że należy wydać rozjadłym chłopom podpisanego kameralnego justycyaryusza, kameralnego dzierżawcę dóbr Zwolińskiego i dziedzica z Zawadki Flaszkiewicza, którzy się do kościoła w Brzostku schronili, gdyż wydania ich żądała banda rabusiów Szeli, a gdyby to nastąpić nie miało, miasto może być zniszczone.
Poddani z Nawsia, napadli na tamtejszy dwór kameralny, zostali jednak odpartemi od straży. Groźby przeciwko Zwolińskiemu, Flaszkiewiczowi, podpisanemu i pisarzowi urzędowemu Stokłosińskiemu stawały się coraz większemi, a tak zostawaliśmy wszyscy od mieszczan i kameralnych chłopów opuszczeni, a nawet słyszano, że i straż finansowa wymordowaną zostanie, gdyż strzedz nas odważyła się; niepozostało przeto nic więcej, jak kazać zaprządz i uciekać do Jasła.
Strzelbicki,
Justycyaryusz i Mandataryusz Kameralny.