Reklama

Rzeź galicyjska - 20 lutego 1846 r. - śmierć Boguszów

20/02/2020 10:41

Szela rzeź na terenie obecnej gminy Brzostek rozpoczął w nocy z 19 na 20 lutego. Zanim jednak zginęli Bogusze w Siedliskach, z życiem pożegnał się Pohorecki. Opis wydarzeń w oryginalnej pisowni pochodzi z książek Antoniego Tessarczyka pt. Rzeź Galicyjska 1846 r., czyli szczegółowy opis dokonanych morderstw, rozbojów i łupieztw, wraz z ważniejszemi wypadkami, jakie tym okropnym scenom towarzyszyły w związku z intrygami biórokracyi, oraz Kazimierza Ostaszewskiego-Barańskiego pt. Krwawy Rok.

KAMIENICA, GORZEJOWA, KOPALINY, DĘBORZYN, KLECIE, WOLA, GRUDNA GÓRNA

Wierny przekład Raportu urzędowego.
Wysokie C. K. Praesidium Gubernii Galicyjskiej!

W dniu 20 Lutego b.r. wieśniak ze Smarzowy, nazwiskiem Jakób Szela, utworzył bandę z wielu wieśniaków, z różnych wsi cyrkułu Tarnowskiego, aby z temi rabować i mordować.

W tymże dniu w Kamienicy dolnej cyrkułu Jasielskiego, na głównym gościńcu, pięciu lub sześciu podróżnych ze szlachty przez poddanych z Kamienicy, jako podejrzanych o powstanie zatrzymano i powiązano. Pomiędzy temi był dziedzic z Siedlisk Wiktor Bogusz, z którym Szela od wielu lat proces prowadził, z przyczyny nieodrabiania pańszczyzny. Pałający zemstą, przybył Szela z swoją bandą rabusiów i pomordował wszystkich tych powiązanych, poczem udał się do Gorzejowy na dalsze mordy.

Wiadomość o tych morderstwach doszła do Brzostku przez Antoniego z Zmigroda, który z tutejszym raportem wysłany był do praesidium cyrkularnego dla ustnego wyjaśnienia o stanie rzeczy i z prośbą o assystencyą wojskową. Szela tymczasem przybył do Gorzejewej w cyrkule Tarnowskim, pół mili od Brzostku i w tamtejszym szlacheckim dworze wymordował wszystko, co tylko nie było chłopem.

Około 6 godziny wieczór, powrócił komissarz cyrkularny P. Stejrowski z komissyi z Demboszyna zassystencyą wojskową i opowiedział w kancelaryi dominikalnej o tych wypadkach, że mianowicie wiele osób przez wieśniaków pomordowanych zostało i że banda rabusiów wkoło krąży, która rozżarta jest przeciwko podejrzanym o powstanie.

Po odjeździe P. Stejrowskiego, widziano z Brzostku w oddalonym o pół ćwierci mili dworze szlacheckim w Kopalinach cyrkułu Tarnowskiego, chodzących z światłem i słyszano krzyk, był to krzyk w tej chwili mordowanego dzierżawcy Kleina z Kopalin; całe miasto trwogą ogarnięte zostało, wszyscy bezbronni, schronili się do kościoła, gdyż przekonano się z zamordowania Kleina, iż zażartemi są nie tylko przeciw podejrzanym o powstanie, lecz przeciwko wszystkim ciarachom.

W tymże czasie zjawili się słudzy zgorzelni w Kamienicy górnéj, Dominium Klecie, o mili od Brzostku oddalonej i graniczącej z kameralną wsią Wolą, donosząc, że pisarz gorzelany Wiktor Górski i tegóż 15letni brat przez chłopów w gorzelni zamordowani zostali, i że całe tam znajdujące się gospodarstwo, wraz z aparatem gorzelanym, zupełnie zniszczone i zrabowane zostało, a to przez tęż Szeli bandę rabusiów, przy przyłączeniu się chłopów z Kamienicy, wtedy powtórnie przesłanym został raport do C. K. Urzędu cyrkularnego z prośbą o assystencyą wojskową.

Reklama


Zrabowanie Dóbr Jana Stojowskiego, pokrzywdzenie tego wraz z synami przez chłopstwo, i zamordowanie ekonoma Raczkowskiego, opisane w następnem podaniu do J.C.K. Mości

D. 22 Lutego r.b. do Jasła przyprowadzony dowiedziałem się, że już 20 b.m. inne dobra moje, Grudna-górna w Jasielskim Cyrkule na granicy Tarnowskiego położone, przez gromady z Smarzowy, Siedlisk i Grudny dolnéj pod dowództwem Szeli napadnięte, zrabowane i poniszczone zostały, a gdzie mojego ekonoma Kaczkowskiego w najokropniejszy zamordowano sposób; naoczni świadkowie Wojciech Klatka, Piotr Czekajski i żyd w Grudnie-górnej zapewniali mnie, że ekonom ten najprzód przez całą noc był bitym, poczem na pół umarłemu, z rozkazu dowódzcy Szeli uszy oberznięto, a gdy żył jeszcze, przestrzelono go i końmi na śmierć zatratowano.

Reklama
 

DOBRKÓW
Opis morderstwa popełnionego na Józefie Bobrownickim, właścicielu dóbr Dobrków w cyrkule Tarnowskim.

Józef Bobrownicki w czasie tych strasznych wypadków był właścicielem pięknej majętności Dobrków niedaleko miasta Pilzna. (...) Czcigodny ten obywatel, ojciec swojego ludu, miał dosyć jeszcze czasu i sposobności ucieczką życie ratować, gdyby był poprzednio wiedział, do czego wieśniacy zmierzają i w jakim już są usposobieniu przez biurokracyą.

Ale właśnie pokątne namowy potwornej tej hydry tak misternie się odbywały, że i włościanie i obywatele sami nie wiedzieli do czego zmierzają ich cele, aż dopiero w ostatnich dniach wybuchu. (...) Przywódzcy wszystko wiedzieli o co idzie, chłopi zaś w gotowości na pierwsze wezwanie czekali.

Dwa dni przed nastąpionemi krwawemi scenami Józef Bobrownicki, odwiedził swego sąsiada, gdzie zastał wielu zebranych radzących o nastąpić mającem powstaniu. Tu dowiedział się dopiero dokładniej o trwożliwem położeniu panów względem chłopów.

Reklama


Powróciwszy do domu stał się niezmiernie smutnym i zamyślonym. Żona widząc niezwykłe wrażenie na mężu, postanowiła dowiedzieć się przyczyny. (...) Taił on swoje powątpiewania przed żoną, znając jej czysty patryotyzm i gorącą miłość ojczyzny, lecz teraz grożącego niebezpieczeństwa zataić przed nią nie mógł.

- Nie traciłem nadziei nigdy, rzekł do niej, i teraz nawet nie tracę, chętnie poświęcę cały mój majątek i siebie samego dla sprawy ogólnej, ale ciebie i dzieci chciałbym przy życiu zachować. Dziś z dokładnością wiem o zbrodniczych zamiarach biurokracyi na nasze powstanie i samo nawet życie nasze. Chłopi są już usposobieni i czekają tylko hasła; nasze własne życie jest w niebezpieczeństwie, uchodźmy z tego miejsca.

Postanowiono więc zaraz opuścić Przecław i udadź się do własnej wsi Dobrków o trzy mile odległej. Żeby zaś ukryć ten zamiar przed podejrzanym ludem, już zapewne czyhającym na ich majątek i życie, postanowili tajemnie przygotować się do wyjazdu. Na drugi dzień rano udał się J. Bobrownicki z całą swoją familią w zamierzoną podróż.

Szczęściem niezostali nigdzie napadnięci ani zatrzymani aż do wsi Dobrków, dziedzictwa przodków swoich. Przybywszy na miejsce zdawał się odetchąć swobodniej, nabrał więcej zaufania, bo ujrzał się wśród tych którym najwięcej dobrodziejstw świadczył w swojem życiu. Nie przypuszczał on żeby który był niewdzięczny i miał złe zamiary na swego dobroczyńcę. Nieszczęśliwy! Niewiedział jakie mu niebespieczeństwo w własnej jego wsi zagraża.

We wsi Dobrków mieszkała matka jego żony, Pani Morska, 70 letnia matrona była ona opiekunką wszystkich nieszczęśliwych z pieczołowitą troskliwością ręka jej hojna wspierała potrzebnych wieśniaków.(...)

Powitała ona dzieci i wnuki i z czułością do serca swego przycisnęła. – Niewiedziała jeszcze nic o grożącem niebespieczeństwie, bo wiekiem obarczona niewyjeżdzała prawie nigdzie, i resztę życia swego przepędzała tylko na dobroczynnych uczynkach. Po przybyciu, Bobrownicki wdał się w rozmowę z oficyalistami, ażeby się od nich wywiedzieć o usposobieniu wieśniaków.

Komissarz Winogrodzki usłyszawszy powody przybycia, w te odezwał się słowa: Podług mojego zdania bespiecznej było w Przecławie pozostać niżelitu w Dobrkowie. Przecław jako miasteczko jest bezpieczniejsze niż wieś. Tutaj na wściekłość ludu każdej chwili jesteśmy wystawieni i życie nas wszystkich jest w niebezpieczeństwie. Uważam z postępowania naszych chłopów, że od kilku dni każdy krok nasz śledzą, i że nam coś okropnego zagraża. Gdy się dowiedziano o przybyciu Pana, powstał wielki ruch na wsi i zbieranie się chłopów. Ratuj się Pan póki jeszcze czas i oddał się z Dobrkowa, my zostaniemy na obronę Twojego majątku. Poświęcimy nasze życie nawet jeżeli tego będzie potrzeba, ale jesteśmy za słabi ażeby twoje ocalić, jeżeli tu zostaniesz.

Ja już nie mogę się ztąd oddalać, odpowiedział Bobrownicki, chcę się przekonać, chociaż nieprzypuszczam, ażeby niewdzięczność ludu posunęła się do tego stopnia i miała się targnąć na dobroczyńcę swego. Ja sam pozostanę tu pośród nich... lecz wy kochani przyjaciele ocalcie życie wasze kiedy jeszcze możecie – nie mogę ja przyjąć waszego poświęcęnia; wiem że słabi jesteście, aby mnie ocalić. Wasze życie jest mi tak drogie jak i moje własne. Powierzam się Wszechmocności Boga – niech się stanie Jego wola.

Łzami zalani słudzy oddalili się z pokoju pana zajmując swoje stanowiska baczności. Skołatani troską i niebezpieczeństwem własnego życia, udali się na spoczynek. Noc przeszła spokojnie. (...)

Zaledwo rozeszła się wieść o dopełnionem morderstwie na Stanisławie Kostce Boguszu w Pilźnie i doszła do Dobrkowa – skupili się wieśniacy, jak gdyby za danym znakiem, i uderzyli na zamki i szlacheckie sioła. W gminie Dobrków szczególniej w dniach tych na zawsze pamiętnych, wściekłość ludu doszła do najwyższego stopnia. Rzuciła się najprzód chciwa krwi horda na mieszkanie komissarza, i zamordawała tego wiernego rządcę majątku Dobrkowa nim mu w pomóc ktokolwiek mógł przybydź.

Bobrownicki drzwi pokoju jak mógł zabarykadował – postanowił zbrojną ręką stawić opór swoim mordercom, ale napad tak był gwałtowny i zaciekły, że mu wszelką przytomność odebrał. Drzwi do sypialnego pokoju zostały wyważone, i nim zdołał jeden obrot uczynić, już był otoczonym i rozbrojonym. W barbarzyński sposób przez kilka minut mordowany potem z pokoju sypialnego na podwórze mieszkania za nogi wywleczony, gdzie dzika horda zewsząd cisnąwszy się do zamku na rabunek, naigrywała się z niego, obelgi miotając, aż nareszcie kosą cięty męczeńskie życie zakończył.

Małżonka zamordowanego uszła śmierci szczęśliwie zazem z swemi dziećmi – i opłakuje po dziś dzień zamordowanego na którego okrótne męki własnemi oczyma patrzéć musiała; ale nieuszła śmierci 70letnia jej matka, musiała ona równie zginąć, ażeby liczbę ofiar pomnożyć i w lepszym świecie w raz z synem swoim się połączyć. Znaleziono ją w polu uduszoną, której to zbrodni dopuszczono się dla odebrania jej pieniędzy, które miała przy sobie.

Reklama
 

SIEDLISKA
Przez swoją wyrachowaną chytrość, zastosowaną do chłopskiego rozumu, Szela nie chciał powstania bezpośrednio we wsi rozpoczynać, gdzie mieszkał, gdyż własnym swoim sąsiadom nieprzypisywał tak wiele okrucieństwa, jakiego potrzebował do wykonania swych zamiarów przez wytępienie familii Boguszów.

Takowe przeto z zewnątrz przysposobił, a gdy przez swoje wszędzie rozstawione posyłki, powziął wiadomości o wybuchłem rozdrażnieniu ludu na północy Cyrkułu, udał się bezzwłocznie do swoich sprzysięgłych zewnątrz dóbr znajdujących się, i napadł najpierwej dwór szlachecki P. Pohoreckiego.

Reklama

Dzieło najdzikszego barbarzyństwa wybornie się udało, wkrótce miał licznych zwolenników, mógł przeto z obcą siłą, nieużywając współmieszkańców wsi, tém prędzej i wykonalniej, przywieść do skutku swój zamiar zemsty. W nocy na czele 500 ludzi z swej bandy był w pochodzie przeciw Siedliskom, gdzie cała familia zgromadziła się na Zapusty. O nic się nie troszczył, jak tylko, aby mu nieuszła żadna ofiara.

Właśnie świtało, gdy Szela przekroczył granice dóbr Siedlisk, i swoją dziką, wyuzdaną bandę nieco przywiódł do porządku; wiedział on, że dzień dzisiejszy miał być dniem zabawy, i że jeszcze niektórzy goście przybędą. Dozwolił przeto swej tłuszczy małego wypoczynku, rozdzielił takową według znajomej sobie miejscowości po różnych kryjówkach, obsadził wszystkie drogi, i wydał polecenie, aby każdego wpuszczano, do dworu, ztamtąd zaś nikogo, on sam czuwał nad wykonywaniem swych rozkazów.

Reklama

Jakby w pomoc jego zamiarom zemsty powstała w tym dniu burza, okropna zawierucha z śniegiem i deszczem, każdego z mieszkańców zatrzymywała w swym domu nie troszczących się, co się dzieje na świecie, a z tąd i biedne ofiary rzezi nic nie wiedziały o zbliżającym się ich okropnym losie. O wypadkach na północy żadnej nie mieli wiadomości, gdyż wszelkie związki przecięto.(...)
 
Szela z swoją bandą oczekiwał południa, chciał on wyprawić na tamten świat swoje ofiary, bez troski się bawiące i przy najżywszej radości. Gdy przeto wszyscy goście w największem bezpieczeństwie i spokojności umysłów, toasty wznosili, Szela obsadził wszystkie wychody domu. A tak pomyślnie spełniały się jego zamiary, że nikt z gości, a nawet ani żaden z służących w domu nie spostrzegł, jak już cały zamek był w koło otoczony.

Sędziwy Bogusz, z przyczyny burzliwej pory był bardzo cierpiący i nie mógł do towarzystwa należeć, będąc przymuszony w łóżku zostawać.

Reklama

Tytus Bogusz, męzczyzna 30 letni i szlachetny w najściślejszym znaczeniu tego wyrazu, uczciwy i łaskawy dobroczyńca wieśniaków; on, jego małżonka i 14 letni Włodzimierz Bogusz jednę składali rodzinę.

Nikodem Bogusz brat Tytusa, w pełnej sile męzkiego wieku, zarówno ojciec rodziny, siedział po prawej ręce Tytusa z swoją wierną małżonką. Wiktor Bogusz trzeci brat 43 letni, po lewej, i tak daléj w rzędzie po Stanisławie Boguszu czwartym bracie. Wszyscy cztéréj Buguszowie, prawdziwi przyjaciele ludu i wierni Wazale.

Reklama

W połączeniu z niemi siedzieli przy stole jako sąsiedzi i przyjaciele domu: Adam Pochorecki, Ignacy Zabierzewski, Jan Stradomski, Antoni Terlecki, Sobolewski, Kruczkiewicz i Strzelecki, także ekonomiczny komisarz dóbr, Wojciech Bieliński i Adam Kalita mandataryusz miejscowy, mieli udział z swojemi małżonkami w uciechach tej uroczystości.

Jak wściekły wicher wpadła banda rabusiów, z Szelą na czele do familijnej sali w Siedliskach, obsadziwszy w przódy wszystkie wychody domu, a nawet okna swojemi bandytami, wszelka nadzieja ucieczki lud ratónku była niepodobną. Jedynie tylko służba domowa ratowała się ucieczką, najprzód spostrzegłszy niebezpieczeństwo napadu i korzystając z chwili gdy Szela całą swoją zwrócił uwagę na zgromadzenie szlachty.(...)

Reklama

Gdy ta dzika tłuszcza nagle wpadła do sali tańców uzbrojona w kosy, pałki i okropnę narzędzia męczeństwa, w cepy, całe oniemiało towarzystwo, a wiele dam wpadło w omdlenie. Szela podniósł swoją prawicę i groźnym głosem następujące do towarzystwa przemówił słowa:

- Wasza godzina już wybiła panowie, wszyscy śmierć poniesiecie, spojrzyjcie około siebie i przekonajcie się, iż każdy opór jest niepodobny, gdyż z tego domu żadna męzka nie wyjdzie dusza!

Szela jeszcze swych straszliwych groźb nie dokończył, a już siedzący u niższego stołu Kruczkiewicz, Strzelecki, Sobolewski i Jan Stradomski, zostali porwani i zaprowadzeni na dworski dziedzieniec, gdzie z związanemi rękami i nogami porzuconych na ziemię wszystkich cztérech bito cepami aż do śmierci.

Reklama

Udało się jednak powyżej przy stole siedzącemu jednemu z Boguszów korzystając z pierwszego zamieszania wymknąć się z sali, a tak Tytus Bogusz ukrył się pierwszy na strych domu, gdzie zaledwo pół godziny nie odkryty pozostał; gdyż barbarzyniec Szela szukał go i znalazł nieszczęśliwego, który przebity widłami i najokropniej męczony zrzucony z okienka strychowego, roztrąciwszy się o stos kamieni na dziedzińcu ducha wyzionął.

Także i 14 letni Włodzimierz Bogusz przez swoją matkę w piwnicy ukryty, niestety wkrótce wyszukany i zabity został, któremu brzuch rozerznęli.

Nikodem i Wiktor Boguszowie bohatersko oddali się Szeli nie prosząc o darowanie sobie życia, odważnie zakończyli takowe w przedsionku w obecności rozpaczających małżonek, okropnie męczeni razami kos, nawzajem wśród tych męczarni dodając sobie odwagi i zapowiadając Szeli w krótkim czasie nagrodę za jego zbrodnie.

Także Adam Pohorecki i Ignacy Zabierzewski z początku widzowie tych męczeństw na Boguszach dokonywanych, ponieśli śmierć w podobnież okropny sposób, powolném kłuciem kosami męczeni, zakończyli bohatersko swój krótki byt nie wydawszy jęku boleści. Strumienie krwi z tych ofiar płynęły po podłodze, gdzie leżały zwłoki pomordowanych.

Podczas gdy te srogie sceny odbywały się wewnątrz domu, udało się mandataryuszowi Kalicie i komissarzowi Bulińskiemu przebiedz małą przestrzeń ogrodu zamkowego, lecz krótkim był termin życia, którem się cieszył uciekający, gdyż niebawem ścigany i doprowadzony musiał umierać, a umierać okropnie jak jego niewinni bracia i towarzysze nieszczęścia.

Ostatni z towarzystwa Antoni Terlecki, wykonał przed swoją śmiercią, czyn szlachetny i bohaterski, gdy nie uważając na własne życie, starał się, chociaż na próżno, starca Stanisława Bogusza, ojca rodziny, ratować, który w swoim pokoju leżąc na łożu śmierci, błagał Boga z wyciągniętemi rękami, aby go zabrał do siebie i nie wydał w ręce Szeli.

Terlecki wyniósł 87 letniego starca podczas straszliwych scen w sali, na strych domu, prawie w to miejsce, gdzie już poległy Tytus znalazł krótkie schronienie. Lecz niestety na próżno. Jakżeby Szela darował życie swemu mniemanemu największemu nieprzyjacielowi, sędziwemu ojcu Boguszowi, gdy mężczyzn którzy mu zupełnie byli nieznani, poświęcił swéj krwawej zemście?

Szela miał dobrze w pamięci szlachetnego starca, jako głównego swego nieprzyjaciela, szukał go i znalazł w objęciach Adama Terleckiego, a tak obadwa, zostali ze strychu zrzuceni i tłuszczy chciwej krwi ną najokropniejszą śmierć wydani.

Adam Terlecki prosił o życie starca, nadstawiając swoje i ofiarując Szeli wszystkie gotowe pieniądze w zamku się znajdujące. Lecz Szela nawet nie odpowiedział, według swego zwyczaju, skinął w milczeniu swą ręką, a i te ostatnie ofiary zostały nareszcie strzałami z flint ugodzone, a że nie były śmiertelne, uzupełniając przeto sceny okropności, mordercy dobili ich cepami.

Małżonkom pomordowanych, darowano życie, które w tymże dniu oddaliły się skołatane na duszy i ciele, porzucając wszystkie swoje dostatki, Szela zaś objął w posiadłość dobra familii Boguszów, a zwłoki 15 pomordowanych bez pogrzebu zakopać kazał. Ztamtąd to komenderował on zupełnie jako dowódzca massą 3000 chłopów, którzy wszyscy byli na jego rozkazy, które co do joty wykonywali.

 

Kazimierz Ostaszewski-Barański - Krwawy Rok
SIEDLISKA
W Siedliskach oczekiwano na przybycie Wiktora z Kamienicy i Stanisława z Rzędzianowic. Niestety! obaj oni nie mieli już przybyć. Wiktoryn Bogusz napadnięty w Kamienicy przez bandę chłopów został okrutnie pokaleczony. Byłby może jednak przy pomocy żyda karczmarza uniknął śmierci, gdyby nie Szela, który nadciągnął tu ze swą bandą.

Ujrzawszy Wiktora leżącego w karczmie, rzekł szydersko: - Jeszcze to żyjesz, Wiktorku? zawsze mi groziłeś kryminałem, teraz ja ci pokażę, że ty zginiesz. Chłopcy! weźcie się do roboty!
 
Wówczas chłopi rzucili się na nieszczęśliwego, który też skonał pod uderzeniami cepów i kołów. Razem z nim padł Pieściński, stary 70 letni rezydent Boguszów Ignacy Zabierzowski i Adam Pohorecki, nauczyciel dzieci Feliksa.

Oprócz nich ubito tam jeszcze pisarza gorzelnianego Górskiego i jego 15-letniego brata, tudzież leśniczego Józefa Michalskiego, 10 ludzi niewiadomego nazwiska. Taki sam los spotkał Stanisława Bogusza, którego na rozkaz Szeli pochwycono i zamordowano w drodze z Pilzna do Tarnowa.

SMARŻOWA
Ze Siedlisk ruszył Szela na czele swej bandy do Smarzowy, gdzie mieszkał Nikodem Bogusz — sparaliżowany od lat czterech. I ten padł pod razami rozjuszonego chłopstwa, osierocając żonę i czworo drobnych dzieci.

Małżonkom pomordowanych darowano życie; Apolonię Boguszową, wraz z synowemi Maryą Anną i Józefiną i czworgiem drobnych dzieci zabrał Szela do siebie i zmusił nieszczęśliwe kobiety do ułożenia i napisania raportu o rzezi dla Breinla!
 
- Boguszów już nie ma — dyktował – wsystko spokojnie. Co dalej robić mamy? - pisała to Apolonia Boguszową, pod grozą kijów!

Zwłoki pomordowanych zakopano bez pogrzebu — jakże zresztą mogli myśleć o oddaniu ostatniej chrześcijańskiej posługi zbrodniarze, kiedy proboszcza z Siedlisk ks. Jurczaka modlącego się przed Przenajświętszym sakramentem na sznurze wyciągnęli z Kościoła i obili.

Na cmentarzu nawet kazał Szela obalić krzyże i nagrobki Boguszów, krzycząc głośno, że i w tem równość być musi. Porębanymi krzyżami palono w piecach!

 

Kazimierz Ostaszewski-Barański - Krwawy Rok
PARKOSZ, LATOSZYN

W dniu 20. lutego banda chłopów z Parkosza pod dowództwem Józefa Książka, urlopnika, napadła dwór, i zamordowawszy pisarza Kulczyckiego i oficyalistę Adolfa Winogrodzkiego, rzuciła się na Bobrownickiego, którego cepami ubito na podwórzu w oczach żony. Matka pani B. uciekła w pole i tu znaleziono ją nazajutrz uduszoną. Po zrabowaniu dworu rzucili się chłopi na plebanię, gdzie zamordowali panią Stawicką, krewną proboszcza.

Wikary uciekł do Pilzna, dowiedziawszy się o tem część chłopów rzuciła się za nim a dognawszy, zamordowali go w okrutny sposób. Nazywał się on ks. Gałecki. Razem z nim zamordowano synowca proboszcza Antoniego Piaseckiego i Seweryna Stadnickiego.

Niebawem otrzymała pani Bobrownicka nową przerażającą wiadomość o zamordowaniu swych braci Aleksego Morskiego w Latoszynie i Stanisława w Brzezinie. Obu morderstw dokonała banda Szeli pod dowództwem ojca i syna.

Razem ze Stanisławem Morskim padli pod razami chłopstwa Ambroży Stronczak, dzierżawca, Maciej Łobaszewski, ekonom, Ludwik Nidecki, dzierżawca, Ksawery i Aleksander Stojowscy, obywatele, Feliks Tabaczyński, dzierżawca Jaszczurowy, i Alojzy Rucki. Ten ostatni był to ociemniały starzec; słysząc ruch niezwykły obok siebie, rozumiał, że to powstańcy, powiedział: Och! gdybym miał wzrok, poszedłbym z wami! Zginął zabity polanem.

cdn.

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama