Masowa egzekucja w Dębicy - 53 Polaków rozstrzelanych przez Niemców w czasie II wojny światowej

Jan Gałkowski pracuje na kolei. Jeszcze przed wojną zamieszkał w budce kolejowej, dwieście pięćdziesiąt metrów na zachód od stacji w Dębicy. Tuż przy nasypie.

Tego dnia, we wtorek 2 lutego 1944 roku, jest w domu. Około godziny czternastej trzydzieści widzi, jak drogą od strony Stomilu nadjeżdża kolumna aut. Trzy czarne limuzyny, jedna popielata, autobus i dwa auta ciężarowe. Zatrzymują się przy nasypie, sto pięćdziesiąt metrów od budki Gałkowskiego. Z ciężarówek schodzą esesmani, żandarmi, policjanci kolejowi, sonderndienści, granatowi policjanci. W autach osobowych gestapowcy i ich koledzy. Jest Garbler, Urban z żandarmerii, Szwedo z Sonderndienstu, Seebauer z Bunschutzu.

Sonderndienst obstawia teren, by nikt nie mógł podjechać i podejść w pobliże. Jeden z nich przyszedł do mieszkania Gałkowskiego. Zakazał mu wyglądania przez okno, kazał je zasłonić.

Wychodząc, Niemiec nie domyka drzwi. Zajmuje pozycję w pobliżu domku. Przez uchylone drzwi Jan Gałkowski może obserwować wydarzenia przy skarpie.

Z autobusu wyprowadzani są cywile. Grupami po pięciu, w pierwszej jeden kolejarz i jeden pracownik poczty - takie mają mundury. Za chwilę padają pierwsze strzały, po nich kolejne.

Funkcjonariusz pilnujący budki odchodzi około godziny szesnastej piętnaście.

Po chwili Jan Gałkowski idzie na miejsce wydarzeń. Widzi pięćdziesiąt trzy ciała, jedno obok drugiego, twarzą do ziemi. Z tyłu głowy rany wlotowe, po kulach. Tak zginęli, strzałem w tył głowy. Ręce mają związane na plecach drutem kolczastym.

Przy ofiarach zostały pakunki żywnościowe.

Jeden z mężczyzn ma dużą, otwartą ranę na ręce. Prawdopodobnie po pobiciu. A w tej ranie kolczasty drut.

Nie ma już Niemców, są tylko dwaj polscy policjanci, jeden o nazwisku Pacht. Szukają dobrych butów. Gałkowski mówi, że to nie wypada, policjant mówi, że taki mają rozkaz.

Po chwili przychodzi ślusarz z parowozowni, pochodzący z Ropczyc. To znajomy Gałkowskiego. Rozpoznaje kilka ofiar: Rachwała z Ropczyc, Dybowskiego z synem i znajomego z pasierbem - wszyscy czterej z Checheł.

Gałkowski spostrzega wśród zabitych trzech bardzo młodych ludzi, reszta to starsi mężczyźni.

Niemcy zarządzili, by zwłoki zostały na miejscu przez trzy dni. Wieczorem spadł deszcz, a z ciał zaczął wydobywać się duży fetor, więc zgodzili się, by zasypać je na miejscu egzekucji. Nakazali wykonanie tego władzom miasta i zażądali, by masową mogiłę zrównać z ziemią, by nie było po niej śladu. Wykonali to czterej pracownicy magistratu.1

Wieczorem w Dębicy, także w Grodkowicach i Krakowie, rozplakatowano przygotowane wcześniej Obwieszczenie szefa SS i Policji Dystryktu Kraków z dnia 2 lutego, w którym znalazła się informacja, że stu Polaków rozstrzelano za podłożenie materiałów wybuchowych pod pociąg pospieszny Kraków - Lwów dnia 29 stycznia 1944 roku oraz na pociąg pospieszny Lwów - Kraków dnia 30 stycznia. 

Zabito tych, którzy zostali niegdyś skazani wyrokiem sądu doraźnego na karę śmierci, ale wówczas przewidziani do ułaskawienia. Po zamachu na oba pociągi Niemcy właśnie na nich dokonali odwetu. Nazwisk pomordowanych na afiszu nie wydrukowano.

- Upomina się zatem ponownie rozważną i lojalną ludność nieniemiecką, aby ze swej strony uczyniła wszystko i unicestwiła w każdy możliwy tylko sposób działalność sabotażystów, terrorystów i innych przestępców, wykraczających przeciwko prawu - tym zdaniem kończy się niemieckie obwieszczenie.

Odbyły się dwie egzekucje. Pierwsza w pobliżu stacji Podłęże koło Grodkowic, gdzie zginęło pięćdziesięciu jeńców z więzienia Montelupich w Krakowie. Druga w Dębicy, gdzie zamordowano pięćdziesięciu trzech więźniów, głównie z obozu w Pustkowie i więzienia w Krakowie.2

Ofiary mordu w Dębicy to między innymi mieszkańcy Checheł i okolic, aresztowani 19 listopada 1943 roku. Po pewnym czasie część z nich została zwolniona, osiemnastu z wyrokami śmierci więzionych było w Krakowie. To ich rozstrzelano w Dębicy obok toru kolejowego. Zginęło wówczas dwóch aresztowanych z Okonina: Józef Baran i Jan Woźny, a także Władysław Rachwał z Ropczyc, Józef Żurek z Łączek oraz czternastu aresztowanych w Chechłach: Jan Babicz, Józef Babicz s. Tomasza, Józef Babicz s. Józefa, Stanisław Chojnacki, Józef Dębowski, Stanisław Dębowski, Kazimierz Maciołek, Stanisław Paśko, Jan Podjasek, Władysław Przywara, Władysław Sroka, Michał Stachnik, Stanisław Szpara, Andrzej Woźny - mąż zastrzelonej podczas aresztowań Ewy Woźnej.

Zginęli też, obok dwudziestu sześciu innych, nieznanych osób: Stanisław Czernik, Józef Król, Józef Krzywonos, Stanisław Matuszkiewicz, Feliks Nowakowski, Andrzej Potrawa, Ludwik Szydłowski, Józef Woźny, Franciszek Woźny.3

Jeden z zamordowanych, Władysław Rachwał, był rzeźnikiem w Ropczycach, aresztowany 14 września 1943 roku pod zarzutem niedozwolonego handlu. Więziony na Montelupich w Krakowie, skazany na karę śmierci, przewidziany do ułaskawienia, jeśli nie dojdzie do zamachów na Niemców.4

Ryszard Pajura

Fragment książki: Zagłada i walka. Druga wojna światowa w Dębicy i powiecie dębickim.

1 Protokół Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce oddział w Rzeszowie z dnia 17 maja 1946 roku w sprawie Rozstrzelania 53 Polaków w Dębicy dokonane przez Niemców w czasie okupacji, zeznanie Jana Gałkowskiego, IPN Rzeszów 1/25

2 Stanisław Dąbrowa–Kostka, Hitlerowskie afisze śmierci, Kraków 1983, str. 213-214

3 Nazwiska ofiar zamieszczone są na pomniku mogiły na Cmentarzu Komunalnym w Dębicy.

4 Informacja Komendy Powiatowej MO w Dębicy z 27 lutego 1946 roku.

Tekst po raz pierwszy został opublikowany 2 lutego 2022 roku

Aplikacja na Androida

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.