Komenda Powiatowa Policji prowadzi postępowanie o zniszczenie instalacji z banerem wyborczym Krzysztofa Tylca, kandydata na wójta gminy Żyraków. Sprawcy zostali schwytani.
Do wydarzenia tego doszło w niedzielę rano. Krzysztof Tylec, kandydat PiS na wójta, ok. godziny ósmej rano ustawił przy wjeździe do Wiewiórki, na granicy z Górą Motyczną, baner z dwoma koszami ziemniaków. Okazją było Święto Ziemniaka, jakie tego dnia odbywało się w tej pierwszej wsi.
Po godzinie pojechał zobaczyć, czy jeszcze stoi, bo dwa tygodnie wcześniej, przed dożynkami w Nagoszynie podobna instalacja została w nocy zniszczona.
- Więc tu się obawiałem, że będzie to samo - mówi.
Okazało się, że rzeczywiście instalacja została zburzona.
- Wezwałem patrol, przyjechali z Żyrakowa. Miałem swoje podejrzenia - zdradza Krzysztof Tylec, sam policjant, naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Ropczycach.
Jak dodaje, budując instalację, zauważył dwóch młodych chłopaków, którzy obserwowali te prace.
- Poszedłem do nich, porozmawiałem z rodzicami. Postanowili się przyznać - wyjaśnia.
Informacje te przekazał policjantom z Żyrakowa.
Krzysztof Tylec mówi, że incydentu z dożynek w Nagoszynie nie zgłaszał na policję, bo sądził, że to był jakiś wybryk. Ale teraz już nie jest przekonany, że to nie akcja wymierzona w jego kandydowanie.
Marek Rączka, wójt gminy Żyraków, kilka godzin po zniszczeniu instalacji powiedział, że nic nie wie na ten temat.
- Powiem szczerze, daleki jestem od tego typu rzeczy - wójt zapewnia, że nie ma nic wspólnego ze zniszczeniem baneru.
Także Krzysztof Moskal, trzeci z kandydatów na wójta w nadchodzących wyborach, zapewnia, że nie ma nic wspólnego z tym incydentem ani on, ani jego zwolennicy.
- Jeżeli są znani [sprawcy], to policja wie, jakie postępowanie powinna wdrożyć - mówi Marek Rączka.
Jacek Bator, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji mówi, że podejrzani o dokonanie zniszczenia instalacji są dwaj mieszkańcy Góry Motycznej, obaj w wieku 25-30 lat.
- W chwili zatrzymania byli pod wpływem alkoholu - mówi asp. Jacek Bator.
Jak dodaje, nie mogło być mowy o zakończeniu sprawy na mandacie, bo doszło do zniszczenia mienia o wartości kilkuset złotych. I takie postępowanie prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Dębicy.