Muzeum Lalek, które do tej pory mieściło się w Pilźnie, teraz swoją siedzibę ma tuż obok Gospody u Wiedźmy.
Zofia Gągała-Bohaczyk i Włodzimierz Bohaczyk otworzyli ją w ostatni czwartek. A wcześniej nie ukrywali, że nowa, przestronna siedziba to jedna z kolejnych pozycji na ich liście marzeń. Dlatego dziwić nie powinno, że na otwarcie zaprosili gości, z którymi chcieli się tym podzielić. Im również Zofia Gągała-Bohaczyk opowiedziała o tym jak w ogóle powstało muzeum.
- Zaczęłam robić lalki na prezenty dla naszych krewnych, którzy przyjeżdżali zza granicy, bo na półkach nie było nic - przyznała.

Później była manufaktura, w której obecna właścicielka robiła pierwsze kwiaty z materiału. Do czasu jednak, kiedy w domu obok zakładu znalazła walizkę pełną miniaturowych twarzy lalek.
- I wtedy przyszło nam na myśl, że możemy robić lalki. Zamówiliśmy formy i te laleczki u nas powstawały - wspomina Zofia Gągała-Bohaczyk.
Początki Pracowni Artystycznej Kasia, którą prowadziła, sięgają początku lat osiemdziesiątych. W 1998 roku pracownia przemianowana została na Muzeum Lalek, ale statut muzeum zyskała dopiero w 2003 roku. Pisanie nowego rozdziału tej historii Bohaczykowie zaczęli natomiast w ostatni czwartek otwierając w Lipinach nową siedzibę o powierzchni około 600 m2.
Zbiory, które eksponowane są na dwóch jej piętrach naprawdę robią wrażenie. Na parterze mieści się sala teatralna, w której zobaczyć można m.in. niemiecki teatrzyk z 1990 roku. Prezentowana tam również jest wystawa zatytułowana Cztery pory roku, której podstawą są lalki o twarzach kobiet namalowanych przez Leonarda da Vinci.

W sali obok, szczególnie dzieci zainteresować powinny Legendy polskie, które można nie tylko zobaczyć, ale także posłuchać. Część lalek, które dziś mieszkają w Lipinach, ma bardzo ciekawą historię.
- Jedną z lalek przysłała nam pani z Warszawy, która porządkowała swoje mieszkanie wiedząc, że umiera. Przysłała nam piękny list, w którym napisała, że adres zwrotny jest nieprawdziwy. Że ona porządkuje swoje rzeczy i tak bardzo chciałaby, żebyśmy przytulili tę jej lalkę, która zna wszystkie jej tajemnice, która zna wszystkie jej problemy. Nie ma wnuczki, nie ma córki i szukała takiego miejsca. I dziś ta lalka siedzi tam - mówiła Zofia Gągała-Bohaczyk wskazując lalkę w niebieskiej sukience.

Pozostałą część ekspozycji na parterze stanowią lalki ze świata, choćby te używane przez szamanów afrykańskich.
Piętro to już zupełnie inna historia. To nie tylko wystawy prezentujące religie: judaizm i chrześcijaństwo na ziemiach polskich, łącznie z wyjątkowo przedstawionym życiem i pontyfikatem Jana Pawła II, ale również warsztaty rzemieślnicze. Obok szewskiego i fryzjerskiego, również stolarski, podarowany muzeum przez rodzinę Stanisława Brudnego. Włodzimierz Bohaczyk nie ukrywa, że ten ostatni ma dla niego szczególne znaczenie.
- To jest coś z czego jestem bardzo dumny, z czego bardzo się cieszę, że trafiło w nasze ręce - przyznał.
Jednak o tym, dlaczego to właśnie te eksponaty tak przypadły mu do gustu, najlepiej przekonać się samemu odwiedzając muzeum.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze