Była pełną energii dziewczyną. Wyróżniała się w biegach, dobrze jej szło w piłce siatkowej. Myślała o startach w zawodach. Marzenia przerwała choroba. Dorota Bochniewicz z Dębicy walczy z dystrofią mięśniową. Mówiąc prościej cierpi na zanik mięśni. Przez lata od lekarzy słyszała, że nie ma szans na zatrzymanie choroby. Ale 33-latka nie poddaje się, zwłaszcza że pojawiła się szansa na pokonanie bezwzględnej choroby.
Wszystko było dobrze. Pierwsze objawy zaczęły się mniej więcej jak miałam jedenaście lat - zaczyna Dorota Bochniewicz. Pojawiły się problemy z mową, kręgosłup się wykrzywiał. Rozpoczęła rehabilitację, ale ona niczego nie zmieniała.Lekarze nie wiedzieli, co dolega mieszkance Dębicy.
- Minęło kilka lat, zanim skierowali mnie do szpitala na Banacha w Warszawie. Miałam wtedy czternaście lat - opisuje dalej.
Diagnoza po badaniach
Tam Dorota Bochniewicz przeszła szczegółowe badania genetyczne. Wykonana została także biopsja. Dopiero po tym postawiona została diagnoza: dystrofia mięśniowa twarzowo-łopatkowo-ramieniowa. Znów rehabilitacja, ale dwa lata ciężkich i żmudnych ćwiczeń nadal nie przynosiły efektów. W końcu kobieta otrzymała skierowanie do Zakopanego. Efekty leczenia w stolicy Tatr były niestety takie same. A choroba postępowała.
- Córka zaczęła się w pewnym momencie przewracać - mówi mama Doroty Bochniewicz, pani Lucyna.
Młoda kobieta przeszła operację ścięgien Achillesa. Przez jakiś czas było trochę lepiej. Mimo wszystko potrzebuje natychmiastowej pomocy.
- Cały czas grozi mi wózek, a wtedy będzie już całkiem źle - wyjaśnia Dorota Bochniewicz.
Mieszkają na czwartym piętrze Kobieta wraz z mamą mieszka w bloku. Od pewnego czasu nie wychodzi już z domu. Zejście i wyjście po schodach jest dla niej bardzo męczące. Prawie niemożliwe.
- Przychodzi syn, pomaga, zniesie Dorotę po schodach, ale też nie zawsze ma czas, pracuje - wyjaśnia pani Lucyna.
Dziewczynie pomaga także jej chłopak. Ale i on często jest w delegacjach, dlatego większość czasu musi spędzać w domu. Gdy Dorota Bochniewicz wyląduje na wózku, to opuszczenie czterech ścian będzie już praktycznie niemożliwe.
- Do niedawna mogłam kawałek przejść. Teraz mam już z tym ogromny problem. Jest coraz gorzej, mięśnie są niestabilne, a po wysiłku pojawia się palący ból - opisuje Dorota Bochniewicz.
Pomóc może przeszczep komórek macierzystych
Przez lata Dorota Bochniewicz i jej mama słyszały, że nie ma lekarstwa na dystrofię. Teraz okazało się, że jest możliwość, żeby chorobę zatrzymać, a nawet cofnąć niektóre jej objawy. Dębiczance może pomóc przeszczep komórek macierzystych. Zadania tego podejmie się klinika w Częstochowie.
- Jedna koleżanka z tą chorobą ma za sobą część terapii. Ale już teraz mówi, że jest znaczna poprawa, ma więcej siły, nie pojawia się zadyszka - wyjaśnia Dorota Bochniewicz.
Terapia składa się z dziesięciu dawek komórek macierzystych. Najpierw pacjent przyjmuje pięć, a po pół roku kolejne pięć. Dorocie Bochniewicz wyznaczono termin na grudzień. Do tego czasu musi zebrać przynajmniej połowę ze 160 tys. zł.
- Jeśli uda się zebrać połowę, to będę mogła przyjąć pierwsze pięć dawek. Potem będę miała czas na zebranie pozostałej kwoty - mówi.
Dodaje, że w jej przypadku czas ma ogromne znaczenie. Jeśli nie podejmie leczenia, grozi jej paraliż i śmierć. Kwota, jaka jest potrzebna przerasta możliwości pani Lucyny, która z córką utrzymuje się z jednej pensji.
- Już myślałam o wyjeździe za granicę, ale nie zostawię córki samej - mówi.
Jej i jej córce możemy pomóc wszyscy. Wystarczy wejść na stronę www.siepomaga.pl/dorotabochniewicz i przekazać darowiznę. Pieniądze można wpłacać także na nr konta 65 1060 0076 0000 3380 0013 1425, tytułem: 4757 Dorota Bochniewicz darowizna. Przelewy zagraniczne - IBAN: PL SWIFT: BPHKPLPK. Ruszyły także aukcje na Facebooku. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać: Pomóżmy Dorocie w walce o marzenia - licytacje.