Reklama

Mateusz nauczył się żyć z cukrzycą

07/03/2017 14:24

Kiedy mama Mateusza Świątka, stawia przed nim talerzyk z ciastem, jestem nieco zdziwiony. Wiem, że mężczyzna choruje na cukrzycę, a przecież w tym kawałku jest sporo węglowodanów. Po chwili dowiaduję się, że był to świadomy zabieg ze strony rodziny, u której goszczę. Chcieli pokazać mi, że z cukrzycą da się normalnie żyć. Trzeba tylko to życie ułożyć sobie od nowa, pamiętając o kolejnych dawkach insuliny.

Kończyły się wakacje 2009 roku. Mateusz Świątek za rok miał zdawać maturę. Nie przypuszczał, że zanim do niej podejdzie, życie przeegzaminuje go na swój sposób.
- Zacząłem bardzo dużo pić, a mniej jeść. Dłużej też spałem. Już w roku szkolnym stwierdziłem, że jestem trochę słaby i jak zjem czekoladę, to poczuję się lepiej. Na lekcji straciłem przytomność. Trafiłem do szpitala - opowiada.
Po zrobieniu wszystkich badań okazało się, że jest to cukrzyca I typu. Atak był tak mocny, że trzustka przestała zupełnie działać i nie produkowała już insuliny. Jedynym sposobem na jej dostarczenie organizmowi było robienie zastrzyków.
Ojciec Mateusza Bogusław Świątek podkreśla, że dla rodziny taka informacja była szokiem. Zaczęli się zastanawiać, co robili źle. Mają jeszcze dwóch synów i oni są zdrowi, ale Mateusz z jakiegoś powodu zachorował.
Od lekarza diabetologa dowiedzieli się tylko, że syn nie może jeść bardzo wielu rzeczy. Musieli też wszystko zacząć ważyć i stosować się do tabeli  przelicznikowych, żeby wiedzieć, ile musi przyjąć insuliny.
Na szczęście poznali kogoś, kto potrafił im odpowiedzieć na wiele pytań, które sobie zadawali. Wojciech Sarna jest himalaistą i boryka się z tym samym typem cukrzycy, co Mateusz. Na pierwszym spotkaniu przyjął ich tak, jak państwo
Świątkowie ostatnio mnie, czyli z kawałkiem ciasta na talerzu.
- Powiedział nam, jak możemy żyć optymalnie i nie pozwolić, by choroba nas ograniczała. Po prostu postawił nas psychicznie do pionu - mówi Bogusław Świątek.
Po tej rozmowie doszli do przekonania, że można z tą chorobą normalnie funkcjonować, jeśli ma się pewną świadomość. Po ośmiu latach nauczyli się tego i zapewniają, że jeśli tylko ktoś inny będzie potrzebował pomocy, odpowiedzą na jego pytania.
Dobre nastawienie to jednak nie wszystko. Mateusz musi bowiem cały czas kontrolować poziom cukru we krwi. Na początku dawał sobie zastrzyki, bo pompa insulinowa przysługiwała tylko chorym do 18. roku życia.
Rodzicom zależało na tym, by dostał ją przed maturą. Z pomocą przyszło im stowarzyszenie Uwierz w siebie działające przy II LO, do którego uczęszczał ich syn. Zorganizowany został bal charytatywny. Pomogli też pracodawcy, czyli Tikkurila i Ventor, gdzie zatrudnieni są państwo Świątkowie. Mateusz szybko nauczył się obsługiwać nowe urządzenie. Wie kiedy i ile insuliny powinien sobie podać.
Absolwent II LO jest wdzięczny dyrekcji, nauczycielom i kolegom ze szkoły za to, że mógł normalnie funkcjonować w środowisku. Nikt nie dziwił się, gdy na lekcji zaczął jeść kanapkę. Bo, jak przekonuje Bogusław Świątek, obawy mieli, kiedy czytali opinie w internecie o różnych szkołach w Polsce.
- Cukrzyca to nie wyrok. To, co na jej temat mówią książki i lekarze jest prawdą, ale życie jest zupełnie inne, trzeba je tylko poukładać - mówi Bogusław Świątek.
Leczenie jest dość drogie. Nie chodzi tylko o insulinę, ale o cały osprzęt, który towarzyszy jej podawaniu. Ciągle są potrzebne nowe wkłucia, dozowniki i pojemniki, które nie są refundowane. Dlatego Mateusz pozostaje pod opieką stowarzyszenia Zdążyć z pomocą.
Żeby mu pomóc, wystarczy podczas rozliczania się za 2016 rok przekazać 1 procent podatku. W tym celu w rubryce KRS należy wpisać numer 0000037904, a w polu cel szczegółowy: Cel 10918 Mateusz Dębica Świątek.
Mateusza choroba motywuje do zdrowego trybu życia. Nie pokłada nadziei w insulinie, wrócił do uprawiania karate, gra w siatkówkę i biega.

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama