Aby je znaleźć, wystarczy się rozejrzeć. Malowany ręcznie kamień może leżeć choćby pod drzewem.
Kiedy Pani Dorota wychodzi na spacer z psem, do kieszeni wkłada kilka wcześniej pomalowanych farbami akrylowymi kamyczków. Na jednym jest ryba, na drugim sowa, a na trzecim czarny kot. A z drugiej strony hasztag #kamyczki i kod pocztowy miasta, w którym mieszka. W jej przypadku to 39-200. Zostawia je pod drzewem, czy na przystanku i czeka, aż ktoś je znajdzie i sfotografuje, a zdjęcie wrzuci na facebookowe grupy: #kamyczki lub #pebbledream
Tak wzorem Czech, bo tam powstała ta akcja, bawi się już cała Polska. Pani Dorota, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Dębicy, postanowiła zarazić nią również dębiczan.
Nie chce podawać swojego nazwiska, bo jak twierdzi, nie ono jest najważniejsze, ale to, by #kamyczkami zainteresowała się jak największa liczba osób.
- Ludzie narzekają, że nie wiedzą co podczas wakacji robić z dziećmi. Czym je zająć. To proszę. Wystarczy znaleźć kilka kamieni, kupić farby, siąść wspólnie przy stole i malować. A potem wysłać je w świat - przekonuje.
Bo #kamyczki rzeczywiście potrafią czasem pokonać kilkaset, a nawet kilka tysięcy kilometrów. Na facebookowych grupach wiele jest informacji o tym, że kamień znaleziony np. w górach pojechał choćby do Wielkiej Brytanii.
Pani Dorota wypuściła ich w świat już ponad dziewięćdziesiąt. Zostawiała je w różnych miejscach. W parku koło Domu Kultury Śnieżka, obok miejskiej pływalni przy ul. Piłsudskiego, na ul. Robotniczej, Głowackiego, Pana Tadeusza, a nawet w Latoszynie. I co więcej, jak zapowiada, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, bo to wciągająca zabawa. Szczególnie dla osób, które mają niespełnione ambicje artystyczne.
- malowanie kamieni też przecież może być pewną formą sztuki - mówi nauczycielka z SP nr 5.
Można się o tym przekonać wpisując na facebooku hasztag #kamyczki lub #pebbledream. Albo samemu próbując swoich sił.
Przeczytaj również: Na Sobieskiego zamykają, ale na Piłsudskiego będzie taniej