W czwartek 20 listopada LO w Pilźnie we współpracy z Fundacją DKMS organizuje Dzień Dawcy Szpiku. Tym działaniem chcą wspomóc ludzi chorych na nowotwory krwi.
- Każdy dorosły w wieku 18-55 lat może się u nas zarejestrować do bazy potencjalnych dawców szpiku - można przeczytać na profilu FB LO Pilzno.
Rejestracja będzie prowadzona podczas zebrań z rodzicami w godzinach 15:30-16:30, ale przyjść wtedy do szkoły może każdy chętny. Tego dnia będzie musiał tylko wypełnić formularz, w którym są pytania o przeciwskazania zdrowotne i oddać próbkę śliny.
Jeśli jeszcze nie jesteś zdecydowany, przeczytaj poniższy tekst. Gdyby nie 28-letni dawca z Niemiec, mieszkanka Dębicy Beata Ślusarska nie miałaby szans na wyzdrowienie.
***
Dla jej syna Jakuba był to najpiękniejszy prezent, jaki otrzymał na osiemnaste urodziny.
- Życie dawało mi w kość, a jak już myślałam, że będzie dobrze, to się okazało, że mam raka krwi - mówi Beata Ślusarska.
Diagnozę, że to ostra białaczka szpikowa, usłyszała w marcu, w swoje 40. urodziny. Dwa tygodnie wcześniej robiła badania okresowe, a ich wyniki wzbudziły podejrzenia lekarzy. Pierwszą reakcją było pytanie: dlaczego ja. Kolejną: nie poddam się bez walki.
Leczenie składało się z trzech cykli chemioterapii. W pierwszym lekarze podali jej trzy chemie, w drugim i trzecim po dwie. Równocześnie trwały poszukiwania genetycznego bliźniaka, który podarowałby jej komórki macierzyste.
- Zaangażowali się wszyscy, rodzina, znajomi. Widziałam, co się dzieje wokoło, jak brałam chemię, to mnie budowało - opowiada Beata Ślusarska.
To, że wszyscy stanęli za nią murem, dodawało jej otuchy, ale i megasiły w najtrudniejsze dni. Dlatego cały czas była nastawiona, że będzie dobrze. Docenia też fachową opiekę, pod jaką znalazła się w szpitalu w Brzozowie.
- Lekarze mówili, żebym się nie martwiła, że dawca na pewno się znajdzie i ta wiara była kluczowa - przekonuje dębiczanka.
Żadna z osób, które dla niej zarejestrowały się w bazie DKMS, nie mogła jej pomóc. Ale Beata Ślusarska zauważa, że już wkrótce może okazać się, że mogą uratować kogoś innego. I odwdzięczyć się w jej imieniu za pomoc, którą otrzymała od 28-letniego dawcy z Niemiec.
O tym, że znalazł się jej bliźniak genetyczny, dowiedziała się w czerwcu. Na Facebooku tą radosną informacją podzieliła się jednak dopiero 1 sierpnia. Wtedy była już w Katowicach, a tydzień przed przeszczepem dowiedziała się, że dawca zgodził się jej pomóc.
Trzy miesiące później poinformowała, że zaczyna nowy rozdział życia. Tłumaczy, że zwlekała z tym dość długo, bo dopiero po setnej dobie od przeszczepu, jeśli wyniki są w miarę dobre, można się spodziewać, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
- Na ten moment czuję się dobrze, staram się wracać do normalności, chodzę do sklepu, spotykam się ze znajomymi - zapewnia.
Podkreśla, że jest osobą wierzącą i dużo pomogła jej modlitwa. Wie, że członkowie jej rodziny cały czas modlili się za nią, także podczas pielgrzymek.
- Myślę, że jestem dobrym człowiekiem, i to przemawiało za mną, krzywdy bym drugiemu nie zrobiła, a dobro powraca - przekonuje.
Teraz chciałaby jak najszybciej żyć pełnią życia i czerpać z tego radość. Każdy dzień uważa za szansę na realizowanie marzeń, odkrywanie nowych pasji i cieszenie się chwilami. Po walce z ostrą białaczką szpikową wszystko jest dla niej jakby nieco inne.
To, co kiedyś wydawało się oczywiste, teraz staje się powodem do radości – poranna kawa, uśmiech bliskich, spacer w słońcu.
- Choroba uczy nas, jak kruche jest życie, ale także jak bardzo jesteśmy silni. Nie warto się poddawać - zauważa Beata Ślusarska.
Cieszy się z tego, że przyszło jej żyć w czasach, kiedy medycyna ma coraz skuteczniejsze metody na leczenie białaczki szpikowej. Pojawiają się nowe leki, które zwiększają szanse na pełne wyzdrowienie.
Bardzo dużo zależy od podejścia pacjenta. Beata Ślusarska zdaje sobie sprawę, że nie zawsze będzie łatwo. Powrót do pełni sił bywa powolny i wymagający. Mogą pojawić się obawy, czasem zwątpienie.
- Ale to właśnie nadzieja i wiara w lepsze jutro są tym, co pozwala mi przetrwać najtrudniejsze chwile. Nie jesteśmy sami. Są ludzie, którzy wspierają nas i wierzą w Naszą Siłę - Beata Ślusarska prosi, by te dwa słowa napisać dużymi literami.
Wie, że jej obecność jest bezcenna nie tylko dla rodziny i przyjaciół. Jej walka inspiruje ich, daje nadzieję i pokazuje, że można pokonać nawet najtrudniejsze przeciwności. Jest dowodem na to, że warto się nie poddawać. Ale chce też inspirować innych, którzy być może stoją na początku tej trudnej drogi.
Walka z ciężką chorobą była jednym z doświadczeń, które pokazały jej, jak wiele może przetrwać. Ale to, co pomogło przejść przez najciemniejsze chwile, to nie tylko leczenie i własna determinacja.
- Byliście to Wy – moja rodzina, przyjaciele i znajomi. Dziękuję wam z całego serca - kończy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze