Dom rodziny Szczeklików kosztował gminę Pilzno 1 000 000 zł. Ale to dobrze wydane pieniądze.
Pod dom rodziny Szczeklików Marzena Baum-Gruszowska, kustosz Muzeum Regionalnego w Pilźnie, przyjeżdża z pękiem wielkich kluczy. Chwilę mocuje się z dobrze ponad studwudziestoletnimi drzwiami, które jednak w końcu się poddają i wchodzimy do wąskiego korytarza. Jest zimno. Na ścianach rogi i skóra jakiegoś zwierzęcia. Na wprost drewniane schody na strych, który, jak twierdzi Marzena Baum-Gruszowska, można zaadaptować pod działalność wystawienniczą.
Po lewej wejście do kuchni. Już ona robi wrażenie. Mimo kilku współczesnych urządzeń wygląda jak sprzed wieku. Na środku stół, na nim serweta, patera i w połowie opróżniona cukiernica. Jak gdyby ktoś przed chwilą jeszcze tu był, wyszedł i zaraz miał wrócić.
Obok skromnie umeblowany pokój. Ława z czterema krzesłami, kolumna, stary dywan, kilimy, obrazy i niewielki tapczan. Stamtąd możemy przejść albo do ciemnej łazienki, albo do kolejnego pokoju, w którym znajdziemy łóżko, ale i stół z krzesłami i piękny kredens. Poza tym fotel, nakastlik, obrazy i rodzinne fotografie Szczeklików.
To niesamowite, że właściciele sprzedając dom gminie pozostawili całe jego wyposażenie. Wiele z tych przedmiotów ma w końcu dużą wartość i to nie tylko historyczną.
- Meble i resztę wyposażenia przejęliśmy razem z domem pod warunkiem, że pozostaną w nim jako ekspozycja - tłumaczy szefowa muzeum.
W następnym pokoju jeszcze więcej mebli. Stylowe łóżka, stolik, fotel, komoda i toaletka. A do tego piec kaflowy. Andrzej Kozik, były już dziś dyrektor Domu Kultury w Pilźnie, który dołączył do nas w międzyczasie, zwraca też uwagę na świetnie zachowane parkiety. Właściwie wszystko wydaje się być w takim stanie, że wystarczy jedynie pobielić ściany i można wpuszczać tam zwiedzających.
Marzena Baum-Gruszowska szybko wyjaśnia, że wcale tak nie jest. Budynek czeka jeszcze wiele prac, a wcześniej trzeba zrobić inwentaryzację, wszystko co się tam znajduje opisać i wciągnąć w zasoby muzeum.
- Ale mam nadzieję, że do 2024 roku, kiedy obchodzić będziemy jubileusz 670-lecia lokacji miasta, uda nam się już tu wszystko przeprowadzić i otworzyć dla zwiedzających - mówi.
Andrzej Kozik tłumaczy, że na zaadaptowanie na potrzeby muzeum czeka nie tylko część mieszkalna, ale też strych, piwnice, które są pod całym domem, jak również budynki gospodarcze. Te ostatnie mogłyby być przeznaczone na działalność warsztatową. Zagospodarować trzeba też sporą działkę, na której stoi dom.
Na razie oglądamy kolejne pomieszczenia Szczeklikówki. W ostatnim pokoju uwagę zwraca kuty żyrandol, ale też stylowy stolik, czy biblioteczka. Trudno też nie zauważyć niewielkiej, ale solidnej szafy, tapicerowanej ławy i krzeseł. Marzena Baum-Gruszowska wskazuje również na zasłony, twierdząc, że są naprawdę wartościowe, a jest ich tam cały stos.
- Dlatego pierwsze co musimy zrobić, to założyć tu system alarmowy, aby to wszystko chronić - mówi Andrzej Kozik, gdy szefowa muzeum dokładnie zamyka drzwi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mieszkańcy Dębicy mogą tylko pozazdrościć Pilznu. Dlaczego władze Urzędu Miasta i Starostwa nie troszczą się o zabytki naszego miasta. Obiektów zabytkowych jest niewiele, a te co są systematycznie niszczeją jak np. 200 letnia rezydencja Raczyńskich przy Placu Gryfitów.
Mieszkańcy Dębicy mogą tylko pozazdrościć Pilznu. Dlaczego władze Urzędu Miasta i Starostwa nie troszczą się o zabytki naszego miasta. Obiektów zabytkowych jest niewiele, a te co są systematycznie niszczeją jak np. 200 letnia rezydencja Raczyńskich przy Placu Gryfitów.