Reklama

Do Czarnobyla pojechali w 30. rocznicę katastrofy - zdjęcia

Od 10 dni wokół Elektrowni Jądrowej w Czarnobylu trwa ogromny pożar lasów. Ogień dotarł już do opuszczonego miasta Prypeć i jest kilometr od bloku IV elektrowni, w którym doszło do katastrofy w 1986 roku. Paweł Paśko odwiedził to miejsce zaledwie 4 lata temu w 30 rocznicę wybuchu.

Paweł Paśko wybrał się tam  z grupą przyjaciół na motocyklach. Ale na dwóch kółkach dotarli tylko do Kijowa. Strefa wokół Czarnobyla jest zamknięta, by się tam dostać trzeba skorzystać z oferty jednej z firm zajmujących się organizacją wyjazdów do tzw. czarnobylskiej zony. Jednodniowy pobyt z przewodnikiem z firmy Czarnobyl Tour w 2016 roku kosztował 90 dolarów od osoby.
By wejść na teren strefy, z uwagi na promieniowanie, trzeba być ubrany w długie spodnie i bluzę z długim rękawem.
- Podczas zwiedzania nie można się pobrudzić, bo później na bramkach możemy stracić ciuchy - mówi motocyklista.
Każdy dostaje licznik geigera, by móc sprawdzić skażenie. Największe jest w tzw. Czerwonym lesie, w którym drzewa obumarły w efekcie napromieniowania.
Licznik najwyższe wartości pokazuje tam, gdzie jest najwięcej roślinności. A ta zdaje się opanowywać całą strefę. Paweł Paśko twierdzi, że na każdym kroku widać, jak przyroda odzyskuje teren. Ponoć wróciły tam nawet niedźwiedzie, łosie i rysie.
Niektóre domy są już tak zarośnięte, że ledwo je widać. W środku poprzewracane stoły, obrazy na ścianach i dziecięcy smoczek, porzucony 30 lat temu.
Jeszcze większe wrażenie robi Prypeć, opuszczone miasto zwane także miastem widmo. W dzień po katastrofie jego mieszkańcy musieli ewakuować się w ciągu dwóch godzin. Przez trzydzieści lat regularnie plądrowane, dziś traktowane głównie jako atrakcja turystyczna.
Jednym z najbardziej przygnębiających miejsc jest tam przedszkole, gdzie na metalowych łóżkach leżą jeszcze poduszki, a pod nimi poprzewracane metalowe nocniki. Po podłodze walają się pamiętające lata osiemdziesiąte zabawki, pozostawione przez dzieci.
Podobnie jest w szkole, domu kultury, wesołym miasteczku czy bloku mieszkalnym.
- W tym ostatnim największą atrakcją jest lis Siemion, który sępi od turystów kanapki - śmieje się Paweł.
Do samego reaktora zbliżyć się można najwyżej na 100 metrów. W kanale, który doprowadzał wodę do reaktora, można zobaczyć ponad 2,5 metrowe sumy.
- Nasz przewodnik miał ze sobą całą reklamówkę chleba, którym je dokarmiał - mówi.
Ekipa, z którą Paweł Paśko był w Czarnobylu, miała też okazję zobaczyć tzw. Oko Moskwy, czyli wysoki na około 15 pięter radar Duga, który zasięgiem obejmował teren Stanów Zjednoczonych.

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama