Reklama

Z bólem sobie poradzi, byle noga była dłuższa

11/04/2017 09:17

Widząc uśmiechniętą twarz Wiktorii Nitkowskiej, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele bólu musiała już znieść ta 12-letnia dziewczyna. Drzemie w niej jednak siła, która pozwala wierzyć, że po kilku kolejnych operacjach jej obie nogi będą wreszcie tej samej długości. Żeby to osiągnąć, gotowa jest znieść nawet nieprzespane noce.

Kiedy Angelika Nitkowska urodziła Wiktorię różnica w długości nóg była niemal niewidoczna. W miarę jak jej córka rosła, prawa nie nadążała za lewą. Na dodatek już w wieku czterech lat dziewczynka musiała przejść pierwszą operację, podczas której lekarze zrobili korektę stopy. Na założenie aparatu Ilizarowa było jeszcze wtedy za wcześnie.
Wydłużanie prawej nogi rozpoczęło się, kiedy miała osiem lat. Wcześniej miała spotkania z psychologiem, który przygotowywał ją na to, co może ją czekać. Jadąc do Kliniki Ortopedii i Rehabilitacji w Zakopanem miała obawy, podobnie zresztą jak jej rodzice, ale wiedziała, że musi się poddać zabiegowi dla swojego dobra.
W górskiej stolicy Polski była przez dziesięć dni. W tym czasie lekarze przecięli jej kość udową i założyli aparat do rozciągania nogi. Jego regulacja została powierzona Angelice Nitkowskiej. To ona po powrocie do domu musiała codziennie lekko popuścić jedną śrubkę, a drugą przykręcić.
- By nie dopuścić do przedwczesnego zrośnięcia się kości, która cały czas się nadbudowywała - opowiada mieszkanka Dębicy.
I tak przez dwa miesiące, w czasie których noga wydłużyła się o 6 cm. To maksymalna wartość dopuszczana przez lekarzy. Mama i córka wolałyby zapomnieć o tamtym czasie, o nieprzespanych nocach, bólu i płaczu Wiktorii. Przed I Komunią Świętą wszystko zdążyło się jednak zagoić. Aparat zdejmowany jest bowiem po dziesięciu miesiącach.
Po dwóch latach wszystko trzeba było jednak powtórzyć, bo dziewczyna przecież rosła, a prawa noga znów była wolniejsza od lewej. Lekarze tym razem przecięli kość podudzia. Po obydwu operacjach rodzice zawozili Wiktorię do Zakopanego po kilka razy, bo a to trzeba było coś poprawić przy aparacie Ilizarowa, a to przyplątało się zapalenie ścięgna.
Po ściągnięciu aparatu Wiktorię czekała żmudna rehabilitacja. Przez prawie miesiąc w Zakopanem, a później w Dębicy. Często musi korzystać z indywidualnego toku nauczania, by zdać do następnej klasy. Chodzi do Szkoły Podstawowej nr 5 i jest jedną z lepszych
uczennic. Mogłaby pewnie brać udział w niejednym konkursie, gdyby nie to, że trudno jej znaleźć czas na dodatkową naukę. Bo kiedy trzeba walczyć z bólem, nic do głowy nie chce wchodzić.
Zarówno koszty operacji, a Wiktorię czekają jeszcze co najmniej cztery, jak i rehabilitacji w klinice są pokrywane przez NFZ. Za to więc jej rodzice płacić nie muszą. Dużo pieniędzy muszą natomiast przeznaczyć na dojazdy i pobyt Angeliki Nitkowskiej w Zakopanem. Córka musi być bowiem cały czas pod jej opieką.
Dlatego od lat korzystają z pomocy Fundacji Śnieżki Twoja Szansa. Żeby im pomóc w dalszej opiece i leczeniu wystarczy przekazać temu stowarzyszeniu 1 procent podatku. Nr KRS: 0000231088, z dopiskiem: Wiktoria Nitkowska.
- Jesteśmy wdzięczni za każdą pomoc, tym, którzy już nam jej udzielili, i tym, którzy zdecydują się na to po raz pierwszy - zapewnia Angelika Nitkowska.

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama