Reklama

W zbiorach ma świnkę i radio fryzjerów - zdjęcia

24/07/2019 09:15

Jan Tragarz w radioodbiornikach zakochał się jeszcze jako dziecko, ale kolekcjonować zaczął je dopiero piętnaście lat temu. Pierwszy w jego kolekcji był ebonitowy pionier, za którego dał sąsiadowi nowy odtwarzacz video.

- Długo go męczyłem, żeby mi go oddał. Bo miał dwa! W końcu zgodził się za ten odtwarzacz - wspomina kolekcjoner.

Rozmawiamy w Szkole Podstawowej nr 9, gdzie Jan Tragarz zatrudniony jest jako konserwator, a właściwie tzw. złota rączka.

To tam z okazji Dnia Dziecka, pokazywał swoją kolekcję. W jej skład wchodzi prawie sześćdziesiąt radioodbiorników, produkowanych od lat pięćdziesiątych do siedemdziesiątych. Głównie polskiej produkcji, składanych w fabrykach Diora i Kasprzak.

Wcześniej można je było oglądać na wystawach w Muzeum Regionalnym w Dębicy i Muzeum Okręgowym w Rzeszowie.

Reklama

Jan Tragarz trochę ubolewa, że na co dzień nie może ich prezentować. Bo jego zdaniem to piękne urządzenia, z duszą, nie to co dzisiejsze radia.

Zwrócił na nie uwagę już będąc dzieckiem. Kiedy tylko mógł zaglądał do środka radioodbiornika, przyglądał się lampom i próbował naprawiać.

- Później, jak byłem już starszy, chodziłem po wsi, gdzie mieszkałem i naprawiałem ludziom telewizory. Mieli jeszcze po domach takie radioodbiorniki - mówi.

Wtedy nie przypuszczał, że w przyszłości te urządzenia staną się jego pasją. Że będzie po nie jeździł na giełdy staroci nawet do Tarnobrzega. Czy wyszukiwał ich w internecie, gdzie też trafić można na cacka.

Reklama

Spośród tych, które posiada, ma ulubiony model. To Symfonia z lat pięćdziesiątych, wyprodukowana przez Zakłady Radiowe Unitra-Diora i wyposażona w gramofon. Zwraca też uwagę na Kariokę, czy Bolero z Zakładów Radiowych im. Marcina Kasprzaka w Warszawie.

Część z jego odbiorników jest jeszcze na chodzie. Gdy ma trochę czasu, najczęściej w zimowe wieczory, stara się je odrestaurować i wymienić zepsute części. Przyznaje jednak, że coraz trudniej je zdobyć, a zamienniki to już jednak nie to.

Czasem uruchamia któreś z nich, siada i słucha jak gra.

Reklama

- Przypomina mi się wtedy dzieciństwo. Jak siedzieliśmy na polu, a rodzice wystawiali to radio gdzieś na okno i słuchaliśmy - wspomina z nostalgią.

O swojej kolekcji może opowiadać długo, a co ważniejsze, barwnie. Zna historię radioodbiorników, ciekawostki o nich, wie nawet, kto ich używał.

- To radio nazywali świnką, prawdopodobnie przez jego kształt. A to małe, było znowu radiem fryzjerów, bo z uwagi na rozmiar stało w większości salonów - opowiada Jan Tragarz wskazując kolejne modele, które specjalnie na tę okazję przyniósł z warsztatu, gdzie stoją na co dzień./

Zaznacza, że gdyby mógł je prezentować w bardziej eksponowanym miejscu, byłyby w lepszym stanie. A tak pokrywa je kurz.

Reklama

Liczy, że w SP nr 9, gdzie pracuje, powstanie ekspozycja, którą oglądać będą mogły też dzieci z innych szkół. Twierdzi, że jest na to szansa, szczególnie że dyrektor Grażyna Pondo jest bardzo pozytywnie nastawiona do tego pomysłu.

- Też oczu nie mogła od nich oderwać - uśmiecha się.

Uśmiech zamienia się w śmiech, gdy pytam go, czy żona podziela jego pasję. Na to pytanie Jan Tragarz woli nie odpowiadać. Szczególnie że w planach, choć dalekich, ma już zakup kolejnych modeli. Zapewnia, że wyda na nie jedynie własne zaskórniaki.

Reklama

Na liście ma takie radia jak m.in. Podhale, Tatra, Juhas, czy Promyk.

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama