To wprawdzie kocie dzieci, ale bardzo potrzebują ciepła i własnego opiekuna. Przebywają w miejskim schronisku i są w pełni przygotowane, by zmienić miejsce zamieszkania.
W najgorszym położeniu jest Gaja, śliczna koteczka, która dzieliła kwaterę z Filemonem. Jej kolega wraz z bratem Węgielkiem opuścili dziś schronisko, ona została sama.
- Dlatego to najpilniejsza sprawa - mówi Dominika Rostowska, opiekująca się zwierzakami w miejskim schronisku.
Gaja to niejedyny koci maluch, który wylądował w schronisku. Zwykle po tym, jak został porzucony przez człowieka. Takich kociąt co lato jest tutaj co najmniej kilkanaście, jeśli nie więcej. Od czerwca do schroniska zostały przyjęte 34 koty, w tym także dorosłe. W większości przychodzą tu w fatalnym stanie: wygłodzone, chore, zapchlone. Po wyleczeniu, szczepieniach i zaczipowaniu, zaczynają się rozglądać za domem. Poza tymi dziko żyjącymi, które po otrzymaniu pomocy wracają do swojego naturalnego środowiska.
Oprócz Gai, która jest tricolorką: biało-czarno-rudą, na pilną adopcję na Brzozowym Ranczu czekają jeszcze: Łatek i Łatka, które swoje imiona zawdzięczają najbardziej popularnemu wśród kotów umaszczeniu. Łatek jest biało-czarny, Łatka biało-bura. Razem z nimi w gronie maluchów gotowych na zmianę miejsca do życia są również biało-czarny samczyk Wenus oraz czarny z białą krawatka kocurek Shrek.
Wszystkie kocięta są mniej więcej w tym samym wieku, mają około dwóch miesięcy. Są zdrowe i pod stałą opieką lekarza weterynarii. W przyszłości zostaną darmowo wysterylizowane, jak wszystkie koty adoptowane z miejskiego schroniska.
Warto wspomnieć, że w schronisku na nowych opiekunów czekają także psy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze