Każdego ranka mieszkańcy ul. Strumskiego zastają pozostałości po nocnych libacjach. Potłuczone szkło, pełno śmieci, to tylko niektóre z śladów, jakie świadczą o bujnym życiu nocnym między blokami, a ul. Kolejową.
Wystarczy kilka minut spaceru od dworca PKP, najlepiej za sklepami usytuowanymi przy ul. Kolejowej. Zanim dojdziemy do ul. Żeromskiego, czy kawałek dalej - do Rynku, to zobaczymy z czym każdego wieczoru i nocy muszą zmagać się mieszkańcy. Nie jest przypadkiem, że jeden z nich zamyka po godz. 17 przejście od starych szalet miejskich do Rynku. Mężczyzna codziennie musiał sprzątać pod drzwiami swojej kamienicy.
Dzisiejszego poranka inaczej nie było. Butelki po nalewkach, niektóre rzucone na chodnik. Wiaderko po śledziach i pełno papierów. A to tylko te "przyjemniejsze" pozostałości po imprezach trwających nocą. O sprawie informowana jest policja i Straż Miejska. Patrole również bez zgłoszenia od czasu do czasu przejadą przez osiedle. Reagują, legitymują, wypisują mandaty. To jednak nie przynosi żadnego efektu. Najbardziej zatwardziali czekają jedynie na to, by patrol odjechał, przechodzą kilka metrów dalej i kontynuują imprezowanie.
W dzień nie jest dużo lepiej. Tyle, że trzeba się bardziej chować. Ale są też plusy - ul. Kolejową przechodzą setki osób, można ich poprosić o kilkadziesiąt groszy do wina.
Problem nocnych libacji dotyczy mieszkańców praktycznie wszystkich osiedli w mieście. Dębiczanie się nie odzywają, przywykli. A może zwyczajnie się boją?