Były koty, sarny, a nawet nietoperz. Ale do uwięzionej w kominie sowy strażacy jeszcze nie wyjeżdżali.
A przynajmniej bryg. Wiktor Porada nie pamięta takiego przypadku.
- Raz zadzwoniła pani, że w przewodzie wentylacyjnym jest nietoperz. Poradziłem ściągnąć kratkę i zwierzę samo się oswobodziło - opowiada.
Tym razem zgłoszenie złożył mieszkaniec Stasiówki. W kominie jego domu od dwóch dni miała przebywać uwięziona sowa. Strażacy przyjechali na miejsce, rozłożyli wysięgnik i przystąpili do akcji.
- Ale w międzyczasie sowa sama wyfrunęła z komina - mówi Wiktor Porada.
Przyznaje, że - jeśli chodzi o zwierzęta - najczęściej strażacy są wzywani do kotów, które wdrapały się na drzewo i nie potrafią zejść. Nigdy nie odmawiają takiej pomocy.
Czytaj także: Z urazem czaszki trafił do szpitala