Kiedy w sobotę wieczorem Zenon Pieczonka szedł na nockę do Stomilu, nie podejrzewał nawet, że następnego dnia rano będzie miał problem z opuszczeniem zakładu pracy. Wszystko przez wprowadzony stan wojenny.
- Byłem mistrzem kontroli, miałem pod sobą 176 osób - opowiada.
Kontrolerzy, którzy mu podlegali, sprawdzali jakość opon i dętek, które opuszczały hale produkcyjne. Z hali 100 wychodziły opony do traktorów i samochodów ciężarowych, z hali 300 do dużego i małego fiata, z hali 400 do rowerów, a z CWD - dętki. Każdą trzeba było sprawdzić i nadać odpowiedni gatunek.
Pamięta, że już około północy zaczęły się jakieś dziwne ruchy. Przy bramie zakładu pojawiło się wojsko. Ludzie to widzieli i zaczęli się obawiać, że nie będą mogli wrócić do domów, a on musiał dbać o to, by normalnie pracowali. Na zmianie byli też wtedy m.in. Czesław Parys i Czesław Łączak, którzy później zostali internowani.
- Każdy był wystraszony, no i trzeba było coś robić, żeby ludzie robili swoją robotę - mówi Zenon Pieczonka.
O 6:00 nikt nie mógł wyjść z firmy, zanim Zenon Pieczonka nie wypisał mu przepustki. Tę czynność musiał powtarzać także przez kilka następnych dni, bo przecież wojsko było na ulicach i kontrolowało ludzi. A trzeba jeszcze pamiętać, że zima wtedy była konkretna i trzymał ostry mróz.
- Do domu 13 grudnia wróciłem dopiero na dziewiątą, tyle mi zeszło z wypisaniem wszystkim tych przepustek. Chciałem się trochę przespać, ale byłem tak podenerwowany, tyle złych emocji miałem, że nie mogłem zasnąć - wspomina.
Do kościoła poszedł na godz. 12:00 do parafii św. Jadwigi, bo Miłosierdzia Bożego, do której obecnie należy, jeszcze nie było. Nikt go po drodze nie zaczepiał, ani nie kontrolował, choć widział jeżdżące samochody wojskowe. Podczas mszy św. księża nic o stanie wojennym nie mówili, tylko prosili o modlitwę, żeby się nic złego nie stało. Niestety, już trzy dni później milicja oddały strzały do górników w kopalni Wujek, zabijając dziewięciu z nich i raniąc wielu innych.
Na tym jego niemiłe wspomnienia ze stanem wojennym się jednak nie kończą. W wigilię do jego kwatery na ul. Skłodowskiej, gdzie mieszkał z żoną i dziećmi, zapukali zomowcy. Sprawdzili, co robi, pytali, gdzie pracuje i w końcu sobie poszli.
- Chodzili wszędzie i wypytywali i do internowania ludzi szukali - stwierdza Zenon Pieczonka.
Jego sprawdzali, bo mieli podejrzenia, że może mieć coś wspólnego z kolportowaniem ulotek. Te w Stomilu pojawiły się od razu, przywozili je posłańcy z Rzeszowa i Krakowa, a Zenon Pieczonka naklejał je na tablicach.
- Być może ktoś to zauważył i doniósł im. A jeszcze mój szwagier przyjeżdżał z Tarnobrzega i odbierał ode mnie ulotki, które przewoził tam w tornistrze - wspomina.
Podejrzewał dwie osoby, że go śledziły i donosiły. Jedna z nich, jak mówi, już nie żyje. Trzy albo cztery razy był też wzywany do szefa WRON w Dębicy Jana Smagały. Spotkania z nim wspomina jednak dobrze, bo ten przestrzegał go tylko, żeby uważał, bo jest śledzony. Były też doniesienia, że słuchał Radia Wolna Europa.
- Ściany w kamienicy, gdzie mieszkałem były cienkie, a radio czasem grało zbyt głośno, to niektórzy mogli słyszeć - kończy Zenon Pieczonka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A kto to? Bohater minionej epoki?
A kto to? Bohater minionej epoki? Hahahaha!!!!
Po co ten artykul.Dlaczego tak piszecie przeciez to kupy sie nie trzyma .Mam 32 lata. Pan Pieczonka poszedl do pracy na nocna zmiane.Mistrz kontroli "- Byłem mistrzem kontroli, miałem pod sobą 176 osób -"Mistrz Pan Pieczonka 176 osob.Czytajcie mlodzi ludzie !!! Dalej." Każdy był wystraszony, no i trzeba było coś robić, żeby ludzie robili swoją robotę - mówi Zenon Pieczonka. Podsumowanie : Prosze aby Pan Pieczonka opisal w jaki sposob rozwozono pracownikow do swoich miejscowosci.Czy zaklad Stomil od 14grudnia prowadzil produkcje, i wjaki sposob prowadzono wykonanych produktow. Bo jak Mistrz kontroli opowiada co bylo to niech opowie co z tym towarem sie stalo w czasie stanu wojennego
A kto to? Bohater minionej epoki?
A kto to? Bohater minionej epoki? Hahahaha!!!!
Po co ten artykul.Dlaczego tak piszecie przeciez to kupy sie nie trzyma .Mam 32 lata. Pan Pieczonka poszedl do pracy na nocna zmiane.Mistrz kontroli "- Byłem mistrzem kontroli, miałem pod sobą 176 osób -"Mistrz Pan Pieczonka 176 osob.Czytajcie mlodzi ludzie !!! Dalej." Każdy był wystraszony, no i trzeba było coś robić, żeby ludzie robili swoją robotę - mówi Zenon Pieczonka. Podsumowanie : Prosze aby Pan Pieczonka opisal w jaki sposob rozwozono pracownikow do swoich miejscowosci.Czy zaklad Stomil od 14grudnia prowadzil produkcje, i wjaki sposob prowadzono wykonanych produktow. Bo jak Mistrz kontroli opowiada co bylo to niech opowie co z tym towarem sie stalo w czasie stanu wojennego