- Nie mamy podejrzanego w tej sprawie - zapewnia prokurator rejonowy Jacek Żak. Sprawca okrutnego okaleczenia kota Elvisa nadal pozostaje bezkarny.
Prokurator nie zaprzecza, że policja przesłuchała jednego z sąsiadów posesji, na której znaleziony został poraniony kot. Elvis, bo takie imię dostał, miał siedem śrutów w głowie i w szyi. Na skutek obrażeń jest niewidomy. Doniesienie o popełnieniu przestępstwa złożyli członkowie Fundacji Psi Azylek Zwierzęta w Potrzebie. Domagają się ustalenia sprawcy znęcania nad kotem. Nie tylko ich poruszyła sprawa Elvisa. Miłośnicy zwierząt złożyli się na nagrodę za wskazanie sprawcy. Jednak ten nadal pozostaje bezkarny.
- Boimy się, że ta sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Tu nie chodzi o zemstę, a o sprawiedliwe ukaranie człowieka, który popełnił przestępstwo - mówi pan Kacper z Warszawy, który został prawnym opiekunem kota, adoptując go.
W prokuraturze dowiedzieliśmy się, że postępowanie w sprawie okrutnego potraktowania kota nadal jest w toku. Mężczyzna, który został przesłuchany w tej sprawie zaprzeczył, by to on zranił zwierzę.
- Owszem, ma wiatrówki i nie zaprzecza, że czasami z nich strzelał. Ale jedna ma być niesprawna - wyjaśnia prokurator Jacek Żak.
Szef prokuratury w Dębicy zapewnia, że broń zostanie zbadana pod kątem zgodności z nabojami, jakie weterynarze wydobyli z ciała kota. Jeżeli okaże się, że pasują, wtedy będzie można postawić zarzuty.
- A póki co nie ma dowodów, że to ten człowiek jest sprawcą okaleczenia kota. Na razie więc nie jest nawet podejrzanym - mówi prokurator.
Jedna z mieszkanek ulicy sąsiadującej z Grunwaldzką opowiada, że wszyscy w okolicy wiedzą, o kogo chodzi, bo mieszkańcy od dawna upominali właściciela wiatrówek, by nie strzelał między domami. Bezskutecznie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze