- Przyjechali z zakładu energetycznego, popatrzyli i pojechali - mówi mieszkanka ul. Cmentarnej. Przy jednym z bloków stoi słup oświetleniowy, do połowy zjedzony przez rdzę.
Wystarczy silniejszy podmuch wiatru, żeby się przewrócił. Jeśli spadnie na zaparkowane przy nim samochody, to pół biedy. Ale przed blokiem 63 i 57 bez przerwy bawią się dzieci. O tragedię nie trudno. Jak mówią mieszkańcy Cmentarnej i właściciele pobliskich garaży sprawa do zakładu energetycznego została zgłoszona kilka dni temu. Do tej pory zagrażający życiu i zdrowiu ludzi słup nie został usunięty, czy choćby w jakikolwiek sposób zabezpieczony.
- Ja o sprawie dowiedziałem się dopiero wczoraj - mówił dzisiaj (23 lipca) Stanisław Olszewski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. Kolejowej, która zarządza blokami na Cmentarnej.
Zapewnia, że spółdzielnia natychmiast skieruje w tej sprawie pismo do energetyki.
- Płacimy cały czas za konserwacje słupów, niezależnie czy coś przy nich robią, czy nie. Dla zakładu energetycznego wymiana takiego słupa to jest drobnostka - wyjaśnia prezes.
Dodaje, że to energetyka bierze odpowiedzialność za ewentualny wypadek, do którego w jego ocenie może w każdej chwili dojść. Stanisław Olszewski mówi, że jeśli zakład energetyczny nie będzie chciał zareagować, to zażąda od nich pisemnego oświadczenia, że według nich wszystko jest dobrze i nic nikomu nie grozi.
- Tego powinni się wystraszyć i zrobić, co należy. Ale będziemy ich pilnować, żeby szybko się tym zajęli - mówi prezes Olszewski.
Ale fakt, że słup może w każdej chwili runąć nie jest jedynym zagrożeniem dla dzieci i dorosłych.
- Kable są praktycznie na wierzchu, wystarczy żeby dziecko włożyło tam rękę i tragedia gotowa - dodaje mieszkanka Cmentarnej.
Czytaj także: Koronawirus: 6 osób wyzdrowiało, 16 zakażonych