W ostatnim czasie, chcąc nie chcąc, wiele czasu spędzamy w domu. Można go wykorzystać na nowe hobby, np. piwowarstwo. Tak właśnie swoją przygodę zaczynał Konrad Przyszowiec, współzałożyciel rzemieślniczego browaru Challenger z Paszczyny.
- Dla wielu osób robienie piwa to tzw. wiedza tajemna. Większość z nich nawet nie wie, że złocisty trunek można zrobić u siebie w kuchni - zauważa Konrad Przyszowiec.
Jest to dziś o tyle łatwe, że wszelkie surowce potrzebne do tego można nabyć online w serwisach dla domowych piwowarów.
Współwłaściciel browaru Challenger radzi, by warzenie piwa zacząć od tzw. brewkitu, czyli nachmielonego ekstraktu słodowego, którego zawartość rozpuszczamy w wodzie i zagotowujemy. Potrzebne nam będzie do tego: duży garnek, wiadro/zbiornik fermentacyjny, wspomniany brewkit oraz drożdże piwowarskie. Po gotowaniu przenosimy garnek do wanny wypełnionej zimną wodą i staramy się schłodzić do temperatury bliskiej 15-20 stopni Celsjusza (w zależności od szczepu drożdży).
- Od tego momentu należy zachować bardzo wysoki reżim sanitarny ponieważ przy zakażeniu brzeczki może się okazać, że za jakiś czas zamiast delektować się własnym piwem będziemy musieli go wylać - mówi Konrad Przyszowiec.
Po schłodzeniu przelewamy przygotowaną brzeczkę do zdezynfekowanego pojemnika fermentacyjnego, a następnie wsypujemy drożdże. Wiadro przenosimy do odpowiedniej temperatury na około 3 tygodnie (w zależności od wybranego stylu piwa), aby drożdże przefermentowały cukry znajdujące się w brzeczce. Po tym czasie piwo możemy rozlewać. Do butelki wsypujemy ok 3-5 gr cukru i kapslujemy. Ręczna kapslownica kosztuje około 50 zł, natomiast stołowa około 100 zł.
- Więc jest to stosunkowo nieduży koszt, a można zaskoczyć znajomych lub rodzinę własnym domowym produktem - podkreśla piwowar.
Po kapslowaniu przetrzymujemy butelki około tygodnia do dwóch, aby piwo w tym czasie się nagazowało. Następnie przenosimy je do chłodnego pomieszczenia.
Żeby w ten sposób uwarzyć piwo musimy wydać około 200 zł. Oczywiście nie licząc butelek, które jednak możemy mieć z odzysku i surowców do kolejnych warek.
Następny etap wtajemniczenia to zakup ekstraktów słodowych i samodzielne nachmielanie piwa. Jest to proces podobny do poprzedniego, tyle że dokładamy tutaj element przyprawiania piwa chmielem.
- Jakościowo oczywiście piwo na tym zyskuje, poza tym mamy dostęp do około setki różnych odmian chmielu - zaznacza rzemieślnik.
Ci, dla których to za mało, mogą spróbować warzenia z procesem zacierania.
Konrad Przyszowiec radzie, by na początku zamiast inwestować dużych środków na surowce oraz dodatkowy sprzęt (np śrutownik) kupić gotowy zestaw w których mamy ześrutowany słód w odmierzonych porcjach z każdego rodzaju. Jest również do nich dołączana instrukcja krok po kroku co należy robić ze słodem. Nie zastanawiamy się wtedy nad własnymi recepturami a korzystamy z tych sprawdzonych. Na własne receptury przyjdzie czas. Do poprzedniego zakupu jeżeli chodzi o sprzęt musimy dołożyć jedynie kolejne wiadro z wężykiem z oplotu, które będzie stanowić kadź filtracyjną.
Słód musimy zalać wodą oraz dokładnie rozmieszać, w instrukcji z zestawu będzie wytłumaczone jaka ma być temperatura wody oraz proporcje (wszystko zależy od wybranego stylu piwa). Po zacieraniu musimy oddzielić brzeczkę od zacieru, czyli w telegraficznym skrócie spuszczamy kranikiem ciecz z wiadra gdzie mieliśmy przygotowany zacier. Następne kroki są bardzo analogiczne czyli warzymy (gotujemy brzeczkę), schładzamy, dodajemy drożdże, fermentujemy, rozlewamy, kapslujemy, czekamy na nagazowanie i wreszcie możemy się napić własnoręcznie przygotowanego piwa.
- Oczywiście jak każde hobby z czasem wciąga, poznajemy dodatki, które możemy użyć i inne ważne elementy procesu. Na początku jednak potrzebna jest jedynie dobra wola, cierpliwość oraz trzymanie reżimu sanitarnego - przekonuje współwłaściciel browaru życząc wszystkim udanego warzenia.