Reklama

Sanie uszkodzone, a kiedyś ukradli Józefa i Jezuska

Wyrwana deska to albo to owoc sobotniej wizyty na Rynku Mikołaja, albo działanie wandali.

Ozdoby świąteczne na dębickim Rynku zaczęły się pojawiać już z początkiem zeszłego tygodnia. Stanęła tam brama na napisem Wesołych Świąt, światła w fontannach, paw, śnieżynki i renifery. W centrum Rynku, pod choinką ubraną w bombki i lampki, szopka i czerwone sanie Mikołaja. W sobotę on sam odwiedził to miejsce z workiem prezentów. Były też animatorki z Fun&Sport i zabawy przez nie organizowane, gorąca czekolada i wspólne zdjęcia. Generalnie miło.

Tyle tylko, że w poniedziałkowy poranek już tak miło nie było. Okazało się bowiem, że czerwone sanie albo nie wytrzymały temperatury sobotniego wydarzenia i wagi tych, którzy chcieli zrobić sobie na nich zdjęcie, albo padły ofiarą wandali. Jedna z desek została z nich wyłupana i leży smętnie oparta o płozę. Czy ktoś naprawi pojazd gościa z Laponii? Miejmy nadzieję, że tak.

Reklama

To zresztą nie pierwszy raz kiedy świąteczny wystrój Rynku zostaje zniszczony. W grudniu 2018 roku figura Jezuska z szopki bożonarodzeniowej trafiła na dach budynku przy ul. Żeromskiego.

- Co tam na dachu tego budynku leży? - zapytał Artur Barwacz, wskazując na blaszak widoczny z okien naszej redakcji. - To chyba figurka Józefa z szopki bożonarodzeniowej - rzucił ktoś. Rzeczywiście, gdy chwilę później oglądamy szopkę stojącą na Rynku, okazuje się, że Józefa tam nie ma. Mało tego, nie ma też Jezuska, a Maria leży przewrócona. Gdy dzwonimy do Sylwestra Bieszczada, komendanta Straży Miejskiej, ten nie wie jeszcze, że figurki zniknęły. Mimo że na Rynku jest przecież monitoring.

Reklama

Była środa 5 grudnia 2018 roku, godz. 11:30, gdy wybrałem numer Straży Miejskiej. Telefon odebrał Sylwester Bieszczad. Był zaskoczony, gdy zapytałem go, czy nic nie zginęło z Rynku. Twierdził, że nie miał żadnych zgłoszeń, ani od mieszkańców, ani od dyżurnego obserwującego monitoring. Gdy poinformowałem go, że w szopce
nie ma ani Józefa, ani Jezuska, od razu chciał wysłać tam patrol. Niewiele brakowało, bym nie zdążył poinformować go, że wiem gdzie znajdują się figurki.

Strażnicy nie kazali na siebie długo czekać. 4 minuty później byli już na Żeromskiego i przystąpili do akcji. Tyle tylko, że nie bardzo wiedzieli, gdzie szukać. Ani Józefa, ani tym bardziej dużo mniejszego od niego Jezuska nie widać było, gdy stało się przed budynkiem. Widok z naszego redakcyjnego balkonu był dużo lepszy.

Reklama

Krążyli więc wokół byłych miejskich szaletów i rozdzielni prądu, zapuszczając się nawet pod lokal z kebabami. Na nic.

- Panowie! Tu na dachu! - krzyknąłem do nich z balkonu wskazując ręką blaszak z reklamą firmy czyszczącej dywany.

By dojrzeć figurki, jeden ze strażników wyszedł nawet na dach szaletów, a właściwie wystający z niego komin. I bingo! Figurki znalezione! Niewiele jednak z tego wynikło, bo mundurowi nie mieli szans, by dostać się na dach budynku, gdzie leżały figury. Odeszli więc z telefonem przy uchu.

Reklama

O godz. 12:38 na miejscu pojawili się trzech pracowników Zakładu Usług Miejskich. I znów oględziny.

- Zwyżka albo drabina - stwierdził jeden z nich.

6 minut później podjechał tam pomarańczowy star ze wspomnianą zwyżką. Jeden z pracowników ostrożnie wyszedł na dach i zabrał, najpierw Jezuska, a za chwilę i Józefa.

- W gazecie będziesz - krzyczy do niego drugi widząc, że robię zdjęcia.

Gdy figurki zostają bezpiecznie złożone na samochodzie, star skierował  się w stronę Rynku. Przejechał przez jego płytę, ale, o dziwo, nie zatrzymał się obok szopki, tylko odjechał. Później dopiero okazało się, że świętych trzeba było naprawić, ponieważ wandale uszkodzili znajdujące się wewnątrz instalacje elektryczne. Dzień później były już na miejscu.

Reklama

- Przejrzeliśmy monitoring, którzy dzień wcześniej, około godz. 20.20 rzeczywiście zarejestrował sprawców tego czynu. To dwie osoby najwyraźniej pod wpływem alkoholu - referował wtedy Sylwester Bieszczad.

Dlaczego więc dyżurny nie odnotował tego w raporcie? Komendant tłumaczył, że w tym samym czasie policja interweniowała na przejściu dla pieszych i na tym strażnik skupił kamerę. Później co prawda wrócił z obrazem na płytę Rynku, ale nie zauważył kradzieży.

Podobnych sytuacji było w ostatnich latach jeszcze kilka. Niszczone były nie tylko postacie z szopki, ale też zwierzęta z wielkanocnego koszyka ustawianego w Rynku. Miejmy jednak nadzieję, że to już przeszłość.

Przeczytaj również: Dębiczanie chcieliby więcej patroli, kursów MKS i zieleni

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/12/2025 11:34
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama