To trzech zdarzeń drogowych doszło wczoraj na terenie powiatu dębickiego. Jedna osoba została przewieziona do szpitala w Rzeszowie.
Najpierw do policji dotarła informacja o upadku kierującego hulajnogą 14-letniego mieszkańca Żyrakowa. Jak ustalili mundurowi chłopiec jechał do swojego domu chodnikiem i z niewyjaśnionych przyczyn stracił panowanie nad jednośladem, a następnie upadł.
- Z jego relacji wynika, że do zdarzenia nie przyczynił się nikt inny, nikt nie zajechał mu drogi - mówi rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Dębicy podkom. Jacek Bator.
Obecna na miejscu załoga pogotowia ratunkowego podjęła decyzję o przewiezieniu poszkodowanego do rzeszowskiego szpitala. Następnie jeden z patroli został skierowany do do Głobikowej, gdzie doszło do dość nietypowego zdarzenia. Kierujący rowerem mieszkaniec Dębicy nie zachował ostrożności, zagapił się i uderzył w tył zaparkowanego fiata ducato.
- Rowerzysta ukarany został mandatem w kwocie 520 zł - dodaje rzecznik prasowy dębickiej komendy.
Do najechania na tył stojącego pojazdu doszło też na ul. Lwowskiej, tyle że w tym zdarzeniu udział brały dwa samochody. Kierujący audi a4 mieszkaniec powiatu mieleckiego zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, by przepuścić przechodzące osoby. W tył jego samochodu uderzył renault, za kierownicą którego siedział mieszkaniec Strzegocic.
- Sprawca tej kolizji ukarany został mandatem w wysokości 1400 zł oraz 10 punktami karnymi - wyjaśnia rzecznik dębickiej policji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeżeli chodzi o rowerzystę, to raczej 100 lat nie było takiego przypadku. Chociaż widziałem film: patrzenie w telefon i uderzenie głową w stojący samochód dostawczy. Hulajnoga nie jest zwykłym pojazdem podróżnym, trudności z hamowaniem i kierowaniem, nie siedzi się. Zwykle to nadmierna prędkość i brak ćwiczenia. Zauważam, że nie ma ścieżek rowerowych i cicho zza pleców wyjeżdżają hulajnogi i rowery, Nie ma możliwości zatrzymania, tylko szczęście. I absolutnie nie spotykam sygnałów dźwiękowych ostrzegawczych. Jeżeli ktoś zawinił brakiem przewidywania, to nie można tak cicho i ryzykować.
To ja byłem tym rowerzystą. Doceniam fakt, że nie znając okoliczności zdarzenia, powstrzymał się Pan od oceny. Ale w tym ma Pan rację, że pewnie 100 lat nie było takiego przypadku. Niestety, nie wyszedłem z tego cało, choć szczęście, że żyję. Pozdrawiam
Jeżeli chodzi o rowerzystę, to raczej 100 lat nie było takiego przypadku. Chociaż widziałem film: patrzenie w telefon i uderzenie głową w stojący samochód dostawczy. Hulajnoga nie jest zwykłym pojazdem podróżnym, trudności z hamowaniem i kierowaniem, nie siedzi się. Zwykle to nadmierna prędkość i brak ćwiczenia. Zauważam, że nie ma ścieżek rowerowych i cicho zza pleców wyjeżdżają hulajnogi i rowery, Nie ma możliwości zatrzymania, tylko szczęście. I absolutnie nie spotykam sygnałów dźwiękowych ostrzegawczych. Jeżeli ktoś zawinił brakiem przewidywania, to nie można tak cicho i ryzykować.
To ja byłem tym rowerzystą. Doceniam fakt, że nie znając okoliczności zdarzenia, powstrzymał się Pan od oceny. Ale w tym ma Pan rację, że pewnie 100 lat nie było takiego przypadku. Niestety, nie wyszedłem z tego cało, choć szczęście, że żyję. Pozdrawiam