Przez pierwsze trzy tygodnie Gucio siedział pod łóżkiem sztywny ze strachu, bez kontaktu z otoczeniem, niepanujący nad fizjologią, kiedy któreś z nas próbowało się do niego zbliżyć. Zorka siadała na łóżku i zaczynała wyć, wpatrując się w jeden punkt na ścianie. Ale nikt nie przebije Berki, która zżarła nam połowę mieszkania. Dosłownie. Nie zapomnę miny koleżanki, która przyjechała z zamiarem zostania na noc. Do domu weszłyśmy razem, aby stwierdzić, że nocleg jest niemożliwy, bo Bera rozniosła łóżko. Na kawałki.
Wszystkie te psy były adoptowane, wszystkie po przejściach, wszystkie z traumą, którą musiały przepracować w nowym domu, z naszą pomocą. Bywały chwile, że też miałam ochotę usiąść i wyć pod naporem wściekłości, żalu i pretensji do świata, gdzie można do tego stopnia skrzywdzić psa, że nie jest w stanie normalnie się zachować.
Jakoś tak końcem roku zawsze więcej ogłoszeń o adopcji psów – a tych za kratami schronisk są tysiące. Rozmaite fundacje i wolontariusze prześcigają się w zapewnieniach, że adoptując zmieniamy los psa, a ten odwdzięczy nam się po stokroć. Oraz że żaden nie kocha tak, jak ten przygarnięty.
Miałam w życiu wiele psów, w tym kilka z hodowli, zanim sumienie zakazało mi kupować, kiedy tyle innych pewnie nigdy nie doczeka własnych domów. Nie zauważyłam nigdy, by te z adopcji były bardziej wdzięczne i miłe. Zresztą dlaczego miałyby być? Jeśli zależy nam na psiej wdzięczności i to ma być główny powód adopcji – lepiej odpuścić. W ogóle najlepiej dać sobie spokój z przygarnięciem psa, jeśli jakiekolwiek względy przeważają nad powodem, który powinien być jedyny: dobro tego psa. I na tym właśnie opiera się ta zmiana jego losu.
To tak nie działa, że wdzięczny piesek otworzy przed nami swoje serce i pierwszego dnia zaśnie nam na kolanach. Może nigdy się tak nie stanie. Pies moich Teściów, uprowadzony z łańcucha staruszek, dał się im pogłaskać...po dwóch latach. Raczej trzeba się nastawić na mozolne przełamywanie lodów, siki na dywanie, wizyty u weta i cały wachlarz innych niespodzianek, na które – jak to na niespodzianki – nie zawsze jesteśmy przygotowani. Adopcja to nie kupno jeszcze jednego obrazka do kolekcji i zawieszenie go na ścianie z przekonaniem, że będzie pasował do pozostałych, gdyż taki właśnie był nasz zamiar.
Wzięliśmy ostatnio małą Krówkę, która jest pieskiem, ma chyba ze 12 lat, za to nie ma połowy zębów, więc bilans jakby się równoważy ;). Ani trochę nie chce być tym obrazkiem i wciąż warczy na resztę naszych zwierząt. Mimo to uważam, że to chyba najmniej kłopotliwa adopcjanka, jaką do tej pory mieliśmy. No, może poza Marcysiem, który po schronisku w Radysach, ogłady nabrał w Fundacji Duch Leona i do nas przyszedł pełen cnót wszelakich, którymi dumnie emanuje na co dzień.
Niezmiernie lubię, kiedy ludzie bardzo długo rozważają przygarnięcie psa. Kiedy są niezdecydowani, pełni wątpliwości, wręcz wydaje się, że kapryszą i cudaczą. Wolę takich niż innych, którzy lecą z otwartymi ramionami, by za dwa tygodnie zwrócić zwierzę, bo nie byli przygotowani na to, z czym przyszło im się zmierzyć.
Decydując się na psa ( i każde inne zwierzę, nie tylko z adopcji), dostajemy żywą, czującą istotę. Nie ma się co nastawiać, że dziś zadzieje się to, a jutro coś innego – bo takie są nasze wyobrażenia o relacji ze zwierzęciem, które przyjęliśmy pod swój dach. W praktyce to nie takie proste. Dużo słyszałam dobrych rad dla tych, którzy adoptują. Najtrafniejsza to ta, by dać psu spokój, czas i przestrzeń. Temu tuż po adopcji zwłaszcza.
A przy okazji - Berka, Zorro i Gucio „wyrośli” na świetne psy...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bertusia (ta od łóżka) była żywym przykładem, że każdemu pieskowi należy się szansa, danie mu czasu i cierpliwości. Tak cudnego zwierzaka , pełnego miłości i do ludzi i takiego wulkanu pozytywnej energii (mimo traumatycznej przeszłości) nie spotkałam nigdy. Chociaż Bercia była psem Agnieszki, (albo Agnieszka człowiekiem Berci), a ja w ich domy bywałam tylko w gościach, to jako niej pomyślę to zaczynam tęsknić za tą zaślinioną mordką. Ps. Aga, a pamiętasz jak Berta z Nandą nie wpuściły mojego męża do łóżka , bo postanowiły, że będę spać z nimi i bidok musiał kimać na podłodze, a jak królowa w Waszym gościnnym łóżku (tym nie zjedzonym) z nimi dwiema ????
Wszystko prawda. Lepiej 5 razy się zastanowić, niż po raz kolejny skrzywdzić zwierzę, które swoje już w życiu przeszło.
Fajerwerki są nie tylko odpalane na początek nowego roku. Odpusty takie i siakie też są uświetniane prostackimi zabawami z hukiem. Mój pies również mocno to przeżywał i rozumiał więcej niż niejeden człowiek.
Bertusia (ta od łóżka) była żywym przykładem, że każdemu pieskowi należy się szansa, danie mu czasu i cierpliwości. Tak cudnego zwierzaka , pełnego miłości i do ludzi i takiego wulkanu pozytywnej energii (mimo traumatycznej przeszłości) nie spotkałam nigdy. Chociaż Bercia była psem Agnieszki, (albo Agnieszka człowiekiem Berci), a ja w ich domy bywałam tylko w gościach, to jako niej pomyślę to zaczynam tęsknić za tą zaślinioną mordką. Ps. Aga, a pamiętasz jak Berta z Nandą nie wpuściły mojego męża do łóżka , bo postanowiły, że będę spać z nimi i bidok musiał kimać na podłodze, a jak królowa w Waszym gościnnym łóżku (tym nie zjedzonym) z nimi dwiema ????
Wszystko prawda. Lepiej 5 razy się zastanowić, niż po raz kolejny skrzywdzić zwierzę, które swoje już w życiu przeszło.
Fajerwerki są nie tylko odpalane na początek nowego roku. Odpusty takie i siakie też są uświetniane prostackimi zabawami z hukiem. Mój pies również mocno to przeżywał i rozumiał więcej niż niejeden człowiek.