Niedziela 13 listopada będzie dla Pawła Ochaba już zawsze dniem wyjątkowym. To wtedy ukończył maraton w Atenach, pierwszy w swym życiu.
- Marzenie zostało spełnione - pierwszy w życiu maraton ukończony, cieszy tym bardziej, że w wyjątkowym miejscu, gdzie wszystko się zaczęło - podsumował start na swoim profilu na FB.
Wystartował w nim z kolegami z pracy. Z jednym z nich planował to już kilka lat temu, ale wtedy jeszcze nie czuli się na tyle pewnie, żeby powalczyć z tak długim dystansem, więc odpuścili.
We wrześniu Paweł Ochab otrzymał kolejną propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia. Może polecieć do Grecji, jeśli zdecyduje się na start najpóźniej w ciągu tygodnia.
- Nie wahałem się ani chwili, od razu powiedziałem tak - podkreśla.
W tak ekspresowym podjęciu decyzji pomógł mu jeden istotny fakt. Wiedział, że limit czasowy na pokonanie trasy z Maratonu do Aten jest znacznie mniej restrykcyjny niż w innych biegach na 42 km i 195 m. Tu do mety musiał dotrzeć w mniej niż osiem godzin. W innych maratonach nie można przekroczyć sześciu.
Poza tym trasa, którą się pokonuje, jest jedną z najpiękniejszych na świecie. Z jednej strony morze, z drugiej góry. To wszystko można zobaczyć, jeśli uczestnik nie nastawia się na dobry wynik, a bierze udział po to, by mieć satysfakcję z ukończenia.
Sprzyjała też pogoda. Kiedy blisko 20 tysięcy biegaczy ruszało do przodu było 16 st. C. W trakcie biegu temperatura nie przekraczała 23 st. C.
- Być może dla zawodowych biegaczy było za ciepło, dla mnie było idealnie - zauważa Paweł Ochab.
Dębiczanin podkreśla również perfekcyjną organizację. Wszyscy uczestnicy mogli liczyć na pomoc medyczną w kryzysowych momentach. Punkty żywieniowe były dobrze zaopatrzone i rozstawione wystarczająco ciasno.
- No i jeszcze jedna rzecz, ten fantastyczny doping kibiców, którzy rozstawieni byli przy całej trasie. Nieśli nas i pozwalali przezwyciężać słabości - opowiada.
Także dzięki nim metę osiągnął na długo przed limitem i w dobrej kondycji. Do startu przygotowywał się biegając po kilkanaście kilometrów dwa razy w tygodniu. Dodatkowe 7-8 km pokonywał jako sędzia podczas meczów piłkarskich. Przyznaje, że to też ułatwiło mu przygotowania.
Kiedy pytam, czy wystartuje w kolejnym maratonie, jeszcze tego nie wie. Ale przyznaje, że taka możliwość bardzo go kusi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze