Reklama

Nie mamy porównania, czyli o tym, jak trudno ustrzec się przed pandemicznym fake newsem

11/12/2020 10:15

W czasach pandemii dezinformacja ma się doskonale. Bo dla wszystkich nas - czytelników i dziennikarzy - to nowa sytuacja.

Pojęcie fake news, z którym spotkał się każdy odbiorca mediów, a zwłaszcza tych funkcjonujących w sieci, to nic innego jak określenie na dezinformację. Czyli wprowadzenie w błąd. Przy czym, co ciekawe, nie zawsze celowe.

W raportach zdarzeń, jakie do naszej redakcji przesyłają strażacy funkcjonuje określenie: alarm fałszywy w dobrej wierze. Stosowane jest w przypadkach, kiedy ktoś powiadomił strażaków o zagrożeniu, np. pożarze, po czym okazywało się, że nic się nie pali. Z częścią fake newsów jest podobnie. Powstają w wyniku błędu, przyjęcia za prawdziwą spreparowanej informacji. W świat wypuszczane są jednak nie po to, żeby uderzyć w konkretną osobę lub społeczność. Chociaż finalnie taki mogą mieć skutek, ich założeniem jest edukacja poprzez konkretne wskazówki.

Przykład takiego działania w swojej publikacji zatytułowanej Bezpieczni w sieci, pokazuje Beata Biel, szefowa projektu fact-checkingowego (weryfikującego fakty, dane i doniesienia medialne).

Opisuje artykuły, które od kilku lat krążą w internecie jako instrukcja postępowania w przypadku zawału serca. Autorzy tego poradnika dowodzili, że osoba, która zaczyna odczuwać silny ból klatki piersiowej, ramienia i szczęki ma tylko 10 sekund, by uratować się przed zbliżającym się zawałem. A właściwie opóźnić go na tyle, by bezpiecznie dotrzeć do szpitala. Materiał zawierał konkretna poradę, by w takim przypadku wielokrotnie głęboko i długo kaszleć.

Tymczasem - jak pisze Beata Biel - towarzystwa kardiologiczne, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, od lat przestrzegają przed szkodliwością tej porady.

Największy problem w tym, że to właśnie artykuły dotyczące zdrowia i jego ratowania cieszą się ogromną popularnością czytelników i dla wielu stanowią zbiór wskazówek, wedle których należy postępować, by jak najdłużej cieszyć się dobrą formą. Biorąc zaś pod uwagę, że takie materiały często powstają po konsultacji z wątpliwej jakości samozwańczymi specjalistami, tylko krok stąd do katastrofy, zagrażającej zdrowiu i życiu ludzi.

Czasy, w których żyjemy są pod tym względem specyficzne. Prawie każde medium zaczyna serwis od wiadomości dotyczących koronawirusa. W zalewie tych wiadomości nie sposób ustrzec się przed fake newsami, które - podobnie jak antyzawałowy poradnik - zaczynają żyć własnym życiem, zataczając coraz szersze kręgi w świadomości masowego odbiorcy.

Ich wydźwięk oddają komentarze czytelników. Przykładem takiej dezinformacji może być powielane przekonanie, że szczepionki przeciwko covid-19 będą obowiązkowe, a nawet przymusowe. To typowy fake news, bo jak do tej pory żadne wiarygodne źródło nie potwierdziło, że taki obowiązek będzie.

Niemniej jednak warto zaznaczyć, że stan pandemii dla wszystkich, w tym także dziennikarzy, jest doświadczeniem na tyle wciąż nowym, że łatwo wpaść w pułapkę przekłamań. Przede wszystkim dlatego, że nie mamy porównania do analogicznej sytuacji w przeszłości. A co za tym idzie przekłamane dane nie wydają się alarmujące i nie wzbudzają czujności.

Zainteresowanie doniesieniami dotyczącymi pandemii jest ogromne, o czym świadczy chociażby liczba odsłon takich wiadomości na naszym portalu debica24.eu. I, mimo że jako dziennikarze przykładamy do ich wiarygodności dużą wagę, wykorzystując przy redagowaniu wszelkie możliwe źródła, zdarza się, że ich interpretacja odbiega od pierwotnego zamierzenia.

Materiał powstał w ramach projektu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych z Polsko-Amerykańską Komisją Fulbrighta „Media bliżej ludzi”, finansowanego ze środków Departamentu Stanu USA.

Reklama

Norweska minister przeciwko strefom wolnym od LGBT. Ale co my mamy z tym wspólnego?
Bo plotka zawsze uderza w człowieka

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama