Patrzę na termometr za oknem (a na nim 10 stopni na minusie) i przyprószonego śniegiem naszego psa - azjatę Marcysia, również za oknem. Leży sobie cały szczęśliwy pod świerkiem, mimo że do dyspozycji ma dwie ocieplane budy wypełnione słomą. Wiem, że jeśli zmarznie, przeniesie się na taras, gdzie na podkładce ze styropianu czeka na niego ciepły gruby materac. A jeśli zmarznie jeszcze bardziej, zapuka w szybę łapą, z żądaniem, by wpuścić go do domu - przy czym to ostatnie jeszcze się nie zdarzyło. To wielki pies, z grubym futrem ocieplonym podszerstkiem, dobrze odżywiony, który może się swobodnie przemieszczać po całym obejściu.
Zatem podziwiam mojego azjatyckiego yeti, a za chwilę rozmawiam z Czytelniczką. Dzwoni z prośbą o interwencję w sprawie trzech psów w Głowaczowej, które ani sierści chroniącej ich przed zimnem nie mają, ani za dobrze odżywione nie są, a i o postawieniu dla nich ocieplonych bud nikt nie zadbał. O sytuacji poinformowałam urzędników z gminy Czarna, obiecali, że podjadą, skontrolują.
Ile takich psów nie przeżyje tej zimy? Zamarzną zwinięte w ciasny kłębek, by choć przez chwilę osłonić się przed wiatrem i mrozem. Ich tzw. opiekunowie, a w rzeczywistości oprawcy, wyrzucą truchło gdzieś w lesie, a wiosną od sąsiada przyniosą do swojej zagrody szczeniaczka. Jeśli będzie miał szczęście i geny przodków zapewnią mu grube futro, może przeżyje kolejną zimę. Może...
Przez kilka lat byłam społecznym inspektorem do spraw ochrony zwierząt. Pamiętam niejedną interwencję, kiedy okazywało się, że właściciel... nie miał świadomości, że psu w upał chce się pić bardziej, a bez ciepłej budy i na łańcuchu marznie. Nie do wiary, ale tak było. Czasami wystarczyło pogadać, pokazać, palcem, gdzie problem, żeby poprawić los nieszczęśnika na podwórku. Bywało i tak, że trzeba było psa zabrać i szukać mu lepszego domu. Jednak zawsze pierwszym i najważniejszym było zareagować.
Co z tego, że są przepisy regulujące dobrostan zwierząt również domowych, chociaż w przypadku ogromnej rzeszy braci mniejszych, powinniśmy raczej mówić o złostanie. Tych przepisów wielu właścicieli nie przestrzega, z przeświadczeniem, że nie grozi im za to żadna kara. Żaden mandat, społeczne napiętnowanie czy choćby niechęć najbliższego sąsiada.
I co z tego, że są urzędnicy, których zadaniem jest kontrola warunków, w jakich żyją zwierzęta. Raz, że jest ich za mało, by wszędzie dotrzeć, dwa, ze nie są jasnowidzami, którzy w kryształowej kuli widzą, gdzie zwierzętom dzieje się krzywda. Trudno ich zatem winić. Oczywiście winni są przede wszystkim właściciele.
Ale i my, którzy widząc trzęsącego się z zimna psa, przechodzimy mimo. Nie reagować to tak, jakby dawać przyzwolenie - na cierpienie, na krzywdę, na złostan. Po prostu - godzić się na zło.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze