Około 70-80 osób zebrało się na Placu Braci Lipieniów, by uczcić rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, ale także po to, by - jak mówili - sprzeciwić się demolowaniu Polski.
Spotkanie rozpoczęło się od odśpiewania całego Mazurka Dąbrowskiego, a następnie uczczono minutą ciszy osoby, które straciły życie w stanie wojennym. Rocznica jego wprowadzenia była także pretekstem do tego, by zebrani mogli zamanifestować niezadowolenie wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości. Miejsce spotkania Strajku Obywatelskiego nie było przypadkowe. Przeciwnicy PiS spotkali się pod oknami biura poselskiego Jana Warzechy.
- Czy są tutaj jacyś cykliści? - pytała prowadząca strajk
- Tak - odpowiedzieli zebrani.
- A czy są tutaj jacyś wegetarianie? - dopytywała.
Znów padła twierdząca odpowiedź. W ten sposób mieszkańcy miasta i powiatu odnieśli się do słów ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który w wywiadzie dla niemieckiego Bilda m.in. tymi słowami określał przedstawicieli Komitetu Obrony Demokracji.
Zebrani podnieśli rękę do góry, kiedy padło pytanie, czy na Placu Braci Lipieni są ludzie gorszego sortu. Tu z kolei odnieśli się do słów prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
- A czy są tutaj ludzie w futrach? Nie, nie ma. Złodziei też nie ma - powiedziała prowadząca.
- Panie prezesie Kaczyński, melduję, że nie ma tutaj złodziei. Nic nikomu nie ukradliśmy - dodała.
Cała manifestacja przebiegała w spokojnej atmosferze, choć nie obyło się bez drobnego incydentu. W miejscu strajku pojawił się mężczyzna, który gwizdał oraz krzyczał hasło: cała Polska z was się śmieje. Po krótkiej wymianie zdań z funkcjonariuszami policji opuścił plac.