Od zawsze były z nami psy jeśli nie wielkie, to co najmniej dość spore - takie, jak boksery, które pierwsze skradły nasze serca. Po nich nastały i panują do dziś azjaty, nie bez powodu nazywane przez nas pieszczotliwie cielakami. Przez wiele lat nawet nie braliśmy pod uwagę, że do stada dołączy mały pies. No, chyba że znajdziemy w lesie, przywiązanego do drzewa, to przecież nie zostawimy na pastwę losu i tegoż lasu. No i znaleźliśmy! Wprawdzie nie przywiązanego, ale zagubionego, głodnego i przerażonego. Spędził u nas jedną noc, rankiem odnalazł się właściciel. Po tym jak Murzyn odjechał z nim do Lipin, skąd zwiał na randkę i zapędził się w środek lasu, spojrzeliśmy na siebie i było wiadomo: szkoda.
Ale jeszcze i wtedy broniłam się przed małym psem. Do czasu, kiedy w przytulisku w Podgrodziu nie trafiliśmy na Gucia. Nadal się broniłam, ale coraz słabiej, bo mąż się uparł. I tak zamieszkał z nami piesek wielkości jamnika skrzyżowanego z ratlerkiem oraz z miniaturowym krokodylem, na co wskazywała jego wiecznie rozwarta paszczęka.
Baliśmy się wprawdzie, jak sobie poradzi na długich spacerach i w kontaktach z cielakami, ale poradził sobie doskonale, rozkochując nas w sobie do szaleństwa.
Kiedy niespodziewanie odszedł na drugą stronę tęczy, wiedzieliśmy, że miejsce w naszych sercach skrojone specjalnie pod małego psa, nie może pozostać puste. Dwa tygodnie później w naszym życiu pojawiła się Zorka, półdiablę z Białegostoku, a jakiś czas potem jeszcze mniejsza Krówka z azylu w Bobrowej.
Ale to Gucio był tym, który pokazał nam, że mały czy duży - pies jest psem. Każdy potrzebuje spokoju, przestrzeni, kontaktów z innymi psami, spacerów, przygód i poważnego traktowania. Szacunku. Każdy jest autonomiczną jednostką, istotą czującą, myślącą, z prawem do podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji.
Tymczasem odnoszę wrażenie, że ze wszystkich psów na świecie, te małe mają najbardziej przechlapane. Traktowane jak zabawki, izolowane od swoich pobratymców, bo przecież każdy wielkopies o niczym innym nie myśli, jak o pożarciu naszej słodkiej kruszynki. Noszone na rękach wbrew swojej woli i przestawiane z miejsca na miejsce. Wyobrażacie sobie podnoszenie do góry 70-kilogramowego psa? Albo transportowanie pod pachą takiego choćby 20-kilowego? No nie! Dlaczego zatem uważamy, że możemy to robić tym małym? Czy są gorsze przez to, że jesteśmy w stanie całkowicie nad nimi zapanować? Wczujmy się na chwilę w ich sytuację. Fajnie?
Znam małe psy, które nigdy nie postawiły łapy na trawie. Całe życie spędzają w mieszkaniach, załatwiając swoje potrzeby do kuwet. Znam i takie, które - choć bardzo tego chcą - nie dostaną nigdy szansy na kontakty z innymi psami. Takie, które służą za breloczek do kluczy: wyfryzowane, wypachnione, noszone w torebce.
Nie wiedzą, co to spacer po lesie, kąpiel w rzece, tarzanie się w błocie, węszenie w stercie liści, zabawa z kolegą...
Myślicie, że są szczęśliwe?
Na głównym zdjęciu Gucio. Na pozostałych Zorka, Krówka oraz Marcyś ( dla porównania gabarytu ;))
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super napisane i składnia do refkeksji. Bardzo lubię Pani wpisy, czekam na więcej.
Jak zawsze w punkt????żyłam i żyję z dużymi i małymi psami, cały czas uczę się jak postępować aby była to przyjemność dla nich i dla mnie????Ten blog otwiera oczy wiele ciekawych aspektów naszego wspólnego życia.
Gucio był świetnym, małym kundelkiem, rozdającym całusy tym, którym zaufał - czyli Tobie :) Pieprzony los odebrał go Wam... Ma godne następczynie i wierzę, że zawsze już będzie u Was miejsce dla "małego pieska" ;-) Doskonale pamiętam chwilę, w której odebrałam wiadomość o tym, że Gucio odszedł... I jaka byłam zła na ten los, który go spotkał. Niemierzalna bezsilność. Ty odczuwałaś ją milion razy bardziej... Sens jego odejściu nadaje to, że małe pieski już zawsze będą. Kocham Was za to
Super Aguś
Super napisane i składnia do refkeksji. Bardzo lubię Pani wpisy, czekam na więcej.
Jak zawsze w punkt????żyłam i żyję z dużymi i małymi psami, cały czas uczę się jak postępować aby była to przyjemność dla nich i dla mnie????Ten blog otwiera oczy wiele ciekawych aspektów naszego wspólnego życia.
Gucio był świetnym, małym kundelkiem, rozdającym całusy tym, którym zaufał - czyli Tobie :) Pieprzony los odebrał go Wam... Ma godne następczynie i wierzę, że zawsze już będzie u Was miejsce dla "małego pieska" ;-) Doskonale pamiętam chwilę, w której odebrałam wiadomość o tym, że Gucio odszedł... I jaka byłam zła na ten los, który go spotkał. Niemierzalna bezsilność. Ty odczuwałaś ją milion razy bardziej... Sens jego odejściu nadaje to, że małe pieski już zawsze będą. Kocham Was za to