Reklama

Katarzyna Bosacka może trafić do rodziny w Dębicy

Miejska i Powiatowowa Biblioteka Publiczna w Dębicy zaprosiła w piątkowe popołudnie na wyjątkowe wydarzenie, które łączyło naturę, naukę oraz zdrowy tryb życia i kształtowanie dobrych nawyków.

Jego gościem specjalnym była Katarzyna Bosacka, dziennikarka, publicystka, zajmująca się tematyką zdrowego stylu życia, żywności i urody oraz świadomej konsumpcji. Znana z programów telewizyjnych: Wiem, co jem i Wiem, co kupuję.

Ta przed wykładem udzieliła nam krótkiego wywiadu, w którym zdradziła też plany na przyszłość i wspomniała, że być może nie jest to jej ostatnia wizyta w naszym mieście.

Reklama

W jakim stopniu to, o czym pani dziś mówi, wynika z pani doświadczenia?
Staram się uprawiać dziennikarstwo, które jest prawdziwe i autentyczne. Książki, które piszę wynikają z pewnego doświadczenia.
Kiedy byłam młodą mamą, miałam trójkę małych dzieci i bardzo dużo gotowałam w domu różnych potraw, zauważyłam że polskie produkty spożywcze - a były to lata dwutysięczne - jakoś się tak dziwnie zachowują. Parówki pękają w czasie gotowania, chleb nam się kruszy, masło jest jakieś dziwne.
Zaczęłam czytać etykiety i okazało się, że wszystkie te produkty jakoś tam były podrobione. Napisałam książkę z panią prof. Kozłowską-Wojciechowską Czy wiesz, co jesz. Poradnik konsumenta, no i z tego wziął się program.
Kiedy mój były mąż był ambasadorem w Kanadzie, jak szukałam odpowiedzi na to w jaki sposób pokazać nowoczesny sposób, sezonowy, polską kuchnię, tak żeby ona nie była ciężka, tłusta, ale żeby była atrakcyjna dla dyplomatów i żeby była naszą wizytówką w świecie i napisałam książkę Nowoczesna kuchnia polska.
To wszystko wynika z ogólnego zapotrzebowania, ale też moich potrzeb, bo przy tak dużej rodzinie, a wtedy kiedy pisałam ostatnią książkę Obiad za mniej niż 5 złotych, mieliśmy czwórkę dzieci, byliśmy taką podwójną polską rodziną, bo obecnie to jest 2+1, więc to też nie jest tak, że w takiej rodzinie się przelewa. Myślałam o tym, jak gotować ekonomicznie, ale nadal zdrowo i atrakcyjnie i żeby to nie był ziemniak na 365 sposobów. Taka książka jest odpowiedzią na inflację i na drożyznę.



Czy to oznacza, że jest pani ambasadorką zdrowego żywienia?
Zawsze byłam ambasadorką zdrowego żywienia i będą nią nadal. Robię to w internecie, na wszystkich możliwych nośnikach można mnie znaleźć. Robię to w telewizji, zapraszam do Pytania na śniadanie Kupuj z Bosacką.
W lutym pojawi się nowy program Top Gary. Gotuj z Bosacką, gdzie będę jeździła do rodzin polskich w różne miejsca, być może trafię do Dębicy, i pokazywała, jak robić zakupy spożywcze, jak gotować ekonomiczne, jak gotować zdrowiej, jak przekonać dzieci, ale też i dorosłych do większego spożycia warzyw.
Będzie to taki program też bardzo edukacyjny, bo to, co ja robię, to nie jest ani celebryctwo, raczej nazwałabym to dziennikarstwem specjalistycznym i wiedzowym, bo ja tę wiedzę sama pozyskuję dla siebie, bo mnie to bardzo interesuje i potem przekazują ją innym.

Co pani wynosi z takich spotkań, jak to dzisiejsze w Dębicy?
Niezwykłą energię, odpowiedź na to, że to, co robię, ma sens. Robię to od lat, od lata sama uczę siebie, ale też uczę innych, jak robić zakupy spożywcze. Ten rynek się bardzo dynamicznie zmienia. W tej chwili mamy dwa zasadnicze problemy. Po pierwsze: wszystko jest mniejsze, po drugie: bardzo wiele produktów jest podrobionych, mamy coraz więcej substytutów masła, sera, no bo jedzenie jest drogie, widzimy to wszyscy, chociaż już ta inflacja wystopowała na szczęście, ale nadal zakupy spożywcze pochłaniają lwią część budżetów rodzinnych w Polsce. Możemy mieć różne hobby, ale zjeść musimy wszyscy i pójść do sklepu spożywczego musimy wszyscy i dokonać lepszych lub gorszych wyborów.

Reklama

Katarzyna Bosacka nie była jedyną prelegentką w czasie tego spotkania. Jako pierwsza głos zabrała bowiem Lucyna Samborska, właścicielka apteki Melisa, która jest także zastępcą prezesa Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Tematem jej wystąpienia była lecznicza moc natury zarówno w terapii, jak i w kosmetologii. Zwracała w nim uwagę przede wszystkim na właściwe stosowanie preparatów czy leków roślinnych.

- Te kojarzą się nam z bezpieczeństwem i dobrze, że korzystamy z mocy natury, ale musimy właściwie z niej korzystać, bo lek roślinny to również lek - zauważa Lucyna Samborska.

Reklama

Zwracałą uwagę na działania niepożądane, na interakcje w jakie wchodzą leki roślinne czy preparaty pochodzenia roślinnego, nawet te miodopodobne, czy to pyłek, czy mleczko pszczele.

- Jak się denerwujemy przed operację, to stosujemy środki na uspokojenie. Sięgamy po walerianę, czyli kozłek lekarski lub melisę. No i tu jest ważna sprawa, bo operacje są robione pod narkozą, a kozłek lekarski przedłuża jej działanie - tłumaczyła zebranym farmaceutka.

Lucyna Samborska dodaje, że dobrze robimy, kiedy uzupełniamy terapię korzystając z leków roślinnych, ale musimy wiedzieć o zagrożeniach. W czasach kiedy w Polsce mamy do czynienia wręcz z lekomanią, dobrze jest w niektórych schorzeniach wprowadzać leki naturalne.

Reklama

- Ale trzeba wiedzieć, jak dobrać jego dawkę, jaka jest substancja czynna, czy ta nie wchodzi w interakcje z lekami przepisanymi przez lekarza albo z innymi suplementami, które stosujemy - podkreśla Lucyna Samborska.

Monika Rojek-Kałek, dyrektor MiPBP w Dębicy miała w planach zorganizowanie tego wieczoru na zewnątrz i zaproszenie jeszcze więcej wystawców. Niestety szyki pokrzyżowała jej pogoda. Ale i tak goście, którzy zdecydowali się przyjść do biblioteki mogli skorzystać z warsztatów herbacianych, odkryć relaksującą moc lawendy i poznać tajniki pszczelarstwa.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/10/2025 16:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama