Jednym z ulubionych miejsc Julki jest Ochronka Sióstr Służebniczek w Dębicy. Ma tu koleżanki i kolegów, z którymi uwielbia się bawić. Jednym z nich jest chłopiec z zespołem Downa. Może dlatego, że sama jest niepełnosprawna, to jego stara się otoczyć opieką i pomóc wtedy, kiedy tego potrzebuje.
Julka urodziła się z głębokim obustronnym niedosłuchem, ale rodzice nie od początku o tym wiedzieli. Podczas jednego z badań przesiewowych okazało się, że ma zatkane kanaliki łzowo-nosowe. Lekarze próbowali je przetkać, ale ich próby nie powiodły się. Wydawało się, że konieczna będzie operacja. Tej ostatecznie udało się uniknąć, dzięki zastosowaniu odpowiedniego lekarstwa i masażom.
Konieczny był implant
Małgorzata i Waldemar Drągowie coraz bardziej obawiali się, że ze słuchem ich córki coś jest nie tak. Próby przeprowadzone w Rzeszowie potwierdziły niestety ich domysły. Kupili za 10 tys. zł aparat słuchowy, dzięki pomocy, jaką uzyskali z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, Zakładu Usług Miejskich i od wójta gminy Dębica.
Rehabilitacja nie przynosiła jednak oczekiwanych skutków. Julka nadal nie słyszała. Dowiedzieli się, że jedynym ratunkiem może być wszczepienie implantu ślimakowego. Trafi li do szpitala w Kajetanach do prof. Henryka Skarżyńskiego. Na zabieg czekali ponad pół roku, bo pojawiały się kolejne problemy.
W pierwszym terminie była chora, w drugim anestezjolog odmówiła jej uśpienia, bo słyszała jakieś szmery w klatce piersiowej. Udało się za trzecim podejściem. Kiedy rany się zagoiły, Julka dostała tzw. procesor mowy, czyli urządzenie odpowiadające za właściwe funkcjonowanie implantu ślimakowego.
Bez procesora ani rusz
Wtedy dopiero rodzice zauważyli, że córka reaguje na bodźce dźwiękowe. Wiedzeni tą nadzieją, jeździli z nią do Warszawy i Krakowa, by wyregulować głośność urządzenia. Z dzieckiem pracowała też rehabilitantka z fundacji Dźwięki Marzeń w Krośnie. Przyjeżdżała co tydzień na 2 godziny.
Julka przyzwyczaiła się do tego, że dźwięki docierają do jej mózgu dzięki implantowi. Za jego poprawne działanie odpowiada zasilany baterią procesor zamontowany w opasce na jej głowie. Kiedy ten przed kilkoma miesiącami się popsuł, przeżyła koszmarny tydzień.
- Nie chciała nawet chodzić do przedszkola, które bardzo lubi - opowiada Małgorzata Drąg.
Awaria przydarzyła się tuż po zakończeniu okresu gwarancyjnego. Rodzice złożyli wniosek o nowy, ale dostaną go najwcześniej za dwa lata. Trzeba było więc naprawić stary. Polska firma, która zajmuje się dystrybucją procesorów, serwisu nie prowadzi. Wysłała urządzenie do Wielkiej Brytanii, ale rodzice musieli wcześniej wpłacić prawie 2 tys. zł.
1 procent do szczęścia
Zanim załatwili wszystkie formalności, Julka przez tydzień nie słyszała. Odżyła dopiero wtedy, gdy dostała zastępczy sprzęt. A teraz korzysta już z tego naprawionego, czekając w kolejce na nowy.
Waldemar i Małgorzata Drągowie starają się, by urządzenia, które decydują o kontakcie ich córki z otoczeniem, działały jak najdłużej. Kupili osuszacz do procesora, chcą też zainwestować w mikrofon, dzięki któremu dziewczynka będzie lepiej słyszała nauczycieli, kiedy już pójdzie do szkoły podstawowej. A od września ma rozpocząć naukę w SP nr 11.
Mogą to robić także dzięki pomocy, jaką otrzymują od rozliczających się z fiskusem, którzy przekazują Julce 1 procent podatku. Julka jest podopieczną Fundacji Dzieciom Zdążyć z pomocą:
KRS: 0000037904
Dopisek: 16317 Drąg Julia
Pieniądze przydadzą się też na zakup baterii i filtrów do procesora mowy, ubezpieczenie implantu i dalszą rehabilitację.
- Tym, którzy dotychczas przekazywali Julce 1 procent, jesteśmy naprawdę bardzo wdzięczni - mówi Małgorzata Drąg.