Reklama

Emilka żyje, bo na rezonans nie musiała czekać pół roku

23/03/2018 09:42

Choć ma 3 lata, Emilka jeszcze nie mówi i nie chodzi. Niedawno nauczyła się dopiero siadać. Urodziła się już z wodogłowiem, ale rodzice na właściwą diagnozę musieli czekać prawie pół roku. Życie uratował jej telefon wykonany przez mamę Elżbietę Baran do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Zaniepokojona stanem córki nie chciała czekać pół roku na wykonanie rezonansu. Teraz, jak przyznaje, może już o tym mówić na spokojnie.

Emilka urodziła się 17 listopada 2014 r. w szpitalu w Tarnowie. Po przyjściu na świat ważyła 2,2 kg, a więc dość dużo poniżej normy. Elżbieta Baran przy wypisie z oddziału odebrała skierowanie na dodatkowe badania. Miała je wykonać po dwóch tygodniach. Tak też zrobiła, a dwa dni później dostała telefon, że musi natychmiast zgłosić się z córką do szpitala, bo niemowlę jest bardzo chore, wręcz umierające.
- Poprosiliśmy więc księdza, ochrzciliśmy szybko małą i pojechaliśmy do Tarnowa - opowiada mama.

Zespół Dandy-Walkera?
Zgłosili się do szpitala, w którym Emilka się urodziła, ale zostali odesłani
do nowego, tego pod patronatem św. Łukasza. Tam dziecko przeszło pierwszą tomografię. Lekarze podejrzewali, że ma zespół Dandy-Walkera. Jest to zaburzenie
rozwojowe w obrębie tylnej jamy czaszkowej, cechujące się zamknięciem otworów odpływowych komory czwartej i następczym wodogłowiem.
- Jako mama od początku miałam podejrzenia, że coś jest nie tak - mówi Elżbieta Baran.
W stosunku do reszty ciała dziewczynka miała bardzo dużą głowę. Z wynikami badania rodzice udali się do Prokocimia. Od stycznia do marca 2015 r. jeździli
tam kilka razy. Emilka miała drugą tomografię, a dodatkowo również USG. Lekarze uspokajali, że wszystko jest w porządku, bo komora się nie poszerza. Potwierdzenie miał dać rezonans, na który zostali zaproszeni... na wrzesień.

Reklama

A w Łodzi w marcu
Elżbieta Baran jednak w to nie wierzyła. Obserwując córkę, czuła, że głowa musi ją bardzo boleć. Mała często nie płakała, a jak to określa jej mama, wręcz krzyczała. Od innej matki dostała numer telefonu do prof. Emilii Nowosławskiej
z Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Zadzwoniła w piątek, opisała wszystkie objawy najlepiej, jak potrafiła, a w poniedziałek 31 marca była już w Łodzi. Rezonans został zlecony od razu. We wtorek była diagnoza. Wykluczony został
zespół Dandy-Walkera, potwierdzone wodogłowie aktywne. Stan był poważny, więc lekarze od razu zdecydowali się na założenie Emilce zastawki komorowo-otrzewnej,
która miała odprowadzać gromadzący się do tej pory w komorze bocznej płyn do jamy otrzewnej.
- To uratowało jej życie - jest pewna Elżbieta Baran.

Zastawka pomogła
Późniejsze kontrole wykazywały, że komory się zmniejszają. Przez dwa i pół roku obwód głowy Emilki zwiększył się zaledwie o 2 cm. Obecnie nie odbiega ona od proporcji dla zdrowego dziecka. Emilka od początku była pod opieką Specjalistycznej Placówki Wsparcia Dziennego i Wczesnego Wspomagania Rozwoju Dziecka w Dębicy. Prowadziła ją Anna Laskowska, pomagając w rozwoju psychoruchowym. Opiekuje się nią zresztą do tej pory, teraz już jako pracownica Terapeutycznego Przedszkola Radości.

Reklama

Emilka nie chce jeść
Dziewczynka ma stwierdzone upośledzenie w stopniu umiarkowanym. Miała prawie 3 lata, kiedy zaczęła siadać, a powinna w wieku 8 miesięcy. Sposób jej obecnego
zachowania jest charakterystyczny dla dziecka, które kończy rok. Waga zresztą też, bo Emilka ma ledwie 9 kg. Na dodatek nie chce jeść.
Pieniądze z 1 procenta rodzice chcą przeznaczyć na dalszą diagnostykę córki. Ważne jest bowiem znalezienie właściwej dla Emilki diety, by mogła nabrać masy mięśniowej, która ułatwi jej postawienie pierwszego samodzielnego kroku. W formularzu PIT należy wpisać nr KRS: 0000008843 i podać cel szczegółowy: Dla Emilki Baran.

Aplikacja na Androida

Reklama


Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama