Reklama

Dzień Kota świętują po pięciokroć

17/02/2023 19:06

Swoich mają czwórkę, ale Kisiel codziennie przychodzi do przedszkola. Pipi przyjechał na wakacje i został. Teraz boi się, żeby nikt go nie zabrał.


Na spotkanie umawiam się z kocią mamą, Agnieszką Siuzdak. Ale już po 5 minutach wizyty w jej mieszkaniu wiem, że spotkałam zakocone małżeństwo. Mąż pani Agnieszki Tomasz, z równą, co żona swadą potrafi opowiadać o każdym z ich podopiecznych.
No to tak. Najpierw był Mruczek, kiedy jeszcze mieszkali na Matejki. Mruczek był kotem wychodzącym i pewnego dnia zginął potrącony przez samochód. Ale niedługo wcześniej swoim opiekunom przyprowadził koleżankę. Okazało się, że kocia panienka jest w ciąży. Dziś z Siuzdakami mieszka córka tej pary Misia.
- Jakby przeczuł, że coś się stanie i nich chciał, żebyśmy zostali sami - opowiada pani Agnieszka, podkreślając niezwykłość tego wydarzenia.
To za sprawą Mruczka wpadli po uszy w koci świat. Ale też musieli zmierzyć się z ludzką niechęcią, bo okazało się, że koty, którym pomagali, nie cieszą się powszechną sympatią.
- Sąsiedzi twierdzili, że Mruczek jest agresywny. A nawet, że to wandal, który rysuje im samochody. Naprawdę, z takimi zarzutami się spotykaliśmy - wspomina tamten czas Tomasz Siuzdak.
W międzyczasie ich stado sporo się powiększyło. Po Misi pod dach empatycznego małżeństwa trafili kolejno: Puszek i Feliks. Jeden i drugi to przybłędy. Można powiedzieć, że swoim opiekunom zawdzięczają życie.
Ich niewielkie mieszkanie pełni rolę domu tymczasowego, a także miejsca, gdzie można zostawić kota na czas wakacyjnego wyjazdu. Wielu ludzi korzysta z tej możliwości. Tak, jak mieszkanka Rzeszowa, która pewnego dnia przywiozła do Siuzdaków Pipi. To wielki pan kot, który tak się zadomowił, że został.
- Opiekunce zmieniła się sytuacja życiowa. Musiała szukać mu domu, stwierdziliśmy, że przecież już ma - śmieje się pan Tomasz.
Za to sam Pipi podczas całej mojej wizyty wygląda na spiętego, a nawet przestraszonego. Dopiero po kilkukrotnym zapewnieniu, że nikt go stąd nie zabierze, rozluźnia się na tyle, że zaczyna się bawić, chowając w pudełku i zaczepiając do wygłupów. Ta czwórka to koty właścicielskie Agnieszki i Tomasza. Ale kiedy zaczynam liczyć, okazuje się, że w mieszkaniu jest jeszcze jeden.
- To Kisiel, kot sąsiada, którego często nie ma w domu - mówią.
Z tego powodu uroczy koci podrostek codziennie przychodzi do ich mieszkania i spędza w nim co najmniej kilka godzin. Mówią, że Kisiel przebywa u nich jak w przedszkolu. Kiedy przychodzi pora powrotu do domu, chowa się po kątach i przedłuża moment pożegnania. Zatem niby nie jest ich kotem, ale w głębi serca chyba jednak jest.
Ta piątka to nie jedyni podopieczni państwa Siuzdaków. Kolejnych pięć dokarmiają pod blokiem. Pan Tomasz, z zawodu budowlaniec, robi im domki ocieplane styropianem. A to wciąż nie koniec listy kotów, którymi się opiekują.
- Jest jeszcze dziewięć na działce. Wszystkie już wykastrowane dzięki pomocy Fundacji Psi Azylek Zwierzęta w Potrzebie - opowiada pani Agnieszka.
Przyznaje, że nie jest łatwo finansowo ogarnąć taką załogę. Koszty utrzymania to nie tylko karma, ale i zabiegi weterynaryjne, pomoc lekarska w nagłych sytuacjach. Gdyby nie wsparcie dobrych ludzi, na pewno nie poradziłaby sobie z tym wyzwaniem.
Mimo to oboje z mężem cieszą się, kiedy do ich domu trafia kolejny kociak. Odkarmiają, leczą i puszczają w świat. Ostatnio dwa dobre nowe domy uratowane przez nich koty znalazły w Krakowie. Każda taka sytuacja to dla nich wielka satysfakcja. Przyznają, że już nie wyobrażają sobie domu bez kotów.
- Każdy jest inny, każdy wyjątkowy - mówią.
Całej tej gromadki pilnuje suczka Luna. Też przygarnięta ze schroniska. I tak samo jak koty kochana.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama