„Serce ze szkła. Musical zen” w Teatrze Studio
Spieszę wypełnić rolę „warszawskiego korespondenta”. Tak nazwał mnie dębicki poeta Roman Misiewicz, niezłomny tropiciel prawdy o katastrofie smoleńskiej. Człowiek, który miał odwagę wykrzyczeć, iż Literacka Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk miała podtekst polityczny. Nie wystarczyło świetnie zrobione dzieło musiało być dodatkowo ideologicznie przyprawione. „I bum. Jest nagroda” – komentował bezkompromisowo poeta Misiewicz.
Wypełniając zatem swoją rolę korespondenta muszę przestrzec dębiczan przez bardzo kontrowersyjnym przedstawieniem w warszawskim Teatrze Studio pt. „Serce ze szkła. Musical zen”. Jego podstawą jest wydana trzy lata temu książka Marii Peszek „Naku*wiam zen”. Jak w książce, tak i w przestawieniu chodzi głównie o rodzinną opowieść o relacjach między Marią Peszek, aktorką, piosenkarką i pisarką i jej ojcem Janem Peszkiem, aktorem. Oboje zresztą występują na scenie.
Spektakl jest zachwalany jako bezkompromisowa rozmowa, nie unikająca tematów tabu. Bez obrażania się i na wesoło. Jednak trudno w to uwierzyć po wizycie w teatrze. Utrudnionej zresztą, gdyż bilety (drogie) wyprzedane są z wyprzedzeniem a wejściówki trudno zdobyć i też są drogie. Warszawskiemu korespondentowi tj. mnie, się to udało. Dodam, że spektakl – o zgrozo - został przygotowany w koprodukcji warszawskiego Teatru Studio oraz krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego.
Przestrzegam…
Ze sceny padają wulgarne wyrazy, które nie ułatwiają odbioru przedstawienia. Po co właściwie Maria Peszek wspomina kłótnię swojego ojca Jana z dyrektorem łódzkiego teatru Kazimierzem Dejmkiem? Tym bardziej, że ograniczyła się ona do wyzywania się przez obu panów. Dejmek powiedział, że Peszek jest ch…, ten mu odpowiedział, że to on jest ch…
Bijatyka jaka z tego wynikła przeniosła się na widownię. Aktorzy szarpali się za plecami mojej Żony. Chciałem ich rozdzielić i upomnieć, że tak się w teatrze zachowywać nie wolno, ale wtedy jeden z nich mrugnął do mnie i uśmiechnął się. Zaniechałem zatem interwencji.
Najwięcej jednak przykrości mogą sprawić dębiczanom krytyczne uwagi wyśpiewywane czy nawet wypowiadane przez aktorów pod adresem Kościoła Katolickiego. Prawdziwym bólem musi napełniać scena, gdy trzy aktorki, „koleżanki Marii Peszek z Kościółka” sypią na scenę płatki z … nocników. Do tego niesprawiedliwe opinie o Świętym Janie Pawle II, który miał być rzekomo „nieprzemakalny” w sprawach obyczajowych.
Trzeba jeszcze raz przypomnieć dębiczanom, że spektakl, na który nie należy się wybierać w czasie wizyty w Warszawie czy Krakowie, to „Serca ze szkła. Musical zen” wg libretta Klaudii Hartung-Wójciak i Marii Peszek w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego.
Do przedstawienia jeszcze wrócę, na razie: Nie polecam i ostrzegam.
Andrzej Janiec
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Z krótkiej recenzji pana redaktora można wnioskować, że "sztuka" sięga bruku. Standardy kulturowe Marty Lempart i strajków kobiet dla lewicy stały się wzorcem. Tarzajcie się w tym błocie dla własnej i wam podobnych uciechy.
Rzeczywiście, spektakl typowy dla tej grupy odbiorców jaką Pan reprezentuje. Świetnie się pan bawi pisząc ten tekst, ociekający butą i cynizmem .
Z krótkiej recenzji pana redaktora można wnioskować, że "sztuka" sięga bruku. Standardy kulturowe Marty Lempart i strajków kobiet dla lewicy stały się wzorcem. Tarzajcie się w tym błocie dla własnej i wam podobnych uciechy.
Rzeczywiście, spektakl typowy dla tej grupy odbiorców jaką Pan reprezentuje. Świetnie się pan bawi pisząc ten tekst, ociekający butą i cynizmem .