Z objawami podtrucia tlenkiem węgla przewiezione zostały do szpitala dwie młode kobiety. Do zdarzenia doszło wczoraj tuż przed godz. 14 na ul. Kochanowskiego w Dębicy. Służby kolejny raz apelują do mieszkańców powiatu, by zakupili i zamontowali w mieszkaniach detektory tlenku węgla.
W trakcie kąpieli 20-letnia mieszkanka Dębicy nagle poczuła się źle. Na miejsce natychmiast wezwani zostali strażacy, załoga pogotowia ratunkowego oraz policja. Przyjechało również pogotowie gazowe, które odłączyło dopływ gazu do mieszkania, co w takich przypadkach jest rutynowym działaniem. Jak mówi rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Dębicy bryg. Jacek Pawłowski, kiedy na miejscu pojawili się strażacy, to mieszkanie było już wietrzone. Mimo wszystko ich czujniki tlenku węgla wykryły obecność tego śmiertelnie niebezpiecznego gazu. Stężenie wynosiło 20 ppm.
- Poszkodowana 20-latka była przytomna, o własnych siłach weszła do karetki pogotowia. W chwili przyjazdu strażaków kobieta była już przygotowana do transportu do dębickiego szpitala - dodaje rzecznik KP PSP w Dębicy.
W mieszkaniu oprócz niej znajdowały się również dwie inne kobiety w wieku 23 i 47 lat. Obie - przynajmniej pierwotnie - nie wymagały pomocy. Jednak po kilkudziesięciu minutach młodsza z wymienionych zaczęła się uskarżać na ból w klatce piersiowej i mdłości. Strażacy podali kobiecie tlen, założono jej również pulsoksymetr, by zmierzyć poziom tlenu we krwi. Zapadła decyzja o wezwaniu na miejsce karetki, która zabrała poszkodowaną do szpitala. Starsza z kobiet nie wymagała pomocy.
Do podobnego zdarzenia doszło 12 stycznia na Głowackiego w Dębicy. Tam podtruciu czadem uległa 27-letnia kobieta oraz jej 4-letnie dziecko. W tym przypadku w mieszkaniu zamontowana była czujka czadu, która dała znać lokatorom, że coś jest nie tak. W przypadku zdarzenia na ul. Kochanowskiego ani w raporcie policji, ani strażaków nie ma informacji, by mieszkanie było wyposażone w takie urządzenie. Choć staje się ono coraz bardziej powszechne, to wciąż wiele osób uważa, że ten problem ich nie dotyczy.
Służby apelują do wszystkich, by tam, gdzie dochodzi do spalania paliw kopalnych, także gazu, montować detektory tlenku węgla. Gaz ten jest bardzo niebezpieczny, gdyż bez specjalistycznego urządzenia nie ma możliwości, by go wykryć. Nie posiada ani barwy, ani zapachu, dlatego nazywany jest cichym zabójcą. Powstaje on tam, gdzie paliwa ulegają niepełnemu spalaniu. Problem dotyczy nie tylko użytkowników piecyków gazowych montowanych w blokach, ale również tych, którzy ogrzewają swoje domy za pomocą kotłów, pieców, czy kominków. Tlenek węgla może wydobywać się również z kuchenek gazowych. Powodem jego gromadzenia się w domach i mieszkaniach są często niesprawne, nieszczelne lub niedrożne przewody kominowe. Nierzadko lokatorzy domów i mieszkań zaklejają kratki wentylacyjne kartkami, by do wnętrza nie dostawało się zimne powietrze. A to najkrótsza droga do tragedii. Warto pamiętać, by w trakcie kąpieli lub podczas ogrzewania domu rozszczelnić okna, aby cały czas był odpowiedni przepływ powietrza. Ważna jest w tym przypadku również wielkość kratek wentylacyjnych zamontowanych w drzwiach. Do spalania paliw kopalnych potrzebny jest tlen. Jeśli nie ma go wystarczająco dużo, to powstaje właśnie tlenek węgla.
Jak podają specjaliści śmiertelne stężenie tlenku węgla zależy od czasu ekspozycji, ale wysokie stężenia (np. 1,28% czyli 12800 ppm) prowadzą do utraty przytomności w ciągu 2-3 wdechów i śmierci w 3 minuty, podczas gdy stężenia rzędu 0,64% (6400 ppm) mogą spowodować zgon w niecałe 20 minut, a 0,32% (3200 ppm) w 30 minut. Kluczowe w takiej sytuacji jest szybkie opuszczenie skażonego miejsca i wezwanie pomocy. Objawami zatrucia, niezależnie od stężenia są: bóle i zawroty głowy, nudności i wymioty, uczucie osłabienia, senność, zmęczenie, zaczerwienienie skóry, zaburzenia równowagi i orientacji oraz trudności z oddychaniem. Niektóre detektory tlenku węgla włączają się przy stężeniu ok. 50 ppm, wszystkie uruchamiają się natychmiast, gdy to osiągnie 300 ppm. Urządzenie można kupić już za około 30 złotych. To mało, jeśli weźmiemy pod uwagę skutki jego braku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze