Pojechałam tam, bo jest wojna. Ciepło ubrana, z pieniędzmi w kieszeni, z bezpiecznym domem, do którego mogę wrócić, byłam z tymi, którzy stracili być może wszystko. A to dopiero początek - opowiada dębiczanka Marta Kabara-Dziadosz.
Po wizycie w Przemyślu jest zdania, że na wojnę w Ukrainie i związaną z tym konieczność pomocy Polska zareagowała bardzo sprawnie. Wszystko jest zorganizowane tak, by pomoc mogła objąć każdego, kto ucieka z Ukrainy i wsparcia potrzebuje.
- Na razie, bo nie wiemy, jak będzie w apogeum - ocenia dębiczanka.
Na dworcu w Przemyślu widziała poświęcenie wolontariuszy, szczodre gesty osób prywatnych i firm.
- Było wielu uciekających, ale było też wielu Polaków, którzy ofiarowali bezpłatne transporty i wszelką opiekę. Wczoraj nie było bardzo wielu potrzebujących. Ci którzy przyjechali lwowskim pociągiem, jechali w głąb Polski i dalej. Było wiele samochodów z Niemiec, Belgii, Czech. Kierowcy zabierali swoje rodziny i przyjaciół. Mieszkańcy Przemyśla stali że swoimi banerami, wspierając Ukraińców hasłami antyputinowskimi - relacjonuje.
Podkreśla, że w tym miejscu zebrali się sprawozdawcy z całego świata.
- Tak, niech ten świat widzi! Nasze serca są gorące, pielęgnujmy w sobie współczucie i wrażliwość, bo wojna zawsze godzi w te wartości. Bądźmy gotowi na trudne chwile: utratę spokoju, straty materialne. Niech nam wystarczy miłości do życia wszystkich ludzi. W takich chwilach nieważne jest, kim jesteśmy, ważne jest, że rozumiemy rzeczywistość. Odważne postawy są kosztowne, ale warto być człowiekiem - komentuje.
Do Przemyśla zawiozła dary ze zbiórki, którą udało się w kilka godzin zorganizować wśród przyjaciół i znajomych,
- Bardzo dziękuję szczególnie Danucie Pazdan, Marcie Kozickiej-Bajor, Kamili Michalak, Pani Ekspedientce z Pepko oraz wielu innym osobom za reakcje na moją akcję pomocy. Jesteście wspaniałymi ludźmi - mówi Marta Kabara-Dziadosz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze