Reklama

A w tym roku Tao zdemolowała choinkę

Ponoć, żeby się dorobić, pierwszy milion trzeba ukraść, a potem już pójdzie. Ja ukradłam pierwszego kota - i rzeczywiście, jak pooooszło, tak do dziś bogata jestem niezwykle w obecność tych stworzeń w naszym domu. W sumie nie mam żadnego dowodu na to, że ten pierwszy był kradziony, ale wiele na to wskazuje. Zgarnęliśmy go ze wsi, gdzie obecnie mieszkamy, w przekonaniu, że jest niczyj. Dopiero potem się okazało, że jednak był czyjś. Sąsiad bardzo nie rozpaczał. Tak trafiła na nas czarna Bajka.

Rozpaczał za to inny sąsiad, a przynajmniej mocno zachodził w głowę, gdzie podziało się jedno z jego niecodziennie umaszczonych kociąt, po które ponoć specjalnie jeździł aż pod Jasło. Tymczasem urocza tricolorka, z buzią podzieloną po równo na czarną i rudą, zdecydowała, że sama sobie wybierze miejsce zamieszkania i pewnego wieczoru po prostu zjawiła się pod naszymi drzwiami z żądaniem wpuszczenia do domu. Jako że byliśmy już wtedy opiekunami dwóch kocich chłopaków: Pana Bi ( który przyszedł do nas jako dziewczynka, a okazał się chłopcem) oraz Elviszka, kocię nakarmiłam, ale stanowczo odmówiłam gościny, nakazując, by poszło precz, czy gdzie tam aktualnie mieszka. Tak, wiem - brzmi bezdusznie, ale proszę mi wierzyć, miałam wtedy jeszcze złudzenia, że to JA decyduję, kiedy i jakie zwierzę z nami zamieszka. Ach, jakże byłam naiwna, co wkrótce miało się okazać.

Reklama

W każdym razie kocina poszła sobie, by wczesnym rankiem objawić się wrzaskiem dochodzącym spod dachu na tarasie, który oznaczał: dawaj jeść, kobieto, a wartko!I tak jej zostało, zawsze potrafiła wyegzekwować, co chciała, a naszemu psu Jovanowi dosłownie wchodziła na głowę, choć żadnemu kotu na to nie pozwalał. Citunia, bo tak ją nazywaliśmy, po prostu nie pytała o pozwolenie.

A propos Jovana, który było ważącym 70 kg olbrzymem rasy owczarek środkowoazjatycki, przypomina mi się jeszcze jeden kocio-psi obrazek: Jovanek śpiący na łóżku ( oczywiście, że pozwalamy na to wszystkim naszym futrom), a na nim maciupeńki kotecek, smutny i biedny. To Klunej, którą przywieźliśmy z Brzozowego Rancza w stanie "trzy ćwierci od śmierci". I pewnie nie wymknęłaby się Kostusze spod kosy, gdyby nie szczęśliwy błąd weterynarza, który podał jej za dużą dawkę leku. Dużo za dużą. Wprawdzie przeżyliśmy chwilę grozy, ale od tego momentu Klu zaczęła stawać na nogi. I stąpa na nich do dziś z wielką gracją, właściwą każdemu kotu. Razem z nią z kociego azylu zabraliśmy wtedy czarno-białą Kółko - to ta na zdjęciu. Moja ulubiona kotko-pieska, która rozumiała każde słowo, choć generalnie puszczała je mimo uszu. To był kot, którego spotyka się raz na życie. Opuściła nas o wiele za szybko. Obie z Kluską tworzyły cudny tandem działający pod wspólnym przydomkiem Kawaleria Szatana. Zapewniam, że idealnie do nich pasował. Były mistrzyniami w oczyszczaniu naszego domu ze wszelkiej maści durnostojek, porcelanowych figurek i innych gadżetów oraz płatania rozmaitych figli, które same pewnie uznawały za bardzo zabawne. My czasami nie. W ogóle były doskonałe jako duet. Podobnie jak Ludwiczek zwany Mamelkiem i Tao, które też przyszły do nas mniej więcej w tym samym wieku - on wyciągnięty z rzeczki przy Galerii Dębickiej, ona uratowana przez lekarkę weterynarii od zjedzenia przez świnki w chlewni. Tu ważna wskazówka: jak chcecie brać kota, to zawsze w parze: wprawdzie dwa razy tyle zniszczeń, ale i uciecha podwójna, bo można godzinami patrzeć na nie jak w telewizor. I dubeltowo cieszyć się, kiedy chwilowo padają im baterie, a dom ogarnia błogi spokój.

Reklama

Koty są świetne. Wprawdzie do dziś nie znalazłam do nich klucza, ale one doskonale rozgryzły mnie. Wiedzą, jak to zrobić, bym rozpieszczała je do granic możliwości, jednocześnie przekonując męża, że wcale nie, bo to przecież normalne traktowanie kotka, co to niezadowolony z kolejnej potrawy podanej na białej porcelanie. To rozumne stworzenia, które wbrew panującej opinii, przywiązują się do człowieka, potrzebują go i kochają. Każdy kot jest dziełem sztuki, nie ma chyba zwierzęcia obdarzonego tak wspaniałą elastycznością ciała i urodą poruszania się. Generalnie to kosmici, których nawet nie próbujcie zrozumieć. Za wysokie progi ;)

Dziś Dzień Kota. Wszystkim życzę dobrych domów z cierpliwymi podajnikami jadła i rękami zawsze gotowymi do głaskania. I wyrozumiałości dla nas ludzi. A Państwa zachęcam do odwiedzin Brzozowego Rancza. Może tam właśnie czeka Wasze kocie przeznaczenie? Pamiętajcie - bierzcie dwa!

Reklama

Ps. Miłośnicy zwierzaków ponoć dzielą się na psiarzy i kociarzy. Wierutna to bzdura, czego jestem najlepszym przykładem :)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Adam - niezalogowany 2022-02-17 10:41:00

    Ile Pani wydaje miesięcznie na karmę dla zwierzaków ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • koteczka - niezalogowany 2022-02-19 07:21:11

    Szczęśliwi pieniędzy nie liczą.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama