Jadę rano samochodem i już z daleka dostrzegam na drodze jakieś poruszenie. Zbliżam się i widzę osiem piesków w miłosnych zalotach. Na środku jezdni. Usunęły się trochę, kiedy przystanęłam na poboczu, żeby zrobić zdjęcie.
Pisząc osiem piesków mam na myśli siedmiu samców i jedną sunię, do której cała ta ferajna smali cholewki. Biegają po drodze odurzone wyrzutem hormonów. Refleks nie ten co zawsze, ale jeśli ktoś zwolni, zdążą uskoczyć i ocalić życie. Jeśli zdarzy się taki, co nie przyhamuje, wracając z pracy na asfalcie zastanę w najlepszym przypadku krwawe plamy. W najgorszym rozjechane na płasko pieseczki. W najbardziej tragicznym - konającego gdzieś w rowie niedobitka, któremu przez wiele godzin nikt nie udzielił pomocy.
Te psy mają właścicieli (przepraszam, ale wyraz opiekun nie przejdzie mi przez palce). Teoretycznie osoba, do której pies należy powinna otoczyć go opieką właśnie. W praktyce, jak widać. Kogo to obchodzi, że hasają pieseczki po drodze? A co tam, jak je auto pozabija, weźmie się nowego. I tak samo będzie się o niego dbało. Czyli wcale.
I co z tego, że za dwa miesiące ta suka wyda na świat kilka, jeśli nie kilkanaście szczeniąt, z których większość trafi na łańcuch. Niektóre może do lasu. A może wszystkie od razu do wiadra z wodą - i po kłopocie. Pewnie będzie wśród nich jakiś szczęściarz, któremu dostanie się opiekun. Niewykluczone, że dopiero po tym, jak wyrzucony we wspomnianym lesie, zostanie zabrany do schroniska. Nie sądzę, żeby kogokolwiek to obeszło.
I nawet jeśli dojdzie do wypadku z udziałem psa, w którym ucierpi też człowiek, okaże się, że nie wiadomo, czyj ten pies. Na pewno niczyj. W zasadzie to prawda...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szanowna Pani Redaktor, a może w końcu ktoś bardziej zainteresowałby się LUDŹMI w kontekście puszczanych luzem, wałęsających się po ulicach psów. Moje dziecko boi się chodzić piechotą ulicą Tetmajera z tego właśnie powodu. Do szkoły i ze szkoły ZAWSZE trzeba je zawozić i przywozić samochodem, mimo że nie jest aż tak daleko, żeby nie można było tego dystansu pokonywać pieszo.
Dzieckiem zajmuje się rodzić, a takim psem nikt.
Ludzie nakupja tych sraluchow i myślą że zabawka, a to odpowiedzialność zanim kupisz spędź 20 dni w schronisku sprzątaj dawaj jeść. A tu puszcza pieska idą a on zostawia niespodzianki.
Szanowna Pani Redaktor, a może w końcu ktoś bardziej zainteresowałby się LUDŹMI w kontekście puszczanych luzem, wałęsających się po ulicach psów. Moje dziecko boi się chodzić piechotą ulicą Tetmajera z tego właśnie powodu. Do szkoły i ze szkoły ZAWSZE trzeba je zawozić i przywozić samochodem, mimo że nie jest aż tak daleko, żeby nie można było tego dystansu pokonywać pieszo.
Dzieckiem zajmuje się rodzić, a takim psem nikt.
Ludzie nakupja tych sraluchow i myślą że zabawka, a to odpowiedzialność zanim kupisz spędź 20 dni w schronisku sprzątaj dawaj jeść. A tu puszcza pieska idą a on zostawia niespodzianki.