Reklama

Zlekceważysz czerwone pulsujące światło, zapłacisz 2 000 złotych

Choć podobne akcje, jak ta dzisiejsza na przejeździe kolejowo-drogowym w Pustyni, organizowane są regularnie, to nadal dochodzi do niebezpiecznych sytuacji na torach.

- W marcu mieliśmy takie zdarzenie, gdzie kierowca wjechał na ten właśnie przejazd przy pulsującym czerwonym świetle w czasie opuszczania rogatek. Doszło do zetknięcia pojazdu z rogatką. Maszynista powiadomiony o sytuacji zmniejszył prędkość - opowiada Dorota Szalacha, rzecznik prasowy spółki PKP PLK.


Na zdjęciu od lewej: Witold Flader, Dorota Szalacha i Marek Małacha.

Reklama

Dodaje, że do podobnych zdarzeń doszło dwukrotnie w ciągu dwóch dni w Boguchwale, a wcześniej także w Sanoku.Te sytuacje mogły doprowadzić do tragedii, kierowcy mieli dużo szczęścia, że skończyło się to dla nich tylko mandatem.

- Najważniejsze jest jednak życie ludzkie, stąd nasze apele, by wszyscy respektowali przepisy - przekonuje Dorota Szalacha.

 

Nie zatrzymaj swojego pulsu

Przy przejeździe w Pustyni funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei rozdawali kierowcom czekającym na przejazd przy opuszczonych rogatkach ulotki edukacyjne. Wymowne było na nich hasło dzisiejszej akcji: Nie zatrzymaj swojego pulsu, zatrzymaj się przed pulsującym światłem.

Reklama

Czerwone pulsujące światło na przejeździe drogowo-kolejowym to nie jest ostrzeżenie, jak myśli wielu kierowców, jest to zakaz wjazdu na przejazd.

Marek Małacha, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Rzeszowie, tłumaczy że czerwone światło na przejeździe tylko dla wyróżnienia, żeby nie mylić znaków dla maszynisty, jest światłem migającym. Ale oznacza to samo, co czerwone światło na sygnalizatorze drogowym.

- Ryzyko wjechania na tory i spotkania się z pociągiem porównałbym do spotkania Dawida z Goliatem, albo puszki po napoju z samochodem - mówi obrazowo.

Reklama

W tym czasie kiedy samochód przejeżdża przez przejazd pociąg pokonuje 300-400 metrów. Jeśli sygnalizacja działa, to znaczy że jest już bardzo blisko. Przez przejazd w Pustyni może jechać z prędkością 80-100 km/h, ale na magistrali w kierunku nawet 160 km/h.

Hamowanie pociągu z prędkości rozkładowej, co podkreśla Marek Małacha, trwa przez ok. kilometr, a przy większych prędkościach, z jakimi się poruszają pociągi, droga hamowanie sięga 1300 m.

- Kończy się to tym, że samochód jest zmieciony z drogi, często odrzucony lub ciągnięty za składem.

Reklama

 

Dla sprawcy zdarzenia nie tylko mandat

Podkreśla też jak takie zdarzenia są traumatyczne dla maszynistów, którzy widząc przeszkodę na torach nie mogą już nic zrobić, nie są w stanie zahamować. Po wypadku nie mogą już kontynuować jazdy, dostają z urzędu kilka dni wolnego i są otoczeni opieką psychologiczną.

Przy zderzeniu może też dojść do wykolejenia wagonów. Dlatego na obrażenia są też narażeni pasażerowie i obsługa. O tym wszystkim powinien pamiętać kierowca, który wjeżdża na przejazd przy pulsującym czerwonym świetle i opadających rogatkach.

Reklama

Inspektor Witold Flader z Komendy Regionalnej Straży Ochrony Kolei w Przemyślu, podkreśla, że kierujący pojazdami często myślą, że zdążą, ale jest to bardzo błędne myślenie, które prowadzi do utraty zdrowia, a niejednokrotnie życia.

- Tłumaczenie jest zazwyczaj takie, że spieszę się na spotkanie, spieszę się do pracy, po dziecko do przedszkola. Warto poczekać te 30 sekund, minutę nawet, jeżeli jest tak potrzeba, a i tak zdążymy - mówi Witold Flader.

Straż Ochrony Kolei za takie naruszenie przepisów nakłada mandaty od 20 do 500 zł. Jeśli ktoś odmówi przyjęcia, bo nie zgadza się z taką decyzją, do czego ma prawo, wówczas kierujemy sprawę do sądu rejonowego. Mnie wyrozumiali są policjanci, którzy za wjazd na przejazd w takim momencie mogą wystawić nam mandat do 2000 zł.

Reklama

- Kierowca, jeśli przeżyje takie spotkanie, ponosi też koszty naprawy taboru, uszkodzonych torów i urządzeń, opóźnień pociągów, bo przecież dochodzi do zatrzymania ruchu - wylicza Marek Małacha.

 

Bardzo ważna żółta naklejka

Warto też pamiętać, że jeśli samochód utknie pomiędzy rogatkami, bo np. zepsuje się i nie ma możliwości jego usunięcia, to należy jak najszybciej opuścić pojazd i szukać żółtej naklejki.

Na niej oprócz numeru 112, na który należy zadzwonić znajdzie też dziewięciocyfrowy numer identyfikacyjny przejazdu, który określa, gdzie się znajduje. W Pustyni akurat byłoby łatwo wyjaśnić, ale przejazdy są też w miejscach, gdzie trudno nam określić ich położenie, wtedy żółta naklejka może pomóc w zapobiegnięciu niebezpiecznego zdarzenia.

Reklama

Jeśli natomiast pojazd jest sprawny, może wyłamać rogatkę i zjechać z przejazdu. Poniesie wtedy oczywiście koszty mandatu i zniszczenia infrastruktury kolejowej, ale usunie samochód z torów.

- Przy rogatkach są takie zabezpieczenia, które pozwala bez uszkodzenia samochodu lub z minimalnym uszkodzeniem zjechać z niego. W drągu rogatki u nasady jest zamontowany taki bezpiecznik, które ma umożliwić jego wyłamanie - tłumaczy Marek Małacha.

Dorota Szalacha podkreśla, że rozpoczęła się właśnie majówka, rozpoczęły się wyjazdy na odpoczynek i życzyłaby wszystkim, żeby były one szczęśliwe. Będą, jeśli będziemy przestrzegać przepisów.

Czytaj także: Mężczyzna nie przeżył potrącenia na torach

Aplikacja na Androida

Źródło: debica24.pl Aktualizacja: 30/04/2025 20:57
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama