Reklama

Arturowi Kielarowi zdarzało się wyjść po bułki, a wrócić z nowymi płytami

Artur Kielar nie jest kolekcjonerem, dla niego liczy się muzyka. A ta z płyt winylowych brzmi po prostu lepiej.

Muzyka towarzyszy mu od zawsze. Najpierw odtwarzana z kaset magnetofonowych, później płyt CD, a dziś winylowych krążków, które melomani cenią sobie za wyjątkową jakość dźwięku.

- Ja nie jestem jakimś audiofilem, ale lubię czuć muzykę, które słucham. Lubię wyjąć płytę z koperty, położyć ją na talerz gramofonu, widzieć jak się obraca i słyszeć dźwięk płynący spod igły - tłumaczy.

Śmieje się, że płyty potrafi kupić nawet wychodząc po bułki do Biedronki. No ale jeżeli płyta w sklepie muzycznym, czy internecie kosztuje minimum 100 czy 200 zł, a tam 50 zł, to ciężko nie skorzystać. Mało tego, czasem zdarza się, że za te 50 zł to można 2 krążki kupić. Tam więc zaopatruje się w płyty bardziej popularnych zespołów. Czasami takich, których dorobek miał przed laty na kasetach. Tak na jego półkę trafiły dwa krążki zespołu Hey, Nine Inch Nails, płyty Amy Winehouse, Public Enemy, a nawet młodej wokalistki Sanah.

Reklama

Zazwyczaj jednak słucha mniej popularnej muzyki. Dlatego dużo siedzi w internecie i tam wyszukuje interesujące go pozycje. A na dostawę niektórych czeka miesiącami.

- Czasem bywam też na giełdach winyli, które odbywają się w Rzeszowie, czy w Dębicy. Ale rzadko udaje mi się tam znaleźć coś, co mnie interesuje, bo kiedy wyciągam swoją listę i zaczynam ją czytać, to po kolejnym punkcie goście machają ręką - wyjaśnia.

Za to zdarza mu się trafić perełki w sklepach, po których nigdy by się tego nie spodziewał. Ostatnio w rzeszowskim Media Markt, gdzie wstąpił, by kupić żonie telefon. I kupił, ale nie tylko telefon.

Reklama

- Kupiłem też za śmieszne pieniądze płytę Hani Rani i Dobrawy Czocher z kultowej wytwórni Deutsche Grammophon - mówi.

Hania Rani i Dobrawa Czocher to pierwszy żeński duet związany z najbardziej prestiżową oficyną wydawniczą muzyki poważnej. Wytwórnia Deutsche Grammophon została założona przez Emila Berlinera, wynalazcę gramofonu i płyty gramofonowej i była pierwszą firmą zajmującą się wyłącznie tłoczeniem płyt.

Artur Kielar przekonuje, że to jednak nie wytwórnia, która wydała płytę, czy gramofon, na której jest odtwarzana, są najważniejsze. Najważniejsza zawsze jest muzyka.

Reklama

- Ja nie kupuję płyt, żeby stały na półce, ja je kupuję, by ich słuchać. Dla czystej przyjemności obcowania z muzyką - podkreśla.

Przeczytaj również: Na dębicki Rynek przyjdą z flagami

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama