Reklama

Zapaśnik Wisłoki, cyrkowiec, kierownik wesołego miasteczka. Powstaje książka o Jerzym Górskim


W poniedziałek 23 marca minie 43. rocznica nagłej śmierci Jerzego Górskiego – atlety, zapaśnika związanego z klubem Wisłoka Dębica i kierownika wesołego miasteczka, którego wielu mieszkańców miasta wciąż pamięta. Jego życie było niezwykłą historią łączącą świat cyrku, sportu i lokalnej społeczności.


Jeszcze dziś są w Dębicy ludzie, którzy pamiętają charakterystyczny turkot starego ciągnika Ursus Lanz Bulldog C45. To nim Jerzy Górski dwa razy w roku przemierzał trasę do i ze swojej zimowej bazy na obrzeżach miasta, przy ulicy Świętosława. Ciągnął wtedy cały dorobek życia: wagony mieszkalne, warsztatowe, strzelnicę, fliperownię oraz konstrukcje karuzel. Na placu bazy pilnował i konserwował sprzęt przed kolejnym sezonem. Zimy w tamtych latach były surowe, a warunki pracy trudne. Praktycznie nie mieszkał z rodziną w ciepłym mieszkaniu w bloku – jak sam mówił, musiał wszystkiego dopilnować. Od wiosny do jesieni karuzele i urządzenia wesołego miasteczka musiały działać jak w zegarku. Razem z żoną Teresą odpowiadali przecież za bezpieczeństwo ludzi.

Jerzy Górski zmarł nagle w wieku 44 lat, po ciężkim wylewie krwi do mózgu. Był to skutek ogromnego stresu i lat pracy ponad siły. Pozostawił młodą żonę Teresę Górską – późniejszą kadrową w I Liceum Ogólnokształcącym w Dębicy oraz dwie córki: Lidię i Irenę. Dla rodziny był to moment, w którym zawalił się ich cały bezpieczny świat. Starsza córka Lidia marzyła o archeologii i podróżach po świecie. Została później nauczycielką, bibliotekarką i pasjonatką lokalnej historii oraz założycielką muzeum przy I LO w Dębicy. Zmarła tragicznie 19 grudnia 2014 roku. Irena, która w chwili śmierci ojca miała 18 lat i przygotowywała się do matury, również została nauczycielką – pracowała w szkołach podstawowych nr 1 i nr 2 w Dębicy.

Reklama

Jeszcze wiele lat później mieszkańcy miasta wspominali Jerzego Górskiego. Jeden ze starych taksówkarzy opowiadał córce Irenie o kursie swojego życia – gdy wiózł jej ojca z Dębicy do Warszawy, do Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych. Inni pamiętali go jako kierownika wesołego miasteczka – człowieka otwartego, który potrafił rozmawiać z każdym jak równy z równym. Mało kto jednak wiedział, że ten znany w mieście kierownik wesołego miasteczka był także nagradzanym zapaśnikiem i przez kilka lat trenował w klubie Wisłoka Dębica. Znał się z braćmi Lipieniami jeszcze z czasów, gdy ci dopiero rozpoczynali swoją sportową drogę.

Jerzy Górski nie był – jak niektórzy mówili – cyrkowcem znikąd. Pochodził z wielopokoleniowej rodziny cyrkowej o czeskich korzeniach. Był wnukiem Franciszki i Ludwiga Němečeków – pionierów cyrku na ziemiach polskich i właścicieli słynnego przedwojennego Cyrku Hary’ego. Jego matka, Bożena Němeček, była linoskoczkinią, a ojciec Bogumił Górski był przedwojennym oficerem Wojska Polskiego. Sam Jerzy występował jako atleta i tzw. unterman w cyrku Korona, którego właścicielką była jego ciotka Berta Herrgot. To właśnie tam zdobył doświadczenie sceniczne, które później przełożyło się również na sukcesy w zapasach.

Reklama

Do Dębicy przyjechał z cyrkiem Korona. Właśnie tutaj poznał swoją przyszłą żonę Teresę Szydłowską, która była córką Adolfa Szydłowskiego, ułana 5. Pułku Strzelców Konnych oraz Julii z domu Wójcik, nauczycielki oraz malarki. Ich związek wielu uważało za mezalians. Teresa pochodziła z inteligenckiej rodziny i była dobrze zapowiadającą się pracownicą zakładów WSK. Udzielała się artystycznie – śpiewała i tańczyła w zespole ludowym przy dębickim Sokole. Miłość okazała się jednak silniejsza od opinii otoczenia.

Jerzy Górski urodził się podczas trasy cyrkowej w Równem (dziś Ukraina). Zimową bazą jego rodziny były jednak Głuchołazy, gdzie spotykała się liczna rodzina cyrkowa z Polski i Czechosłowacji. Miejsce to nazywano "Małym Julinkiem”, nawiązując do słynnej Państwowej Szkoły Cyrkowej pod Warszawą. To właśnie tam Jerzy i Teresa wzięli ślub. Tam też początkowo mieszkali i tam urodziła się ich pierwsza córka – Lidia. Później los ponownie zaprowadził ich do Dębicy, gdzie przyszła na świat druga córka – Irena.

Reklama

Po śmierci Jerzego Górskiego wagony cyrkowe jeszcze raz wyruszyły w trasę – tym razem jako element scenografii w filmie „I skrzypce przestały grać” z 1988 roku w reżyserii Alexandra Ramatiego. Dla rodziny był to symboliczny koniec dawnego życia. Teresa Górska przez lata zmagała się z depresją po stracie męża. Dziś historię tej niezwykłej rodziny stara się ocalić ich córka Irena Górska-Szreder.

- Pracuję nad książką „Dom wiatrem kołysany”, w której opisuje losy swojej rodziny oraz świat ludzi cyrku. Planowałam również stworzenie niewielkiego muzeum cyrkowego w Głuchołazach, jednak pandemia, wojna w Ukrainie oraz powódź w regionie pokrzyżowały te plany - mówi Irena Górska-Szreder.

Czytaj także: Była Urszula Grabowska, przyjedzie Wojciech Malajkat

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/03/2026 13:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama