Robert Cesarz, znany też jako Robur, był twarzą dębickiego reggae. To on stał na czele zespołu Usta Syracha.
Był nie tylko założycielem, ale też liderem grupy Usta Syracha, która przez 5 lat, podczas których stał na jej czele, zagrała około 100 koncertów, wydała 3 kasety i stała się popularna w całej Polsce. Co więcej, zespół był bardzo aktywną częścią działającej wtedy dębickiej sceny muzycznej. Bywało, że kiedy grupa grała w innym mieście, na koncert jechał z nią autobus pełen przyjaciół i znajomych.
Robert twierdzi, że tamten czas go ukształtował, a gdy w USA spotyka znajomych z dawnych lat to czuje, że łączy ich wspólny klimat.
- Dębica to jest dla mnie takie gorące wspomnienie. Ciągle traktuję to miasto jako jedno z najwspanialszych miejsc na ziemi - przyznaje.
Życie ułożyło się jednak tak, że w 1997 roku wyjechał na stałe do USA. Muzyczne ambicje musiał więc na jakiś czas schować do kieszeni i skupić się na prozie życia. Minęło kilkanaście lat zanim znowu mógł wziąć gitarę i mikrofon do ręki. Pierwszym jego zespołem za oceanem był Barcode Generation, z którym nagrał nawet płytę demo. Gdy pomysł na tę grupę się wyczerpał przyszedł czas na CZA, formację czerpiącą z twórczości grupy Tool. Ale i ta formacja szybko zakończyła żywot.
W końcu w 2016 roku z grupą przyjaciół zakłada Deleted Society, zespół, z którym gra do dziś. Zaczynają się koncerty w klubach polonijnych i pierwsze nagrania. Na płycie zatytułowanej Demo’N’Stracja znalazł się nawet utwór Kara Śmierci, sztandarowy kawałek Ust Syracha. Ale muzykę grają zupełnie inną. Przekonać się o tym można słuchając ich drugiego krążka Nora Marzeń, który właśnie trafił na Spotify.
Robert twierdzi, że Deleted Society to już nie hobbystyczne granie, ale zespół, o którym myśli bardzo poważnie. Świadczy o tym choćby fakt, że grupa planuje wydać płytę po angielsku, by zacząć grać też dla amerykańskiej publiczności.
- Po angielsku będzie trzecia płyta, ale w planach jest też czwarta, na której znajdą się covery, m.in. Izraela i Nalepy - zapowiada.
Co ciekawe, Deleted Society nie gra tylko dla rockowej publiczności, ale zdarzyło im się zagrać nawet na weselu. Robert na samo wspomnienie tego zaczyna się śmiać.
- Mamy kolegę, który od zawsze był z nami. Bywał na próbach, na koncertach, aż w końcu przeniósł się do innego stanu. Ale raz nas odwiedził i oznajmił, że postanowił ożenić się w kobietą, z którą jest od 30 lat i zapytał, czy nie zagralibyśmy na jego weselu. Nie mogliśmy mu odmówić i zagraliśmy. Tylko wcześniej przygotowaliśmy biesiadny repertuar. I stało się tak, że mając 51 lat po raz pierwszy zagrałem na weselu - śmieje się Robert.
Muzycznie jednak realizuje się w zupełnie innych projektach. Niedawno zaproszony został do współpracy przez grupę MAN’iek, formację reprezentującą bardzo nowatorskie podejście do bluesa. Roberta usłyszeć można w utworze Dom, który przez 4 miesiące w serwisie YouTube został wyświetlony już ponad 75 tysięcy razy.
Robert nie ukrywa, że było to dla niego duże wyzwanie. W utworze tym musiał zaśpiewać zupełnie inaczej, niż robił to dotychczas, ale bardzo dobrze wspomina tę współpracę.
Szczególnie że grupę tworzą świetni ludzie. Czy będzie go można usłyszeć w innych utworach MANka? Tego jeszcze nie wie, ale jest otwarty na współpracę.
A współpracować przyszło mu nawet ze swoją córką. Kornelia gra na skrzypcach, które usłyszeć można na pierwszej płycie Deleted Society. Robert cieszy się, że muzycznie poszła w jego ślady.
- Na początku nic na to nie wskazywało, bo skupiała się na klasyce, w końcu jednak ten rock zwyciężył i dziś mieszka koło Seattle i gra w rockowym zespole - opowiada.
Synowie jednak nie przejęli genów po tacie i choć lubią muzykę, to wyłącznie jako jej konsumenci.
A co robi Robert, gdy nie skupia się na muzyce? Jeździ na motocyklu. Jest dumnym posiadaczem 400-kilogramowego harleya davidsona o pojemności prawie 1500 cm3.
- Motocykle to zupełny przypadek, bo wcześniej traktowałem je jako potencjalne igranie z życiem. Ale kumple z zespołu jeździli i mnie też namawiali. Więc kupiłem stary motocykl za pół darmo i nagle okazało się, że to jest to - przyznaje.
Tłumaczy, że to świetna odskocznia od dnia codziennego, bo kiedy wsiada na motocykl to świat przestaje istnieć. Trochę jak muzyka, która potrafi zabrać człowieka w inną rzeczywistość.
Gdy pytam go, czy chciałby jeszcze zagrać z Ustami Syracha przyznaje, że mu się to marzy. Co więcej, ma kontakt z wszystkimi członkami zespołu.
- Potrzebny jest tylko impuls, by nas ze sobą połączyć - kończy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Czasy mojej beztroskiej młodości... Też byłem w takim autobusie wiozącym ludzi z Dębicy do innego miasta na koncert Ust Syracha. Nadal słucham i nadziwić się nie mogę, że nie zdobyli większej popularności, bo muzyka wspaniała, a teksty jeszcze lepsze.
Niech zagraja na Dniach Debicy ....
Yyyy to są jeszcze jakieś Dni Dębicy?? W tym roku pewnie też nic nie będzie, bo powiedzą że prąd drogi itp itd....
Hm nazwa kapeli brzmi megalomańsko. Do nauczającego przekazu biblijnego dość daleko
Skończyli jeszcze w zeszłym stuleciu (jak można przeczytać wyżej).
Robert vel Misiek fajny kolega z klasy.
Może czas na reedycję albumów na CD/winyl? :)
Czasy mojej beztroskiej młodości... Też byłem w takim autobusie wiozącym ludzi z Dębicy do innego miasta na koncert Ust Syracha. Nadal słucham i nadziwić się nie mogę, że nie zdobyli większej popularności, bo muzyka wspaniała, a teksty jeszcze lepsze.
Niech zagraja na Dniach Debicy ....
Yyyy to są jeszcze jakieś Dni Dębicy?? W tym roku pewnie też nic nie będzie, bo powiedzą że prąd drogi itp itd....