We wtorek 7 stycznia Jakub Drożdż wracał po służbie w jednostce w Dębicy do domu. Przed godz. 16:00 przejeżdżał przez Czarną, kiedy przy stacji benzynowej zauważył jakieś poruszenie.
Już kiedy zatrzymywał samochód, zobaczył, że ktoś leży na ziemi. Nie zwracał więc nawet specjalnej uwagi, gdzie zostawia samochód, bo chciał jak najszybciej znaleźć się przy osobie potrzebującej pomocy.
Szybko ocenił sytuację. Okazało się, że ktoś już dzwoni na numer alarmowy i rozmawia z dyspozytorem medycznym. Dowiedział się, że został sprawdzony puls i że leżący mężczyzna nie oddycha. Zauważył też, że ktoś inny prowadzi resuscytację.
Bardzo szybko przypomniał sobie, że przecież jego koledzy strażacy z OSP Czarna mają w remizie defibrylator. Wysłał więc jednego z gapiów, a tych - co podkreśla - zebrało się bardzo dużo - po urządzenie, dając mu szybkie instrukcje, co powinien zrobić.
- Miał włączyć syrenę alarmową na budynku i trzymać ją tak długo, zanim nie przybiegną strażacy, a wtedy poprosić o defibrylator - tłumaczy Jakub Drożdż, który również jest strażakiem ratownikiem, ale w OSP Jaźwiny.
Po kilku minutach, podczas których cały czas prowadzona była resuscytacja krążeniowo-oddechowa, wysłany wrócił i przyniósł z sobą sprzęt. Jakub Drożdż od razu podpiął elektrody do klatki piersiowej mężczyzny. Urządzenie zrobiło szybkie badanie, które przekonało go, że musi wykonać wyładowanie mające na celu przywrócenie akcji serca i oddechu.
Po pierwszym wyładowaniu rytm serca wyrównał się, a mężczyzna na minutę odzyskał oddech. Niestety później ponownie go stracił i konieczne stało się wykonanie powtórnego wyładowania. Kiedy przyjechała karetka, leżący oddychał już samodzielnie.
Jakub Drożdż dowiedział się później od osoby dzwoniącej po pomoc, że połączenie z dyspozytorem trwało 22 minuty. W tym czasie karetka była już w drodze. On prowadził akcję ratującą życie przez ponad kwadrans.
- W ciągu dwóch lat to już piąta taka sytuacja. Mam pewne doświadczenie i nie boję się, że coś złego się stanie - przekonuje Jakub Drożdż, który podkreśla, że nie czuje się z tego powodu bohaterem.
Podkreśla, że do uratowania życia mężczyzny w Czarnej przyczynili się też ci, którzy pomocy zaczęli udzielać mu jako pierwsi, jeszcze przed jego przyjazdem. I taką postawę może dać za wzór innym.
Tylko w gminie Czarna urządzenia AED są w czterech jednostkach OSP. W Jaźwinach można je znaleźć na ścianie zewnętrznej remizy. W uzasadnionym przypadku może z niego skorzystać każdy, wystarczy, że przekręci kapsułę w lewo i wyjmie go ze środka. W tym momencie włączy się alarm, który powiadomi strażaków, że defibrylator został zabrany.
Pozostałe trzy znajdują się w Czarnej, Róży i Żdżarach. Tu procedura jest nieco inna, należy pobiec do remizy i trzymać włączoną syrenę alarmową dopóki nie pojawią się druhowie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo dla Pana.
Panie Redaktorze proszę zamieścić wykaz urządzeń z całego powiatu. Myślę że w ramach edukacji wszyscy mieszkańcy mogą skorzystać Pozdrawiam
Również bardzo proszę. Sama jestem ciekawa gdzie się znajdują i nie mam takiej wiedzy. Mam nadzieję że nigdy się nie przyda... Ale lepiej wiedzieć
Wspaniały gość!
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Brawo dla Pana.
Panie Redaktorze proszę zamieścić wykaz urządzeń z całego powiatu. Myślę że w ramach edukacji wszyscy mieszkańcy mogą skorzystać Pozdrawiam
Również bardzo proszę. Sama jestem ciekawa gdzie się znajdują i nie mam takiej wiedzy. Mam nadzieję że nigdy się nie przyda... Ale lepiej wiedzieć